Pokazywane podczas przeglądu Generation After. Showcase nowe performanse choreograficzne Wojciecha Grudzińskiego (tegorocznego laureata Paszportu Polityki, pierwszego w historii tej nagrody choreografa) – TEACH ME NOT! z Nowego Teatru oraz Ramony Nagabczyńskiej – Kocham balet z Komuny Warszawa, opowiadają o podobnych doświadczeniach, ale robią to za pomocą innych strategii dramaturgiczno-ruchowych.
Mistrz i uczeń. Ciała w procesie
Grudziński do swojego projektu zaprosił dawnego nauczyciela z rotterdamskiego Codarts, żeby po latach od ukończenia studiów zmierzyć się z nim na scenie. Tym razem mieliby wystąpić jak równy z równym, po partnersku. Tyle że nauczyciel się nie zgodził.
TEACH ME NOT! – w obecnej wersji – rozpoczyna się od powolnego wpełzania z dwóch przeciwnych stron Grudzińskiego i towarzyszącej mu na scenie Marii Magdaleny Kozłowskiej pod różową, naginającą się baletówkę. Raz widzimy same wystające spod płachty pośladki bądź stopy próbujące przybierać określone pozycje taneczne, innym razem – ręce czy głowę schowaną w różowej, przypominającej Plastusia masce (kostiumy: Marta Szypulska). Kolejne ruchy coraz wyraźniej drapują i fałdują baletówkę, wydobywając jej kanciastą materialność.
Czytam ten wstęp trochę jak metaforę początkowego, pozainstytucjonalnego, wolnościowego odkrywania swojego ciała. Coś tu się dopiero wykluwa, krystalizuje w dialogu z drugą osobą, ale nie zostało jeszcze skategoryzowane ani umieszczone w ciasnej szufladce: umie tańczyć albo nie umie, rokuje albo nie rokuje.
Scena z przedstawienia „TEACH ME NOT!”, reżyseria: Wojciech Grudziński, 2025, fot. Pat Mic/Nowy Teatr w Warszawie
Grudziński i Kozłowska od pierwszych chwil wyprowadzają ze swoich nagich ciał organiczne ruchy. Mniej tutaj technicznych figur baletowych i samego baletu, więcej natomiast autentycznej opowieści o tym, co zapisało się w ciałach podczas edukacji artystycznej i tego, jak te ciała odtwarzają później z pamięci – już w nowych sytuacjach – dawne relacje władzy i zależności.
Osoby performujące dekonstruują także stereotypowe wyobrażenia o pięknych i estetycznych scenach baletowych. Ich nagie ciała nie unoszą się tu z gracją w powietrzu, nie poruszają z godną pozazdroszczenia lekkością, tylko są bardzo realne, osadzone w tu i teraz: spocone, naprężone, zmęczone, ciężkie, bezbronne, owłosione. Nawet faktycznie nastrojowe, poetyckie (przechodzące od różowych, po czerwone i pomarańczowe) światła Jacqueline Sobiszewski nie są w stanie przykryć tej fizjologiczno-biologicznej warstwy, którą z kolei tradycyjna praktyka baletowa konsekwentnie usuwa z pola widzenia, reprodukując fałszywe przekonania o ludzkiej cielesności.
Szczątkowy tekst autorstwa Weroniki Murek, choć pojawia się od czasu do czasu wyświetlany na ekranie, nie jest nachalny ani wtórny wobec ruchu. W słowach zamknięto tu raczej fantazję na temat dawnych nauczycieli. Na scenie zaś relacja między uczniem a mistrzem pozostaje płynna. Fizyczny brak guru powoduje, że osoby performujące mogą zmienić dynamikę scenicznej sytuacji i przetestować się w innej roli. Mogą odtworzyć stary albo całkiem nowy układ w odmiennej, mniej hierarchicznej konfiguracji, czemu sprzyja również powtarzalność wpisana w warstwę dźwiękową skomponowaną przez Lubomira Grzelaka i Wojtka Blecharza.
Scena z przedstawienia „TEACH ME NOT!”, reżyseria: Wojciech Grudziński, 2025, fot. Pat Mic/Nowy Teatr w Warszawie
Przeszywające w TEACH ME NOT! są zwłaszcza te momenty, w których Kozłowska, dyrygując groteskowymi, absurdalnie wielkimi drewnianymi penisami – odzwierciedlającymi dynamikę patriarchalnej relacji, w tym przypadku wyraźnie niezależną od płci – ustawia dyszącego Grudzińskiego i zleca mu kolejne ćwiczenia do wykonania. A ten nie odmawia, choć w drewnianej masce w miejscu ust ma wydrążone anglojęzyczne słowo: „NO”. Mimo to nie jest w stanie w żadnym momencie werbalnie ani niewerbalnie się jej przeciwstawić. Być może boi się, że wówczas musiałby zająć miejsce przy oślim drążku baletowym – tam, gdzie ćwiczą ci, o których ktoś kiedyś zdecydował, że nie rokują i nie zrobią kariery. Grudzińskiemu i Kozłowskiej udaje się bowiem znakomicie naszkicować siatkę emocji oraz napięć, które mogą narastać – i często narastają – w sytuacji nierównego podziału kapitałów, władzy oraz kontroli. Chociaż uległość, którą poddają tu namysłowi, dotyczy nie tylko stosunku wobec zawodowego guru, ale może być także źródłem konsensualnej, erotycznej satysfakcji. Dlatego ich spektakl nie zamyka się tylko na jedną perspektywę czy historię, lecz staje się wielopłaszczyznową, polifoniczną opowieścią o różnych relacjach i ich odcieniach.