Heweliusz imponuje rozmachem i realizacyjną precyzją, łącząc w sobie intymne portrety postaci z opowieścią o Polsce czasów transformacji – to właśnie ona jest jedną z głównych bohaterek serialu. Widziana oczami Holoubka i Bajona Polska 1993 roku to kraj dzikiego kapitalizmu z rosnącym rozwarstwieniem społecznym, galopującą inflacją, wszechobecną biedą, polityczno-biznesowymi układami pozwalającymi uwłaszczać się na majątku upadłego państwa, a przede wszystkim – chciwością, która staje się siłą napędową.
Starsi widzowie Heweliusza z łatwością rozpoznają artefakty wczesnych lat 90. Samochody z radiami wyrywanymi przez osiedlowych złodziei, lombardy, do których co bardziej pechowi sąsiedzi muszą oddawać swoje kolumny i magnetowidy, żebrzących „Cyganów”, szkolną młodzież z militarnymi plecakami-kostkami i wyrastające dookoła małe biznesy.
Holoubek ożywia na ekranie całe to duchologiczne imaginarium, ale zarazem udaje mu się uniknąć wrażenia, że oto wprowadza nas do sztucznie stworzonego nostalgicznego muzeum transformacji. Zamiast żerować na naszej zbiorowej retrostalgii, reżyser zaprzęga ją do opowieści o walce jednostki z niesprawiedliwym i niewydolnym systemem. Robi to zresztą nie po raz pierwszy – opowiadał o niej w 25 latach niewinności. Historii Tomka Komendy, a także szpiegowskim Doppelgängerze. Sobowtórze czy serialowych Wielkiej wodzie i Rojście.
Kadr z serialu "Heweliusz" w reżyserii Jana Holoubka, fot. Robert Pałka/Netflix
W Heweliuszu raz jeszcze przygląda się nierównemu starciu jednostki ze skorumpowanym systemem zbudowanym na bierności i oportunizmie, tworząc przy okazji opowieść o Polsce lat 90., w której komuna i jej polityczne obyczaje skończyły się jedynie na pozór, a życiem społecznym rządzą zblatowane ze sobą polityczno-biznesowe kliki.
Choć serial Holoubka najlepiej sprawdza się właśnie jako smutna pocztówka z przeszłości, nie oznacza to bynajmniej, że superprodukcja Netfliksa zawodzi jako katastroficzny dramat. Przeciwnie – nie mieliśmy w polskim serialu produkcji zrealizowanych z takim rozmachem i pieczołowitością. Wystarczy rzut oka na sekwencje morskiego sztormu, by wiedzieć, że Heweliusz jest najdroższym serialem zrealizowanym w Polsce po 1989 roku. Najdroższym i najefektowniej opowiedzianym.