Bydgoscy weterani hardcore’u znani z surowego brzmienia, żywiołowych koncertów i bezkompromisowych tekstów.
Działający w Bydgoszczy zespół grający hardcore. Choć w przypadku Schizmy określenie to nie ogranicza się z pewnością do muzycznej stylistyki. Na wstępie warto zauważyć, że grupa rodziła się dwukrotnie. Po raz pierwszy w 1990 roku na fundamentach punkowej formacji Kompania Karna. Utwory z tego okresy zostały zarejestrowane na kasetach zawierających koncertowe nagrania, a także na albumie Energia (Nikt Nic Nie Wie, 1994) podsumowującym ten trzyletni etap. Tej pierwszej Schizmie – jej założycielom i realiom, w jakich funkcjonowała grupa na początku lat 90. – poświęcony jest dokument Ewolucja buntowników (2014) w reżyserii Lecha Wilczaszka i Macieja Wacława. W napisach końcowych filmu możemy przeczytać: „Schizma, mimo że z pierwotnego składu nie pozostał ani jeden muzyk, z powodzeniem istnieje do dziś, ciesząc się zasłużonym uznaniem jako jeden z najważniejszych reprezentantów sceny hardcore w naszym kraju”.
Jak tłumaczy wokalista Arkadiusz „Pestka” Wiśniewski, Schizma zdecydowała o zerwaniu z przeszłością w 1993 roku:
Text
Stąd rozstanie z pierwszym wokalistą Salemem, stąd pojawienie się Schizmaćka, stąd fakt, że gdy wreszcie dołączyłem do składu jako nowy wokalista [w 1994 roku – przyp. J.B.], nie zostałem poproszony przez oryginalnych członków o wykonywanie na koncertach utworów z płyt poprzedzających Miejskie Depresje. Chodziło o to, że zespół obrał nieco odmienny kierunek, który zresztą bardzo mi odpowiadał, i wraz z nowymi kawałkami z Pod Naciskiem stworzył nowy set koncertowy i styl Schizmy.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Zarówno informacja na temat współczesnej inkarnacji Schizmy zamieszczona w Ewolucji buntowników, jak i wypowiedzi Pestki na temat zespołu z początku lat 90. sugerują, że ta sztafeta pokoleń przebiegła w dobrej atmosferze. Jak tłumaczy wokalista: „Mamy świadomość, wiedzę na temat historii zespołu, mamy swoistą wdzięczność za położenie podwalin, aczkolwiek historia obecnej Schizmy zaczęła być pisana od »Miejskich Depresji« i niejako z tą stylistyką się utożsamiamy”.
Muzyka sprzeciwu
Wystarczy jeden odsłuch Miejskich depresji (QQRYQ Productions, 1994) czy Pod naciskiem (QQRYQ Productions, 1997), by zwrócić uwagę, że za sprawą tej nowej stylistyki bydgoszczanie przesunęli się bliżej gatunku crossover-thrash, czyli swoistej mieszanki hardcore-punka i thrash-metalu. Ta estetyka święciła wówczas triumfy w Stanach Zjednoczonych (zwłaszcza w Nowym Jorku) za sprawą takich zespołów, jak Suicidal Tendencies, Cro-Mags czy Agnostic Front. Na płycie Schizmy znajdziemy zresztą covery utworów tych dwóch ostatnich grup.
Ewolucja stylu to jedno, ale Schizma wciąż pozostawała przecież także pod wpływem polskiego środowiska hardcore’owego, w którym wychowali się członkowie zespołu. Pestka przyznaje, że wiele miast do dziś kojarzy mu się z konkretnymi kapelami reprezentującymi tę scenę: Poznań z Apatią, Łódź z Homomilitią, Warszawa z Ahimsą czy Post Regimentem.
Już jako licealista Pestka jeździł na hardcore’owe koncerty do Bydgoszczy, a potem wraz ze znajomymi zorganizował koncert Schizmy w Inowrocławiu. Wtedy też poznał członków zespołu, a kiedy tylko przeprowadził się do Bydgoszczy, wziął udział w sesji nagraniowej Miejskich depresji. Niektóre z koncertów, w których uczestniczył Pestka, organizował Krzysztof Kornak, którego brat Marcin, poeta, aktywista i założyciel antyfaszystowskiego Stowarzyszenia „Nigdy Więcej”, napisał dla Schizmy część tekstów, zanim do składu dołączył Pestka.
