Dziennikarstwo było jej marzeniem, którego nie przekreśliła nawet postępująca choroba oczu. O barwnikowym zwyrodnieniu siatkówki Stańczakowa dowiedziała się jeszcze w czasie okupacji. Po wojnie i krótkim pobycie w Łodzi rodzina przeprowadziła się na Wybrzeże. Tam, wbrew diagnozie, dziennikarka postanowiła uczyć się rysunku. Wzrok jednak coraz bardziej zawodził, ciąża przyspieszyła chorobę. W 1947 roku Jadwiga urodziła córkę Annę, późniejszą eseistkę, krytyczkę i historyczkę literatury. Małżeństwo ze Zdzisławem rozpadło się, chociaż Stańczakowie nadal mieszkali razem.
Stańczakowa kontynuowała pracę dziennikarki w "Głosie Wybrzeża" jako reporterka i redaktorka kolumny dla kobiet. Po odejściu z gazety znalazła zatrudnienie w Lidze Kobiet Polskich. Po przeprowadzce do Warszawy pod koniec 1951 roku (Zdzisław otrzymał pracę w stolicy) zamieszkała przy ulicy Hożej w mieszkaniu z widokiem na jesiony, których wspomnienie powraca w jej wierszach:
Wszechświat jest domem.
Okno w koronach jesionów
Dom jest wszechświatem.
Swój nowy, ociemniały świat Stańczakowa budowała w liryce i w prozie, ale nie porzuciła dziennikarstwa. W warszawskim oddziale Związku Niewidomych nauczyła się brajla, czytała pisma brajlowskie "Głos kobiety" i "Pochodnię". Z tym ostatnim rozpoczęła stałą współpracę, a wkrótce została jego redaktorką naczelną. Oficjalnie odeszła w 1958 roku na rentę inwalidzką, jednak dalej pisała do gazet dla niewidomych.
Przyjaźniła się z Władysławem Broniewskim, Mirona Białoszewskiego poznała w 1972 roku. Została jego sekretarką, zaprzyjaźnili się. Ich bliską, ale też pełną napięcia relację pokazuje film Andrzeja Barańskiego "Parę osób, mały czas" z 2005 roku. Obraz z główną rolą Krystyny Jandy powstał na kanwie "Dziennika we dwoje" Stańczakowej. Początkowe zapiski zaczęły być nagrywane, co autorka określała jako "odgrywanie teatru Białoszewskiego". On sam poświęcił jej niejeden wiersz:
Lubiła secesję.
Miała depresję.
Teraz medytuje.
Coś na "ę".
Wibruje.
[Miron Białoszewski, "Wypadkowa" [w:] "Stara proza. Nowe wiersze"]
Stańczakowa uprawiała hatha-jogę i chodziła na spotkania do Polskiego Towarzystwa Psychotronicznego. Należała do Sekcji Psychotroniki Stowarzyszenia Radiestetów, ukończyła kurs TM – techniki medytacji transcendentalnej. Wygłosiła prelekcję "Zjawiska psychotroniczne w moim życiu". Justyna Sobolewska, wnuczka Stańczakowej i krytyczka literacka, w biograficznej opowieści o babci "Jadwiga" wspomina o jej silnej "intuicji", by za wszelką cenę wyjść z getta. Dodaje: "A potem do tego doszła telepatia, medytacja, dermooptyka, doświadczenia wychodzenia z ciała, wizje, przekazy od tajemniczego guru. W kontaktach z Jadwigą to były zawsze ważne tematy – jej doświadczenia wewnętrzne".
Depresja po raz pierwszy dała o sobie znać wiosną 1973 roku. Rok później leczyła się w szpitalu psychiatrycznym. Medytacje i dyscyplina pisania pomagały jej wrócić do codziennego rytmu. O doświadczeniach choroby duszy i oczu pisała między innymi w "Ślepaku". Przez ciemność opowieści o getcie i melancholii przebijają kolory przedwojennych sukienek. Stańczakowa przekładała głosy ludzi na barwy, a swoje życie dzieliła na okresy: niebieski (młodość), czerwony (dorosłość), zielony (starość). W jej wierszach dominuje niewidzenie, natomiast o widzeniu mówią haiku. Zaczęła tworzyć je pod wpływem przyjaciółki Michi Tsukady. Japonka i polonistka przetłumaczyła te krótkie formy na japoński i wydała w antologii poetów Europy Wschodniej oraz książce traktującej o polskich kobietach:
Zielona żabka
wyskakuje z mokradła
skok w niezabudki.
["Japońska wiśnia", 1992]
W latach 90. poetka zaczęła pisać satyryczne teksty polityczne. "Kabaret Kizi-Mizi" inspirowany był "Kabaretem Kici Koci" Białoszewskiego. Po śmierci pisarza zadbała o spuściznę literacką autora "Pamiętnika z powstania warszawskiego" i zaangażowała się w utworzenie fundacji jego imienia. Do szuflady, choć z myślą o przyszłych czytelnikach, prowadziła w latach 1987–1993 "Dziennik sobie mówiony". Zmarła w 1996 roku, została pochowana na warszawskich Powązkach.
Pamięć o Jadwidze Stańczakowej odżyła na chwilę w 2005 roku w filmie "Parę osób, mały czas". Jednak dopiero wznowienia jej twórczości ("Haiku", 2015; "Dziennik we dwoje", 2015; "Ślepak", 2022), wydanie niepublikowanych wcześniej prozinek ("Poezje i prozinki", 2024), a przede wszystkim biografia pióra Justyny Sobolewskiej ("Jadwiga. Opowieść o Stańczakowej", 2024) na dobre przywróciły twórczynię historii literatury. Stańczakowa została matronką Interdyscyplinarnego Festiwalu Sztuki Kobiet Persona organizowanego w 2025 roku przez Mazowiecki Instytut Kultury w Warszawie.
Twórczość:
- "Niewidoma", tom poezji, 1979
- "Ślepak", proza, 1982, 2022
- "Magia niewidzenia", tom poezji, 1984
- "Depresje i wróżby", tom poezji, 1984
- "Przejścia", proza, 1986
- "Na żywo", tom poezji, 1987
- "Boicie się czarnego ptaka?", proza, 1989
- "Dziennik we dwoje", pamiętnik, 1992, 2015
- "Haiku", tom poezji, 2015 (w tym wznowienie zbiorów "Japońska wiśnia", 1992 oraz "Odwieczne drzewo", 1995)
- "Poezje i prozinki", zbiór wierszy i prozy, 2024
Źródła: Justyna Sobolewska, "Jadwiga. Opowieść o Stańczakowej", Kraków 2024; Jadwiga Stańczakowa, "Poezje i prozinki", Warszawa 2024; zapis debaty "Stańczakowa sama i z Mironem" przeprowadzonej w redakcji "Kultury Liberalnej" w 2015 roku (https://kulturaliberalna.pl/2015/09/08/stanczakowa-sama-i-z-mironem-skrocony-zapis-rozmowy/, dostęp: 25.03.2025)