Bęc, cmok, miau. O onomatopejach w języku polskim
Ich ekspertami są dzieci, komiksiarze i poeci – najlepiej wiedzą, jak szumi wiatr, dudni pociąg i co mówią zwierzęta. Słowa takie jak wrr, plum, a psik z jednej strony mogą wydać się niepoważne, z drugiej jednak nadają wypowiedziom ekspresję, pomagają barwnie zilustrować opowieść i opisać leksykalnie to, co nieleksykalne.
Nagle – gwizd!
Nagle – świst!
Para – buch!
Koła – w ruch!
Najpierw – powoli – jak żółw – ociężale,
Ruszyła – maszyna – po szynach – ospale,
Szarpnęła wagony i ciągnie z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
I dudni, i stuka, łomoce i pędzi,
A dokąd? A dokąd? A dokąd? Na wprost!
Po torze, po torze, po torze, przez most.
Fragment z wiersza Lokomotywa Juliana Tuwima od razu pobudza naszą wyobraźnię i sprawia, że niemal słyszymy ruszający pociąg: to, jak ociężała maszyna, z trudem wprawiona w ruch, rozwija prędkość i dalej mknie przed siebie. Poeta w mistrzowski sposób wykorzystał słowa, by za ich pomocą przekazać dużo więcej. To nie żadna magia – to onomatopeje!
Jak pokazać dźwięki, czyli onomatopeje w piśmie, geście i rysunku
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu „Padalec. Dyktanda czyli w jaki sposób wujek Staszek wówczas Michasia – dziś Michała – uczył pisać bez błędów”, autorstwa Stanisława Lema, ilustracja: Magdalena Burdzyńska, producent: Culture.pl/IAM
Obrazek
padalec_stanislaw_lem_burdzynska_magda2.jpg
Onomatopeje to wyrazy imitujące dźwięki i ruchy, a naśladownictwo osiągają w różny sposób: przede wszystkim przez swoje brzmienie, wynikające z doboru głosek, ale także przez intonację, akcent, niekiedy także przez zapis – na przykład użycie dywizu (dryń-dryń), wielkich liter (TRACH) czy graficzne przedstawienie onomatopei w komiksach, które w rysunku mogą falować, być wielokrotnie pogrubione lub zupełnie malutkie. Niekiedy onomatopeje idą w parze z gestem: szuru-buru z ruchem imitującym mycie zębów, ciach ze złożeniem palców na wzór nożyczek, ziew z zasłonięciem ust jak przy ziewaniu.
Są leksykalnym odwzorowaniem tego, co słyszymy: dźwięków ze świata przyrody, jak śpiew ptaków tirli tirli, oraz cywilizacji, czyli wszelkiego rodzaju odgłosów pochodzenia nienaturalnego, jak klikanie klawiatury klik czy głosy policyjnych syren ioio. Mogą to być dźwięki wydawane przez ludzi, na przykład chrapanie chrr, lekceważące phi albo naśladujące ruch łup, chlast. Dzielimy je na właściwe i odmienne. Onomatopejami właściwymi są wyrażenia, które bezpośrednio naśladują odgłosy z otaczającego nas świata: miau, au, ble, a w klasyfikacji gramatycznej należą do wykrzykników. Natomiast onomatopeje odmienne to przede wszystkim czasowniki i rzeczowniki, charakteryzujące się tym, że możemy wskazać wyraźny związek etymologiczny z odpowiadającymi im onomatopejami właściwymi. Będą to zatem takie rzeczowniki jak szum (od szsz) czy kukułka (od odgłosu ptaka kuku) oraz czasowniki, np. gdakać (gdak), drapać (drap), paplać, dawniej: plaplać (ple ple).
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Jak rzeczywistość brzmi według Polaków? Grafika: Janek Twardowski/Culture.pl
Obrazek
onomatopeja__0.jpg
Zdaniem części badaczy, onomatopeje mogły być pierwotnym elementem języka, mową naszych przodków, od której tworzyli kolejne wyrazy. Semiotycy uznają, że onomatopeje powstają z motywacji naturalnej – te właściwe tworzymy często spontanicznie, z potrzeby chwili. Nie szukamy ich po słownikach i nie zastanawiamy się nad ich poprawnością leksykalną. Są niezastąpione we wczesnej nauce mowy, gdy dzieci dopiero zaczynają łączyć otaczający je świat z językiem. Słowa takie jak muu, bam czy brum-brum są stosunkowo łatwe do wymówienia i połączenia z desygnatami w bliskim otoczeniu.
