I to był moment, kiedy temu fenomenowi można się było przyjrzeć uważniej i na spokojnie. Bo już było wiadomo, że to nie jest iskra, która pali się bardzo jasnym płomieniem, ale błyskawicznie zgaśnie. Było już jasne, że to artystka, która zostanie na dłużej i przez kolejne miesiące, a wręcz lata, będzie sączyła swój feministyczny, pro-choice’owy, antynacjonalistyczny przekaz różnymi kanałami, powoli, ale skutecznie poszerzając okno Overtona polskiej debaty publicznej. A raczej: dopasowując je do standardów funkcjonujących od lat w wielu zachodnich krajach.
W swoich piosenkach Freiheit czasem wprost nawiązuje do idei i praktyki anarchistycznej, piętnuje nierozerwalny polski węzeł wykluczającego, tępiącego inność nacjonalizmu i tradycyjnej katolickiej moralności, głośno walczy o prawa reprodukcyjne i inne prawa kobiet, rozbija nieprzekraczalne granice rodzimej obyczajowości – jak w utworze mającym formę kłótni z kurczowo trzymającym się tradycji, patriarchalnym ojcem, który brutalnie domaga się od córki rodzenia dzieci.
Kim jest Siksa? Przede wszystkim to duet, nie jedna osoba. Dziewczyna, która szalała na internetowych filmach i udzieliła niezliczonych wywiadów, znana jako Alex Freiheit, to tylko połowa Siksy. Drugim jej członkiem jest Piotr Buratyński, basista, który na koncertach, ukryty gdzieś w głębi sceny, gra niekończące się solo na swoim instrumencie: szorstkie, brudne, zaczepne, tworzące idealne tło dla performansu wokalistki.
Związani są z Gnieznem – miastem ani dużym, ani małym, historycznie ważnym, acz dziś nieco zapomnianym. W prywatnym życiu są parą, wspólnie tworzą też większość swoich projektów. Na pierwszym planie jest zdecydowanie zespół: założyli go w 2014 roku. Poznali się w Toruniu, tam długo rozmawiali o tym, jak sobie wyobrażają swoją obecność na scenie, tam grali pierwsze próby.
Dziś mają w dorobku kilka radykalnych płyt, ale w przeciwieństwie do zwykłych zespołów, nie grają na koncertach swoich największych, starych przebojów. W ogóle nie wracają do starszych kompozycji. Działają “sezonami” czy “programami”, jak teatry czy osoby ze środowiska stand-uperskiego: przygotowują nowy materiał, a potem, przez kilka kolejnych miesięcy, grają go w całości na żywo.
Uwielbiają występy na scenie, nic więc dziwnego, że grają dużo i często. W Polsce prezentowali się już wszędzie – od najciaśniejszych piwnic po wielkie sceny festiwalowe. W ostatnich latach bardzo dużo występują też za granicą. Nie przeszkadza im w tym to, że w przypadku projektu Siksa niezwykle ważne są teksty. I choć większość jest po polsku, za granicą najwyraźniej wystarcza sama sceniczna energia, żeby do publiczności bezbłędnie docierały idee w nich zawarte.
Siksa organizuje, Siksa gra w teatrze