Jeśli mówimy o Ukrainie, nie sposób pominąć tematu wojny. Zresztą bezpieczeństwo stanowi przewodni temat polskiej prezydencji. Czy w "Unity" znajdziemy jakieś echa wojny?
Nie mogę wykluczyć, że wojna za naszą granicą podświadomie wpływa na muzykę, którą tworzę. Nie działam w próżni, oglądam wiadomości. W jednej z części utworu chcę pokazać, że problemy można przezwyciężyć, jeśli podejmiemy je wspólnie. Zawsze jednak unikałem prostych, jednoznacznych stwierdzeń – uważam, że muzyka i sztuka nie służą temu, by narzucać gotowe odpowiedzi. Potrzebujemy metafor i przestrzeni, które pozwalają na indywidualną interpretację.
Czym jest dla ciebie europejska kultura?
Różnorodność tworzących ją kultur, ale przede wszystkim bogactwo klasycznej kultury i estetyki, które są nieśmiertelne. Spójrz na współczesne sztuki narracyjne – film, literaturę czy teatr. W gruncie rzeczy wszystko zostało już powiedziane przez Shakespeare’a, zmieniają się tylko dekoracje. W muzyce jest podobnie – wszyscy odwołujemy się do przeszłości i to jest piękne. Niektórzy twierdzą, że wszystko zostało już powiedziane, ale takie myślenie jest mi zupełnie obce. Wiem, że komentuję i kontynuuję przeszłość, ale zupełnie mnie to nie blokuje.
Kultura europejska jest dla mnie najciekawsza i ma najwięcej do zaoferowania – wydaje mi się, że można to stwierdzić obiektywnie. Mówię to z pełnym uwielbieniem i szacunkiem do innych kultur, które mają swój własny koloryt i wartość. Nawiasem mówiąc, bardzo często sięgają po wzorce wypracowane w Europie.
Opowiadając o pomyśle na swój utwór, wspomniałeś o jedności, która cechuje Amerykanów.
Bardzo dobrze czuję się w Stanach, lubię ich otwartość. Oczywiście mówię o kręgach, w których się obracam – może gdybym pojechał na południe i siedział z redneckami, nie byłoby już tak przyjemnie. Myślę, że Europa potrzebuje pewnych amerykańskich cech.
Amerykanie mają świadomość, że ich historia jest bardzo krótka. Kiedy słyszą utwór z epoki baroku, jest to dla nich wielkie wow – da się to odczuć.
Mają w sobie ogromny entuzjazm do wspólnej pracy, czego brakuje mi w naszym myśleniu. Tak naprawdę najważniejszy w tworzeniu jest entuzjazm! Istnieje wiele historii o powstawaniu amerykańskich filmów, które rodziły się w bólach, z groszowymi budżetami, skromną ekipą, ale z wielką determinacją. Niektóre z najciekawszych dzieł amerykańskiej kinematografii powstały dzięki sprytnemu kombinowaniu, networkingowi i poznawaniu osób w naturalnych sytuacjach.
Mówiłeś, że unikasz prostych deklaracji, ale już sam tytuł "Unity" jest deklaracją, nie wspominając o podtytułach kolejnych części. Jaką wartość społeczną, polityczną ma dla ciebie muzyka?
Na pewno nie mam złudzeń, że muzyka może zmienić bieg historii czy polityki. Ale potrafi wpływać na emocje – a to właśnie emocje są dziś kluczowe w polityce. Wyniki wyborów zależą często nie od merytorycznych argumentów, ale od umiejętnego sterowania nastrojami społecznymi. I to właśnie robią polityczni macherzy. Jeśli moja muzyka może kogoś zainspirować do czegoś dobrego, to bardzo mnie to cieszy. Po prostu. Artysta jest od tego, żeby poruszać – dostarczać emocji i skłaniać do refleksji.
Wspólne muzykowanie jest wartością.
Nie ma nic piękniejszego niż wspólne tworzenie muzyki!
To przypomina mi o inicjatywach takich jak El Sistema – programie zapoczątkowanym w 1975 roku przez José Antonio Abreu w Wenezueli, który angażował młodzież z "trudnych dzielnic" we wspólne tworzenie orkiestry. Z czasem podobne projekty zaczęły powstawać na całym świecie. Czy angażujesz się w działalność pedagogiczną?
Czasami prowadzę warsztaty dla pianistów, choć nie uczestniczyłem dotąd w projektach o podobnym charakterze. Uważam jednak, że są one niezwykle ważne i mają ogromny potencjał. Gdyby pojawiła się taka propozycja, z pewnością byłbym bardzo otwarty. Wspomniałeś o wenezuelskiej orkiestrze El Sistema — jej efekty były naprawdę fenomenalne. Dzięki muzyce udało się odciągnąć dzieci od biedy i przestępczości. Wzruszenie, jakie niesie ze sobą dźwięk, często bywa ratunkiem. Taka działalność ma ogromne znaczenie także w szpitalach czy więzieniach. Muzyka ma w sobie wielką moc, a ludzie są naturalnie wrażliwi – trzeba tylko tę wrażliwość w nich obudzić. Każdy z nas zna kogoś, kto na co dzień wydaje się gruboskórny i pozbawiony emocji, ale w kontakcie z pięknem dźwięku nagle się otwiera i mięknie.
