W rogu sali na stole leżała kobieta, na którą wysypywano węgiel. Przy stole siedziało trzech eleganckich mężczyzn, którzy w pewnym momencie zdjęli marynarki i krawaty, dokładnie namydlili twarze i zaczęli się golić. Akcja mydlenia przeniosła się na ubrania i na otaczające ich przedmioty. Dwóch innych mężczyzn wyjadało z walizki makaron. Jakaś kobieta bez przerwy telefonowała. Ktoś tam i z powrotem przenosił przez salę pakunki…
O "Cricotage'u" czytaj więcej tu
List

Zdjęcie gobelinu Goshki Macugi, przedstawiającego akcję odtworzoną według happeningu Tadeusza Kantora z 1967 roku, Warszawa, 2011, fot. dzięki uprzejmości Muzeum Sztuki Nowoczesnej / www.artmuseum.pl
Do happeningu "List" w 1967 roku zaangażowano siedmiu listonoszy, "funkcjonariuszy poczty". Ich zadaniem było niesienie listu niecodziennych rozmiarów (dwa na czternaście metrów) z Poczty Głównej przez ulice Warszawy. Listonosze byli ubrani w mundury pocztowe, a pochód odbywał się pod eskortą milicji. Wydarzenie trwało dwie i pół godziny, a zakończyło się w Galerii Foksal, do której szczęśliwie dotarł list zaadresowany do Galerii.
W Galerii czekała publiczność, informowana na bieżąco o przebiegu tej części happeningu, w której brali udział listonosze. Zgromadzeni w pewnym momencie wyciągnęli swoje prywatne listy i zaczęli czytać je na głos.
Zbigniew Gostomski wspominał:
"Na trasie biegu Kantor ustawił sprawozdawców, którzy mieli komentować to zdarzenie, jakby chodziło o mecz piłki nożnej. Ja byłem ostatnim ze sprawozdawców, który zapowiadał ‘wejście’ listu do Galerii Foksal, jakby to chodziło o piłkę, która wpada do bramki".
A to relacja jednego ze sprawozdawców:
"Proszę państwa, zbliża się decydujący moment, list jest już przy Klubie Dziennikarzy, przeszedł mimo, zmęczeni listonosze przystają na moment (…) list znów rusza naprzód, listonosze emeryci są znowu w fenomenalnej formie, list mija mnie galopem, szybki bieg wypadków zmusza mnie niestety do opuszczenia stanowiska, kończę…"