Łukasz Małkiewicz, znany szerzej jako Małpa, to najbardziej ceniony reprezentant toruńskiej sceny hiphopowej. Urodzony w 1985 roku raper przebył wzorcową drogę od symbolu sceny niezależnej do cenionego autora platynowych i złotych płyt.
„Robienie rapu dało mi wszystko. Nie mówię tu o aspekcie materialnym, a przede wszystkim o ukształtowaniu mojego charakteru. O zmianach mojej osobowości, które we mnie zaszły” – wypowiedź artysty dla Radia Łódź z jesieni 2024 roku doskonale obrazuje fundamentalną rolę, jaką muzyka odegrała w życiu Małkiewicza. Choć pierwsze teksty zaczął pisać jako trzynastolatek, hip hop, którym zainteresował się w drugiej połowie lat 90., dość długo – w porównaniu do wieku, w jakim rozpoczynają się poważne kariery twórców z młodszego pokolenia – był dla niego tylko dodatkiem do codzienności. Pasją, której był ogromnie oddany, ale od której nie uzależniał całego życia. To, że Małkiewicz jest człowiekiem twardo stąpającym po ziemi, w bezpośredni sposób związane jest z pochodzeniem z rodziny robotniczej, w której nigdy się nie przelewało, a ciężka praca fizyczna była na porządku dziennym. Artysta nawiązał do tego między innymi w rozmowie z Interią.
Text
Nim zacząłem się profesjonalnie zajmować muzyką, robiłem w życiu różne rzeczy. Z racji tego, jak wyglądała sytuacja w moim domu, szybko podjąłem pracę, bo chciałem mieć pieniądze na swoje potrzeby. Pomagałem np. tacie w remontach. W pamięci utkwiły mi wakacje, kiedy miałem 15 lat, może 16. Wtedy przez dwa miesiące kładłem z tatą płyty kartonowogipsowe. Za kasę, którą wtedy zarobiłem, kupiłem sobie chyba nagrywarkę do płyt CD. Praca fizyczna uczy pokory i szacunku do pieniądza. Zupełnie inaczej smakuje 2000 złotych zarobione przez godzinę na koncercie, a inaczej 2000 złotych, na które pracujesz, kładąc kostkę brukową przez cały lipiec.
Pomimo dobrze przyjmowanych nagrań duetu Proximite, który tworzył z nim Jinx, kariera Małpy długo nie mogła nabrać tempa. Niemniej Małkiewicz stale rozwijał swój warsztat, nie zapominając przy tym o edukacji. W pewnym momencie obie te sfery znakomicie się połączyły, a twórca powoli zaczął przebijać się na lokalnej scenie.
Text
Studiowałem geografię. Będąc na czwartym roku studiów na toruńskim uniwersytecie, zdecydowałem się na wyjazd na Erasmusa. Wyjechałem do Triestu, miasta na północy Włoch. Przed wyjazdem miałem nagrane dwa lub trzy numery. Stworzyłem je z myślą o nagraniu jakiejś EP-ki. Rapuję zresztą o tym w utworze „Miałem to rzucić”, który powstał w czasie, gdy byłem jeszcze w Polsce. We Włoszech okoliczności do tworzenia były bardzo sprzyjające – piękne miejsce, oderwanie od codzienności i wielu rzeczy, które rozpraszały mnie w kraju. Miałem bardzo dobre warunki do tworzenia, bo w zasadzie nie było tam specjalnie nic więcej do roboty.
Nagrania z tego okresu znalazły się na albumie Kilka numerów o czymś, który artysta opublikował własnym sumptem 27 listopada 2009 roku. Na płytę trafiło w sumie piętnaście utworów, które wyprodukowali między innymi cenieni w hiphopowym podziemiu Joter, 2sty czy The Returners. Największą popularność zyskały kawałki Nie byłem nigdy oraz Paznokcie. Teledysk do pierwszej z wymienionych piosenek obejrzano w serwisie YouTube już ponad 13 mln razy.
Płyta doczekała się świetnych recenzji i w krótkim czasie zyskała status klasyka polskiego rap-niezalu.
Text
Choć nie bez zastrzeżeń (nie zawsze udana metaforyka, banalność „Ponad horyzont”, czułostkowość „Paznokci”, potworna słabość „mesjanizmu” w „Męczenniku”) to Małpa jest prawdziwym objawieniem na naszej scenie rymów i bitów. „Kilka numerów o czymś” pokazuje nie tylko, że najciekawszych zjawisk w polskim rapie nie należy szukać wyłącznie na „legalnych” wydawnictwach. Co ważniejsze, sukces Łukasza Małkiewicza osiągnięty bez typowych dla dzisiejszego rynku cynizmu i miernej marketingowej nagonki dowodzi, że może nie na olbrzymią skalę, ale treść, muzyka, przekaz są w stanie same się obronić
– pisał w Onecie o albumie Marek Fall.
