Autobiograficzne opowieści
„Giselle, tańcz!”, reż. Anna Obszańska, Teatr Współczesny w Szczecinie, fot. Piotr Nykowski
Kolejny spektakl Obszańska wyreżyserowała w 2024 roku w Teatrze Współczesnym w Szczecinie (w koprodukcji z krakowską Łaźnią Nową) w ramach otrzymanej na Forum Młodej Reżyserii rezydencji artystycznej. Przedstawienie Giselle, tańcz! zrodziło się z inspiracji klasycznym baletem romantycznym Giselle, choć punktem wyjścia były tutaj osobiste przeżycia reżyserki.
Balet stanowił dla Obszańskiej – i współpracującego z nią dramaturga oraz autora scenariusza Macieja Podstawnego – pretekst do opowiedzenia o przepracowaniu, zmęczeniu, chorobie czy wymuszonym kapitalizmem negowaniu potrzeb własnego ciała. Klasyczny taniec wymaga bowiem od tancerek nadludzkiego wysiłku, nieustannych treningów oraz utrzymywania ściśle kontrolowanej sylwetki. Jednak cena, jaką trzeba za to zapłacić, czasem okazuje się zbyt wysoka. Dlatego Giselle, tańcz! zaczyna się od castingu do fikcyjnej premiery, a kończy – w szpitalu.
W rozmowie z Przemysławem Guldą na pytanie o pracę nad scenariuszem Obszańska odpowiedziała:
Dużą inspiracją, a wręcz materiałem wyjściowym, jest moja osobista historia. Trzy lata temu doznałam udaru niedokrwiennego mózgu, byłam w stanie zagrożenia życia. Lekarze nie znaleźli bezpośredniej przyczyny, zaznaczali jedynie skrajne wycieńczenie organizmu. W momencie tego incydentu, choć może nie trenowałam już tak intensywnie, całą energię skupiałam na studiowaniu na Wydziale Reżyserii i Dramaturgii. Te studia były równie wymagające i intensywne, co wcześniejsze. Udaru doznałam podczas letniej sesji egzaminacyjnej, miałam wtedy nawał pracy, czas niejedzenia, niespania, stresu i wielu godzin spędzonych na sali prób czy przy biurku. To doświadczenie: udaru, momentu, w którym organizm buntuje się i każe się zatrzymać, było dla nas najistotniejsze do opowiedzenia.
Wprowadzenie autobiograficznych wątków do romantycznego baletu w swojej recenzji komentował Witold Mrozek na łamach Dwutygodnika:
Koncept pozostaje jednak dopięty – autotematyczna opowieść ze szczecińskiego spektaklu z roku 2024 zaplata się z paryskim baletem z XIX stulecia. Oryginalna „Giselle” to w końcu historia o tym, jak zmusza się kogoś do tańca – aż po śmierć ze zmęczenia.
Ale, wbrew pozorom, Giselle, tańcz! nie jest wcale przygnębiającym spektaklem. Znalazło się w nim też miejsce na gagi i humor wyprowadzany głównie z pantomimicznych sytuacji, bo – podobnie, jak we wcześniejszych przedstawieniach tej reżyserki – słów jest tu niewiele. Obszańskiej – i współpracującemu z nią zespołowi realizatorów – udało się w Giselle, tańcz! stworzyć oniryczny, intrygujący i zarazem niemal baśniowy krajobraz sceniczny, choć ich opowieść w punkcie wyjścia dotyczyła sytuacji zagrożenia życia.