Onomatopeje powstają w sposób niezwykle różnorodny – jedne motywowane są wyłącznie dźwiękiem bądź ruchem, który imitują, inne tworzone od czasowników bądź innych onomatopei. Jak podaje Mirosław Bańko, autor jedynego polskiego słownika onomatopei, charakterystycznymi przykładami słowotwórstwa wyrazów dźwięko- i ruchonaśladowczych są przedłużenia głosek. Na przykład: bardzo senny śpioch będzie chrapał chrrr z wielokrotnie powtórzonym r, a natrętna mucha bzyczała bz, bzz lub bzzz. Powtórzone mogą być nie tylko głoski, ale i wyrazy: pukanie w drzwi puk puk puk, bicie zegara bim-bam-bom (powtórzenie przy jednoczesnej wymianie głoski). Przyrostek -u spowalnia imitowany dźwięk (por. tupu a tup), a przyrostek -k – skraca (por. krak a kra). Przyrostek -s zwiększa ekspresję wypowiedzi, por. chap a chaps, rym a ryms, podobnie zwielokrotnienie twardej głoski r: trrrach, hurra. Onomatopeje możemy tworzyć właściwie w nieskończoność – jedynym wymogiem, jaki muszą spełniać, jest wierne naśladowanie rzeczywistości z trafnym wykorzystaniem dostępnych środków językowych.
Czy pojedyncze głoski niosą ze sobą znaczenie?
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Litery na Rynku Głównym w Krakowie, fot. Marek Lasyk/Reporter/East News
Obrazek
alfabety_en_01102598_0007.jpg
Gdyby zarówno mal i mil były słowami oznaczającymi stół, który z nich, sądząc po nazwie, byłby według nas większy? W 1929 roku amerykański antropolog Edward Sapir przeprowadził eksperyment, w którym ułożył 60 par fikcyjnych wyrazów różniących się obecnością głosek a oraz i, badając, w jaki sposób będą one odbierane przez respondentów. Zdecydowana większość spośród 500 z nich wskazywała, że słowa typu mal, z samogłoską a, w ich odczuciu nazywają większe obiekty niż te z samogłoską i, jak fikcyjne mil. Z badania wysnuto zatem wniosek, że samogłoskom tylnym (a, o, u) przypisywane jest wyobrażenie dużych przedmiotów, zaś samogłoskom przednim (i, y, e) – małych.
Choć wśród wszystkich wyrazów, których używamy na co dzień, może być trudno dostrzec tę opozycję, to nieco łatwiej widoczna będzie na przykładzie onomatopei. Ptaszek będzie zatem śpiewał tirli tirli, a krowa wyła muuu. Mały kamień, gdy wpadnie do wody, zrobi plim, większy – plum. Jedna łezka to będzie chlip, a rzewny płacz – buu.
Jak wytłumaczyć tę zależność? Badacze doszukują się przyczyn w artykulacji danych dźwięków: przy wymawianiu samogłosek przednich język układa się tak, że zostawiamy w jamie ustnej mało wolnego miejsca, inaczej niż przy wymawianiu samogłosek tylnych. Być może to ma wpływ na nasz odbiór danych głosek jako mniejsze lub większe. Amerykański językoznawca John Ohala wskazał także, że głoski przednie, ze względu na swoją akustykę, odbierane są jako wyższe od głosek tylnych, zaś w naturze wysokie dźwięki pochodzą zwykle od małych zwierząt, a niskie – od dużych. Zatem różnice w percepcji różnych dźwięków dostrzeżemy nie tylko w ludzkiej mowie, lecz także – może przede wszystkim – w świecie przyrody.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Alfabet, fot. Arkadiusz Ziółek/East News
Obrazek
alfabet_en_01602515_0017.jpg
Nie będzie to zasada powszechna, bo każdy język rządzi się nieco innymi prawami. Jak podaje Mirosław Bańko, w austroazjatyckim języku bahnar używanym w Wietnamie zaobserwowano, że, inaczej niż w językach europejskich, samogłoski wysokie związane są z dużymi rozmiarami przedmiotu, a samogłoski niskie – z małymi. Widzimy zatem, że korelacja dźwięków mowy i znaczenia słów ma motywację zarówno fizjologiczną, jak i kulturową.
Różnic w percepcji głosek jest znacznie więcej: l przywodzi nam na myśl coś miękkiego, r – twardego, ś świszczy, sz szumi. Sposób artykułowania zwarto-wybuchowej (powstającej wskutek pełnego zwarcia w jamie ustnej, kończącego się krótkim „wybuchem”) głoski b, której w wymowie nie sposób przedłużyć, kojarzy nam się z czymś raptownym. Wykorzystujemy ją zatem w słowach takich jak bam, bęc. Możemy uznać, że jedną z cech języka jest jego ikoniczność: podobieństwo znaku językowego do swego desygnatu. Wyraz szumieć naśladuje dźwięk wiatru, zaś w słowie bulgot już słyszymy gorące bąble wydobywające się na powierzchnię gotującej się zupy. Język nie jest odosobnionym bytem: ściśle łączy się ze światem, który opisuje. Z jednej strony nazywa rzeczywistość, która nas otacza, z drugiej strony ta rzeczywistość wpływa na jego kształt.
