Zażarty wróg teatru
"Sęp. Dramat w trzech aktach", 1904, fot. Polona.pl
Do świata arystokracji wprowadziło ją małżeństwo z hrabią Konradem Wielopolskim. To wtedy przeniosła się razem z mężem do Lwowa, gdzie została słuchaczką wykładów z historii i literatury, a jej wybranek pracownikiem banku. Związek rozpadł się po roku. We Lwowie, jak sama stwierdziła po latach, "nie opuszczała ani jednego spektaklu w teatrach". Jednak z biegiem czasu jej stosunek do tej dziedziny sztuki zmienił się. "No tak, myślę, że nie ma na całym świecie teatr zażartszego wroga niż ja", mówiła w rozmowie z aktorem Januszem Srebrzyckim (rozmowa ukazała się w dwunastym zeszycie "Sceny Polskiej" wydanym w 1929 roku). Artykuł pod chwytliwym tytułem "Rozmowa z wrogiem teatru" jest niesamowitym archiwalium świadczącym o jaskrawych, stanowczych poglądach Wielopolskiej i jej nieprzejednanym temperamencie:
Po prostu zamknęła się we mnie jakaś komórka mózgowa na odbieranie wrażeń scenicznych. Nie rozumiem, co aktor mówi, śmieszy mnie teatralna dramatyczność, nie śmieszy teatralny dowcip. [...] Nie działa na mnie głos ludzki. Może dlatego, że jestem zbyt gadatliwa z natury i po prostu irytuje mnie, że muszę milczeć, kiedy ktoś mówi. W kinie, kiedy milczę ja, milczeć musi sam Chaplin.
W recenzji "Głazu granicznego" w reżyserii Stanisławy Wysockiej (1925, premiera w Teatrze Nowym w Poznaniu) pisarka i publicystka zawarła podobne refleksje wobec sceny, pisząc, że "upada coraz niżej", chodząc do teatru na zaproszenie przyjaciół. "Pisać muszę wbrew przekonaniu – chodzić muszę do teatru tyle nielubianego – krajać muszę żywcem swoje serce pełne wstrętów". Z tym większym zdziwieniem czyta się te słowa, kiedy weźmie się pod uwagę, że Wielopolska była także autorką wystawianych dramatów, takich jak zadedykowany mężowi trzyaktowy "Sęp" opublikowany w 1904 roku – jeszcze z nazwiskiem "Marya Colonna Walewska" na okładce – i wystawiony prapremierowo we lwowskim Teatrze Niezależnym. W późniejszej edycji tekstu, z roku 1911, autorka pisze we wprowadzeniu do dramatu, że "Sęp" powstawał w okresie, kiedy "owiewało ją mistyczne niedołęstwo myślowe", a na rzeczywistość patrzyła "przez zadymione szkła osobistego, chwilowego pesymizmu". Na marginesie warto dodać, że cały zbiór opatrzony został kuriozalnym niekiedy wstępem Andrzeja Niemojewskiego, niemogącego powstrzymać się przed wyrażeniem uznania dla charyzmy twórczej Wielopolskiej i jej zahartowanego ducha:
Czytajcie tedy autorkę, która NIGDY NIE PŁACZE [pisownia oryginalna – przyp. red.]. Żądajcie od autorów, aby NIGDY NIE PŁAKALI. I wy, współobywatele, NIE PŁACZCIE NIGDY. Od tego się powinna rozpocząć cała nasza odnowa wewnętrzna.
W kolejnych słowach docenił, że Wielopolska to autorka, która "myśli własnymi myślami", co – jego zdaniem – z trudem przychodziło "większości pisarzy płci męskiej". Myśli w istocie ubierała najczęściej w niewybredne słowa, chcąc manifestować swoje zdanie bez przebierania w środkach. Walewska o jej szkicach pisała, że każdy z nich "bucha tęgą, twardą mocą" i jest gestem "spoliczkowania konwencjonalnej obłudy".