Poczułem się jak gwiazda”. Pierwsze spotkanie z polską sceną
Filip Lech: Czy przed przyjazdem na Konkurs Wieniawskiego wiedział pan coś o Polsce? Znał pan polską muzykę – oczywiście poza twórczością samego Wieniawskiego i Chopina?
Kazuki Sawa: W 1977 roku Polska jawiła mi się jako zimny i ponury kraj – państwo socjalistyczne i zdominowane przez Związek Radziecki. Przeważały negatywne skojarzenia: brak swobód obywatelskich, trudności z dostępem do towarów i żywności, szczególnie do mięsa.
I rzeczywiście, w mojej świadomości dominowały fortepianowe utwory Fryderyka Chopina. Ale jako skrzypek byłem też dobrze zaznajomiony z twórczością Henryka Wieniawskiego, a także Mazurkami Aleksandra Zarzyckiego na skrzypce i fortepian. Jeśli chodzi o utwory Karola Szymanowskiego, poznałem jedynie Źródło Aretuzy z cyklu Mity – był to jeden z utworów, które przygotowałem z myślą o drugim etapie poznańskiego konkursu.
Jakie były pańskie wrażenia po przyjeździe?
Na poznańskim lotnisku przywitała mnie delegacja. Podeszła do mnie około 18-letnia, urocza dziewczyna z bukietem kwiatów i pocałowała mnie w policzek. Poczułem ogromną radość.
Wielkie wrażenie wywarł na mnie przepych auli Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, gdzie odbywał się konkurs. Szczególnie pamiętam jej wspaniałą akustykę. Już na etapie eliminacji sala była wypełniona po brzegi, a po moim występie wiele osób prosiło mnie o autograf. W Japonii nigdy czegoś takiego nie doświadczyłem. Nagle poczułem się jak wielka gwiazda, to było niezwykle miłe.
Co oznacza dla pana muzyka Wieniawskiego?
Odegrała kluczową rolę w mojej karierze. To właśnie dzięki niej zdecydowałem się podążać drogą zawodowego muzyka. W trzeciej klasie gimnazjum zdobyłem pierwsze miejsce w ogólnokrajowym konkursie dla japońskiej młodzieży, grając wtedy Poloneza D-dur Wieniawskiego. A kilka lat po konkursie w Poznaniu, w 1982 roku, jego Polonez A-dur zamknął program mojego debiutanckiego recitalu w londyńskiej Wigmore Hall.
Większość wielkich kompozytorów, takich jak Bach, Mozart, Beethoven, Dvořák czy Bruckner, specjalizowała się w grze na fortepianie lub altówce. Wieniawski, obok Paganiniego, był rzadkim przypadkiem kompozytora-skrzypka, który potrafił w swoich utworach w pełni wyrazić urok tego instrumentu.
Wspomniany przez pana Karol Szymanowski też jest dla pana ważnym kompozytorem.
Niedługo po Konkursie Wieniawskiego, w 1981 roku, powstało Japońskie Towarzystwo Szymanowskiego (日本シマノフスキ協会), do którego przystąpiłem. [Pierwszym przewodniczącym Towarzystwa był Motonari Iguchi (1908–1983), pianista i pedagog, który w 1939 roku prawykonał w Tokio między innymi IV Symfonię koncertującą Szymanowskiego – przyp. red.].
W 1998 roku w duecie z moją żoną, pianistką Emiko Tadenumą, zaprezentowałem wszystkie poematy z cyklu Mity, Sonatę d-moll oraz Nokturn i Tarantelę. W kolejnych latach wielokrotnie wykonywałem te utwory z Sawako Kidą i Ignacym Lisieckim. W 2023 roku nakładem wydawnictwa Octavia Records ukazała się płyta Works by Karol Szymanowski – An Invitation to the Myths, na której, poza wspomnianymi dziełami, można usłyszeć również taniec góralski z Harnasiów w aranżacji na fortepian i skrzypce oraz Cztery etiudy zagrane przez Kidę.
Poznał pan innych polskich kompozytorów?
W 1978 roku, jako członek tokijskiej Orkiestry Symfonicznej NHK, miałem okazję uczestniczyć w wykonaniu Koncertu skrzypcowego i Raju utraconego pod batutą samego maestra Krzysztofa Pendereckiego. Ponadto często wykonuję Partitę na skrzypce i fortepian Witolda Lutosławskiego.