Patryk Zakrzewski: „Warszawa jest prawdziwym rajem dla wszelkiego rodzaju osobliwości” – pisał w jednym z felietonów w latach 80. XIX wieku Henryk Sienkiewicz, odnosząc się właśnie do popularności cyrku w swoich czasach. Ale chyba Warszawa nie była wyjątkiem? Cyrk przeżywał wtedy swoje złote czasy w całej Europie.
Sylwia Siedlecka: Rzeczywiście nie wydaje mi się, żeby Warszawa się tu szczególnie wyróżniała, choć oczywiście sztuka cyrkowa była w niej popularna. Pierwszy murowany cyrk w Warszawie powstał w 1883 roku na rogu Okólnik i Ordynackiej – zbudowała go Wilhelmina Ciniselli, przedstawicielka słynnej włoskiej rodziny cyrkowej, która prowadziła wiele cyrków w Imperium Rosyjskim. Wcześniej był jeszcze drewniany cyrk Salamońskiego znajdujący się przy obecnej ulicy Czackiego. Warszawa znajdowała się na cyrkowej trasie Paryż – Moskwa, więc przewinęło się przez nią wielu artystów i trup cyrkowych.
Sylwia Siedlecka, fot. Magdalena Chotkowska-Czerwińska
Każdy ze środkowoeuropejskich cyrków – w tym polski – miał swój specyficzny język, ale ja wolę myśleć o cyrku jako o pewnej międzynarodowej sieci powiązań, bo przecież artyści podróżowali i wzajemnie się inspirowali. Chociaż nawet w samym środowisku cyrkowym spotkałam się z przekonaniami, jakoby niektóre narody były bardziej predysponowane do pewnych dyscyplin – na przykład, że ludzie z dawnych państw Osi są lepszymi treserami.
Cyrk w swojej historii łączył ze sobą różne sprzeczności. Z jednej strony trupy cyrkowe miały kosmopolityczny i transgraniczny charakter. Ale cyrk podsycał też kolonialne fantazje – Polskę odwiedzały „karawany Aszantów”, oglądano pokazy „Zulusów” czy „Siuksów”. A także umacniał pseudonaukowe rasistowskie teorie: w połowie XIX wieku w całej Europie, w tym w Polsce, występowała Julia Pastrana, Meksykanka z wrodzoną hipertrichozą – anonsowano ją jako osobę, która jest córką ludzkiej matki i orangutana.
Chociaż Polska nie była imperium kolonialnym, to również u nas myśl kolonialna silnie oddziaływała na ludzi – także za sprawą cyrku. Jednym z jej przejawów było wytwarzanie widowisk objazdowych, w których ludzie zaspokajali potrzebę podglądactwa pod pseudonaukową otoczką. Także inne praktyki, jak sprowadzanie do cyrku zwierząt z państw afrykańskich, były lukratywnym biznesem. Cyrk bywał również uwikłany w opresyjne systemy polityczne, w Niemczech w czasach nazizmu największe cyrki nie przestawały grać przedstawień.
W historię cyrku wpisana była kultura pokazywania wizerunku osób, które piętnowano jako odmienne. Dotyczyło to choćby osób niebiałych, niskorosłych czy osób z niepełnosprawnością. Cyrk nadawał im pewne role – i nie były to role osób, ale osobliwości. Ale oni sami też często reżyserowali swoje wizerunki sceniczne, decydując o tym, jak chcą być widziani.
Cyrk długo przyczyniał się do utrwalania schematów, na przykład rasowych, ale też poprzez różne gry sceniczne rozsadzał narracje o rasie czy płci i mógł być narzędziem emancypacji. W trakcie swoich badań natrafiłam na romskiego artystę, Oskara Hartsteina, który w czasach PRL-u obsługiwał różne role etniczne: raz grał Meksykanina, raz rdzennego Amerykanina, przebierał się w różne stroje, rzucał nożami czy lassem. Jego pochodzenie wpłynęło na wizerunek sceniczny, który mu wytworzono, jednak na arenie nigdy nie odgrywał roli Roma – jego role sceniczne były oddzielone od jego własnej tożsamości.
Sylwia Siedlecka i Grzegorz Kondrasiuk (red.), „Circusiana”, fot. Instytut Teatralny
Na okładce pierwszego tomu serii Circusiana (wyd. Instytut Teatralny, 2022), którego jestem współredaktorką, znalazło się zdjęcie Anny Olgi Brown – urodzonej w połowie XIX wieku w Szczecinie niebiałej akrobatki, którą Edgar Degas uwiecznił na obrazie Miss La La w cyrku Fernando. Anna Olga Brown – której biografię w naszej książce rekonstruuje Sabina Drąg – była bardzo silną (też fizycznie), niezależną osobą, która podważała wiele stereotypów dotyczących roli kobiety – w cyrku i poza nim. Spotkałam się z głosami, że być może ta okładka jest zbyt prowokacyjna, ale jako badaczki i badacze opracowujący biografie artystów cyrkowych, jesteśmy świadomi tej ambiwalencji.