W wywiadzie zatytułowanym Czasami tolerancja jest tchórzostwem, którego w 1998 roku Kornakowi udzielili Pestka i ówczesny gitarzysta zespołu Schizmaciek, muzycy mówią wprost o swoich przejściach z neofaszystami:
Text
Różne organizacje, partie potrafią doskonale wykorzystywać szczeliny w prawie i legalizować swoją działalność. Do tego nie wystarczy jakiś zapis w konstytucji. […] Mamy o tym kawałek (Zbyt długo) – demokracja jest wobec takich zjawisk bezsilna, policja też. „Wolność słowa” tłumaczy wszystko, natomiast cierpią na tym wszyscy. Trzeba być odpowiedzialnym za walkę z tym zjawiskiem – kiedy zawodzi demokracja, a w tym przypadku zawodzi często, trzeba wziąć sprawy w swoje ręce.
Pytany o to, jak sytuacja w tym obszarze zmieniła się od lat 90., Pestka stwierdza, że walka z faszyzującymi zjawiskami stała się jeszcze większym wyzwaniem:
Text
Kiedyś był to konflikt na płaszczyźnie subkulturowej – w pewnym sensie było łatwiej, na koncertach czy na ulicy konfrontować się z nazi skinami. Dziś szowinizm, neofaszyzm, nacjonalizm jest powszechny – w polityce, w mediach, w społeczeństwie. Sprzeciw wobec takich skrajnych postaw: religijnego i ideologicznego szowinizmu oraz ideologii totalitarnych jest wciąż ważnym elementem naszej tożsamości.
Po angielsku
Choć Miejskie depresje otworzyły nowy rozdział w historii zespołu, w krótkim wywiadzie dla Onetu pytany o przełomowe płyty w długiej historii Schizmy wokalista zaczął od późniejszego Pod naciskiem, mówiąc, że to: „garażowy, surowy hardcore, który wbił nas w kanon polskiej sceny”. Będący wówczas pod wpływem nowojorskiej sceny bydgoszczanie grali krótkie, szybkie numery osadzone na prostym rytmie. Uwagę przykuwały z pewnością teksty krzyczane przez Pestkę – wyraziste, bezpardonowe, kreślące czarno-białą wizję świata. Ich klimat dobrze oddaje utwór Wyznanie, w którym słyszmy: „Nienawidzę – to jest moja siła / Kocham – to moja wytrwałość / Reszta się nie liczy / W uczuciach nie ma odcieni”.
Dla wielu słuchaczy teksty Schizmy – uderzające w polityków, policję, a także niemal kibicowskie środowisko tej sceny, nawołujące do brania spraw w swoje ręce – odgrywały szczególną rolę. Pewnym zaskoczeniem była więc decyzja grupy o nagraniu następnego albumu w języku angielskim. Mowa o Unity 2000 (S.T.C., 2000), o którym Pestka mówił w wywiadach, że to dziecko najlepszego czasu bydgoskiej załogi. Pytany o tę językową zmianę wokalista tłumaczy: „W języku angielskim jest paradoksalnie dużo łatwiej wyrazić swoje myśli i sklecić dobrze brzmiący tekst, tym bardziej w tak skompresowanej formule, jak hardcore”.
Schizma trzymała się tej decyzji także na następnych albumach: State of Mind (Shing, 2001), Hardcore Enemies (Mad Mob, 2006), a także Whatever It Takes, Whatever It Wrecks (Spook, 2011). W tym czasie zespół budował swoją pozycję także za sprawą żywiołowych koncertów, które dawał nie tylko w Polsce, ale także za granicą. Najdalej zespół zapuścił się do Korei, gdzie w 2002 roku wystąpił na International Rock Festival w Busan u boku takich zespołów, jak Cannibal Corpse czy Kreator.