Co istotne, w ślad za pozytywnymi opiniami poszła fantastyczna sprzedaż płyty, którą Małpa wycenił na 15 złotych. Raper nie nadążał z kolejnymi tłoczeniami i wysyłaniem krążka na własną rękę, ponieważ tydzień po tygodniu spływały setki zamówień. W końcu pomocną dłoń wyciągnął do niego Tytus – wówczas szef wielce cenionej oficyny Asfalt Records – który zaproponował Małkiewiczowi wsparcie w procesie wydawniczym. Raper skwapliwie z niego skorzystał, nie przystając jednak na propozycję sprzedaży Kilku numerów o czymś w Empikach.
A jakim raperem na debiucie był Małpa? Głodnym mikrofonu, ogromnie zdeterminowanym i w pełni zaangażowanym w to, by jego nagrania niosły ze sobą wartościową treść i przesłanie. Raperem hołdującym klasycznej odsłonie hip-hopu. Przyziemnym, bardzo bliskim swoim odbiorcom. Z perspektywy czasu wydaje się, że to właśnie te atuty sprawiły, że w krótkim czasie toruński artysta stał się wiodącą postacią na lokalnej scenie, co przypieczętował fakt, że w 2012 roku jego dystrybuowana niezależnymi źródłami płyta uzyskała złoty status.
Nie sposób powiedzieć, aby po tak fantastycznym debiucie raper poszedł za ciosem, wziąwszy pod uwagę, że na jego następny krążek fani czekali aż siedem lat. W tym okresie dołączył do oficyny Aptaun Records jako połówka wspomnianego duetu Proximite. Pomimo licznych zapowiedzi ich płyta nigdy się nie ukazała.
Ostatecznie drugi album Małpy pt. Mówi opublikowany został na początku 2016 roku. Okazało się, że tak długa, bardzo rzadko spotykana przerwa nie przyczyniła się ani do tego, że od rapera odwrócili się jego fani, ani do obniżenia jakości materiału, na którym artysta po raz kolejny dowiódł skali talentu. „To jeden z najbardziej intrygujących albumów ostatnich lat na polskiej mapie rymów i bitów. Trudno bowiem znaleźć drugiego rapera, który przeszedłby tak wielką przemianę na niemal każdym polu” – pisał w entuzjastycznej recenzji na Interii Krzysztof Nowak. Podobne głosy mogliśmy przeczytać w wielu innych miejscach. Doceniono, że Małkiewicz wciąż miał bardzo dużo do powiedzenia, nie marnował pióra na pisanie banałów, a do produkcji zaprosił fachowców, którzy potrafili w pełni wykorzystać jego głos i flow.
Album promowały cztery single, a zainteresowanie nim było na tyle duże, że Mówi dotarło na sam szczyt OLiS i przyniosło jedyne jak dotąd w karierze artysty wyróżnienie platynową płytą. I choć (co nie mogło być zaskoczeniem) nie brakowało głosów, że „to już nie to samo”, ocena przeważającej większości nie pozostawiała wątpliwości: Małpa obronił się przed łatką artysty jednej płyty. Miało to dla niego ogromne znaczenie przy pracy nad kolejnymi materiałami, upewniając w słuszności obranej drogi i niesłabnącej sympatii ze strony fanów, którzy równie chętnie kupowali album, co chodzili na koncerty twórcy.
Pozycji Małpy nie osłabił nawet artystyczny niewypał, jakim był wydany tylko w niezależnym obiegu, w limitowanej liczbie album Rottenberg – krótkie wydawnictwo powstałe we współpracy z raperem Grubym Mielzkym i producentami The Returners. Materiał ujrzał światło dzienne w lutym 2017 roku, spotykając się z bardzo krytycznym przyjęciem. Recenzent Interii grzmiał:
Text
Jeszcze kilka lat temu takim wspólnym projektem poruszyliby całą scenę. A teraz? Wydali płytę, ktoś jej posłucha, raczej nie zapamięta, ale sprawdzi kolejną. I kolejną, i kolejną, ale za każdym razem z nadziejami, że będzie lepiej niż poprzednio. Nie, raczej nie będzie. Nikomu niepotrzebna płyta, która najbardziej szkodzi temu, na którego wszyscy najbardziej liczyli. Na cholerę to było?