Kukuryku, kykkeliky i cock-a-doodle-doo, czyli onomatopeje w różnych językach
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kogut podczas wystawa „Najpiękniejsze Kury Świata” w Warszawie, fot. Grzegorz Krzyżewski/Forum
Obrazek
kogut_forum-0436319672.jpg
Skoro onomatopeje naśladują rzeczywistość, to dlaczego w różnych językach brzmią inaczej? Dlaczego po polsku pies szczeka hau hau, po angielsku woof woof, po włosku bau bau, a po francusku ouaf ouaf? Choć psy w Wielkiej Brytanii nie szczekają inaczej niż te w Polsce, to już psi właściciele w różnych krajach posługują się na co dzień innymi zestawami głosek. Onomatopeje okazują się doskonałym dowodem różnic fonetycznych w językach świata.
Część wyrazów dźwiękonaśladowczych, mimo swojej naturalnej motywacji, jest skonwencjonalizowana – odnoszą się nie tylko do rzeczywistości, lecz także do przyjętych zwyczajów. By zrozumieć wyraz kukuryku nie wystarczy, że słyszało się wcześniej pianie koguta, potrzebna jest wiedza, do czego odnosi się to słowo. Już inaczej wygląda sytuacja, w której wypowiemy kukuryku z artykulacją naśladującą odgłos ptaka – wówczas będziemy zrozumiani przez Norwegów, według których kogut pieje kykkeliky, Włochów, którzy naśladują pianie poprzez słowo chicchirichì czy Anglików, wołających za kogutami cock-a-doodle-doo.
Różnice w fonetyce języków sprawiają, że onomatopeje stanowią nie lada wyzwanie dla tłumaczy. Bo czy dosłowne tłumaczenie Tuwimowskiego „ruszyła – maszyna – po szynach – ospale” z wiersza Lokomotywa odda cały zamysł autora? Efekty onomatopeiczne odnajdziemy tu w rozkładzie akcentów, znakach interpunkcyjnych (myślnikach), w powtórzeniu szumiącej cząstki „szy” w następujących po sobie wyrazach („ruszyła”, „maszyna”, „po szynach”), co tworzy skojarzenie z dźwiękiem, jaki wydaje ruszający pociąg. Jak zauważyła Lucylla Pszczołowska w artykule Jak się przekłada onomatopeje, oddanie w tekście wartości pozaleksykalnych wymaga zwykle podjęcia decyzji, co ocalić: dosłowność znaczenia czy zamysł stylistyczny.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Początek włoskiej wersji „Lokomotywy” w tłum. Moniki Woźniak (ilustracja: Jan Marcin Szancer); książka wydana przez Instytut Książki 2003 roku
Obrazek
lokomotywa julian tuwim 7_6961272.jpg
I tak w języku angielskim w przekładzie Tomasza Wyżyńskiego wers brzmi:
And shuffles – so slowly – like a snail – half asleep.
Tłumaczowi udało się zachować oryginalne efekty przy niewielkiej zmianie sensu. Za to w języku francuskim, w przekładzie Paula Cazina, przez dosłowność leksykalną wiersz utracił swoje rytm i onomatopeiczność, które tłumacz zastąpił schodkowym podziałem wersu, mającym sugerować powolny ruch startującego pociągu:
La machine
s’ebranle
et roule
somnolente.
Także rosyjska tłumaczka Ewa Moszkowskaja, nie odnalazłszy onomatopeicznych ekwiwalentów w swoim języku, skupiła się na tym, by osiągnąć pożądany rytm przez podział wersu według swojego zamysłu, zmieniła jednak przy tym całkowicie jego znaczenie:
Da-da
Poniemnogu
W dorogu!
W dorogu!
Przekład onomatopei nie ogranicza się zatem jedynie do sięgnięcia po słownik – trzeba uwzględnić możliwości fonetyczne języka, skojarzenia, jakie tworzą brzmienia słów, a więc wyjść poza sferę czysto leksykalną.
Język polski, tak bogaty w głoski dźwięczne, bezdźwięczne, drżące, nosowe, szumiące, świszczące, twarde czy miękkie, pozwala wyrażać za pomocą leksyki zaskakująco dużo. Ograniczona fonetyka daje nam nieskończone możliwości tworzenia nowych wyrazów dźwiękonaśladowczych i imitowania świata wokół nas.
Bibliografia:
Bańko, M. (2009). Słownik onomatopei czyli wyrazów dźwięko- i rucho-naśladowczych. Warszawa: Wydawnictwo Naukowe PWN.
Pszczołowska, L. (1975). Jak się przekłada onomatopeje. W: „Teksty: teoria literatury, krytyka, interpretacja”. Nr 6 (24), s. 87–98.