Pomimo długiego stażu zespół nie popadł w rutynę. Wspomniane Whatever It Takes, Whatever It Wrecks grupa nagrała na setkę, a muzyka zauważalnie zwolniła tempo. W recenzji na stronie „Magazynu Gitarzysta” o albumie pisał Grzegorz Pindor: „[…] to w pewnym sensie novum dla Schizmy. Z reguły brutalne granie zastąpiły mroczniejsze, ciężkie dźwięki, oscylujące wokół średnio-szybkich i średnich temp, bez wybitnych urozmaiceń, jak choćby solidnych gang shouts, które były jednym ze znaków rozpoznawczych Schizmy”. Na ewolucję stylu z pewnością wpływ miały zmiany w składzie, bo po wielu latach zespół opuścił gitarzysta Maciej „Schizmaciek” Wacław. Pozostali członkowie nie przestali się jednak orientować we własnym otoczeniu: o ich niesłabnącym zainteresowaniu sceną świadczą goście, których zapraszali do współpracy. Na albumie można usłyszeć członków hardcore’owych i metalcore’owych grup o znacznie krótszym stażu (m.in. Faust Again, Stone Heart, Idol Falls).
Nowe fronty
Przez następną dekadę po wydaniu Whatever It Takes, Whatever It Wrecks zespół podzielił się z fanami jedynie dwiema krótkimi płytami: Dla Was (Spook, 2013) i O Nas (Spook, 2017). Z tej drugiej pochodzi być może najbardziej popularny utwór bydgoszczan – Nie mam czasu, który za sprawą chwytliwego refrenu i zabawnego teledysku stał się czymś na kształt hardcore’owego virala. Pestka podkreśla, że utwory z tych epek weszły na stałe do repertuaru Schizmy, a ich krótszy format nie umniejsza ich znaczenia. Wokalista tłumaczy również, dlaczego na następny album, Upadek (Piranha Music, 2023), fani musieli czekać aż dwanaście lat: „Dla zespołu, który regularnie koncertuje, długa płyta to duże wyzwanie. Robienie kilkunastu nowych kawałków, kiedy trzeba też ćwiczyć set koncertowy, żeby być w szyku, staje się żmudnym procesem. Dodając do tego nasze zobowiązania zawodowe, rodzinne oraz w innych projektach – robi się z tego niemalże wyczyn”.
Jak sugeruje tytuł album, na Upadku Schizma na dobre powróciła do polszczyzny. Podkręciła też tempo. W recenzji dla portalu kvlt.pl Marcin Brzeźnicki chwalił zespół za większe urozmaicenie utworów, w których częściej pojawiają się też bardziej melodyjne fragmenty. Nie znaczy to jednak, że słuchanie Schizmy stało się nagle doświadczeniem z gatunku tych lekkich. Na to nie pozwalają choćby teksty Pestki, który z wiekiem nie stracił na bezkompromisowości. Warto natomiast zwrócić uwagę, że jego krytyka dotyczy nowych zjawisk. Kiedy pytam go o kwestie, których kiedyś nie podejmował jako tekściarz, a dziś wydają mu się ważne, wokalista wymienia: „Na pewno rzeczywistość wirtualna, media społecznościowe, wyalienowanie i przemiana czy zanikanie pewnych form komunikacji, rozideologizowanie dyskursu, rozbicie na coraz bardziej skrajne obozy, ekstremizm wszelkiej maści, skrajna komercjalizacja w zasadzie wszystkiego…”. W tym kontekście bardzo ciekawy jest utwór To jest przemoc, którym Schizma atakuje nie tylko damskich bokserów, ale także szerzej: mizoginów i patriarchat.
Chyba najdłużej działający polski zespół hardcore’owy ma dziś status środowiskowej legendy. Świadczy o tym chociażby album Schizma Is a State of Fucking Mind (Hardcore Tattoo, 2020), na którym utwory bydgoskiej formacji wykonały polskie i brytyjskie zespoły. Mimo to Schizma nie zamierza stać się obiektem muzealnym. Jak zdradza Pestka: „Przygotowujemy powoli EPkę, upgrade’ujemy nieustannie sprzęt, staramy się lepiej ogarniać swoje sprawy, dbać o nasze interesy i przekładać to ostatecznie na naszą rodzinę słuchaczy i sympatyków”.