O wiele cieplej, choć też nie bez kontrowersji, przyjęto za to trzeci solowy album artysty, Blur z lutego 2019 roku. Trwający niespełna 40 minut longplay w całości wyprodukował Magiera, a wypełniły go nagrania przepełnione smutkiem, samotnością, poczuciem straty i osobistych rozterek. Marcin Flint na łamach Interii zarzucał Małpie nadmiar patosu i prostoty oraz złą konstrukcję, punktując: „Małpa wpada w stupor, pogrąż się w depresyjnym klimacie, w żalu po stracie, a kiedy próbuje z niego wyjść, jest już to na za późno. To błąd w kompozycji, bo materiał jeszcze nie sprawia wrażenia różnorodnego, już za to jest niespójny”. Zupełnie inaczej album interpretował Igor Wiśniewski w Kulturalnych Mediach, wystawiając Blur ocenę 9 na 10:
Text
[Blur] nie jest łatwą płytą. Najnowszy album torunianina to jeden z najbardziej emocjonalnych tytułów ostatnich lat. To materiał dla wszystkich, którzy oczekują od rapera czegoś więcej niż chwytliwych refrenów. Jeśli ktoś liczył na klasyczny rap z Torunia – dostał to, czego chciał. A nawet więcej.
Płyta dotarła do 2. miejsca na OLiS i w niespełna miesiąc od premiery uzyskała złoty status. Nakręcono też do niej trzy teledyski.
Po kolejnych trzech latach, 29 kwietnia 2022 roku, raper zaprezentował krążek Bóg nie gra w kości. Tym razem zdecydowanie zmieniła się wymowa jego tekstów.
Text
To dobry czas. Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dotarłem do momentu, w którym jestem szczęśliwym człowiekiem i dokonane przeze mnie wybory okazały się słuszne, choć początkowo mogły się zdawać kosztowne. Nie mam oporów, żeby o tym opowiadać, bo zawsze w swoim rapie stawiałem na sto procent szczerości, otwartości. Chyba nawet nie umiałbym inaczej. Gdy dotarłem do momentu, w którym się uśmiecham, z radością podchodzę do każdego dnia, to przełożyło się to na teksty. Nie kalkuluję, gdy piszę. Jestem totalnym perfekcjonistą, wszystko dopracowuję naprawdę długo, ale nigdy nie łączy się to z obliczaniem, jak to będzie przyjęte, tylko z tym, aby nagrać najlepszy możliwy numer
– powiedział mi Małpa w rozmowie, która ukazała się w Red Bull Music.
Na ozłoconym Bóg nie gra w kości artysta afirmował życie, opowiadał o szczęśliwej miłości, z szacunkiem do przeszłości wspominał swoje robotnicze korzenie, wcielał się też w rolę motywatora, przekazując fanom, że skoro jemu się udało, to każdy może w życiu liczyć na sukces. Nie brakuje wersów na temat trudnych chwil z przeszłości, przechodzonej terapii, ale należało je traktować jako zapis chwil, przez które Małpa musiał przejść, by dotrzeć do większego spokoju i stabilizacji.
Kolejny numer jeden na OLiS sprawił, że Małkiewicz trafił do niewielkiego grona twórców na polskiej scenie muzycznej, których każda płyta trafiła na podium listy najlepiej sprzedających się albumów w Polsce. Nie miał za to szczęścia do nagród branży muzycznej – był tylko raz nominowany do Fryderyka, w dodatku nie za autorskie dokonanie, lecz gościnny udział w singlu Darii ze Śląska Skacz ze mną na bombę. W ostatniej dekadzie zresztą niezbyt często przyjmował zaproszenia do wspólnych nagrań – nie odmówił między innymi Włodiemu, Czarnemu HIFI czy donGURALesko, ale zdarzały się lata, gdy nie ukazywała się ani jedna płyta z jego zwrotką.
W połowie 2024 roku Małpę spotkało ogromne wyróżnienie – w uznaniu jego zasług w obszarze kultury otrzymał od prezydenta Torunia Pawła Gulewskiego Medal Thorunium. W uzasadnieniu stwierdzono, że Małkiewicz jest głosem pokolenia lat 80., a sam artysta odbierając nagrodę, podkreślił, że występując na żywo w różnych miastach Polski, ale i za granicą, zawsze chce dumnie i godnie reprezentować swoje rodzinne miasto.
Na lato 2025 roku Małpa przygotował płytę Święte słowa, którą poprzedzają singiel tytułowy oraz nagranie Suma wszystkich strachów.