Wracając do tematów muzycznych... Komponujesz na komputerze?
Dosłownie wczoraj skończyłem mój nowy album. Tym razem wszystko zapisałem ręcznie, ale to wyjątek. Szkice pierwszych idei zapisuję piórem w specjalnym notesie. Później pracuję już na komputerze, bo to wygodniejsze i czytelniejsze. Ostatnio oglądałem wywiad z Quentinem Tarantino, w którym mówił, że pisze wyłącznie ręcznie, bo według niego poezji nie da się tworzyć na komputerze. Nie mam aż tak skrajnego podejścia, ale ten analogowy vibe naprawdę inspiruje. Pomysłów szukam przy fortepianie, z piórem w ręce. Potem mój workflow robi się już całkiem nowoczesny.
Przypomina mi się scena z dokumentu "Music by John Williams", w której kompozytor pokazuje, jak zapisuje wszystko ręcznie i żartuje, że jego młodsi koledzy robią to znacznie szybciej, bo pracują na komputerach. Trudno sobie wyobrazić, żeby tworzył więcej, jest dość płodnym artystą…
Krąży opinia, że kiedy piszesz ręcznie, poświęcasz każdej nucie więcej uwagi – nie ma wtedy opcji "kopiuj/wklej". Coś w tym jest. Sam lubię łączyć podejście klasyczne z nowoczesnym. Mam tak zresztą w wielu dziedzinach – uwielbiam nowoczesne technologie, ale z równym sentymentem podchodzę do rzeczy vintage. Słucham muzyki w streamingu, ale kocham winyle. Dotyczy to nawet samochodów – cenię nowoczesne rozwiązania, ale stare modele mają dla mnie niepowtarzalny urok.
Na koniec naszej rozmowy, chciałbym zadać pytanie, które zadaję każdemu kompozytorowi i kompozytorce. Co to znaczy być kompozytorem?
Wiesz, kompozytor, jak każdy artysta, po prostu ma potrzebę stworzenia czegoś i podzielenia się swoją muzyką – i to robi. Czy pełni jakąś szczególną funkcję społeczną? Nie sądzę. To znaczy: każdy zawód ma jakąś rolę społeczną. Kompozytor nie mógłby tworzyć swobodnie, gdyby nie miał dostępu do jedzenia – a ten dostęp ma dzięki dostawcom, sklepom, handlowi i tak dalej. Można mnożyć takie przykłady. Dlatego nie upatruję w zawodzie kompozytora jakiejś szczególnej misji społecznej. Choć dla mnie samego tworzenie muzyki jest czymś wyjątkowym – to na pewno. Ale to raczej osobista emocja, która się z tym wiąże. I nie oczekuję, że inni będą patrzyli na kompozytorów w ten sam sposób.
Czyli komponowanie to emocje.
Zdecydowanie tak. Muszę powiedzieć, że kręci mnie także rzemiosło samo w sobie. Nie lubię, kiedy jest ono niedoceniane – szczególnie w sztuce. To właśnie rzemiosło pozwala emocjom w pełni rozkwitnąć. Bez niego wszystko się gdzieś rozmywa.
Czy czujesz się zagrożony przez sztuczną inteligencję?
Na razie – nie. Korzystam z czatbotów bardzo regularnie, ale nie do komponowania. Choć muszę przyznać, że miałem jedno ciekawe doświadczenie: wrzuciłem do czatu aranżację, którą zrobiłem – nie była to kompozycja – i dla żartu zapytałem, czy może ocenić poziom mojej orkiestracji. Myślałem, że to będzie niemożliwe, ale AI wygenerowała mi naprawdę rozbudowaną analizę. Taką, jakiej spodziewałbym się po kompozytorze, który uważnie prześledził partyturę. AI popełniło przy tym kilka błędów – nie zgadzały się np. numery taktów. Byłem zdumiony, w jaki sposób sztuczna inteligencja formułowała swoje uwagi. Na przykład: "Jeśli ten zabieg był świadomym zamysłem sonorystycznym – w porządku. Ale jeśli nie, warto to napisać inaczej".
Sam fakt, że algorytm potrafił tak postawić sprawę, zrobił na mnie duże wrażenie. W wielu miejscach to rzeczywiście był mój zamysł, ale przy jednej sugestii faktycznie coś zmieniłem. Uważam, że AI prędzej czy później znajdzie zastosowanie w kompozycji – przyspieszy proces, tak jak kiedyś programy do zapisu nutowego. Na pewno będzie wykorzystywana przy muzyce do reklam – może z wyjątkiem kampanii dla marek luksusowych, które będą chciały mieć autorski podpis artysty i nawet będą się tym chwalić.
Wciąż jednak sądzę, że AI jedynie syntetyzuje to, co już istnieje. Nie wymyśla niczego nowego. Człowiek, ze swoją nieprzewidywalnością i szaleństwem, potrafi stworzyć coś naprawdę zaskakującego. Dlatego traktuję AI jako narzędzie. I wierzę, że wygrają ci, którzy nauczą się z niego korzystać – bo będą pracować szybciej i staną się bardziej atrakcyjni na rynku.