Przylgnąć znaczy opętać. Sto lat "Dybuka" Hashtag (topic) #teatr #literatura Nagłówek super artykułu Title on page in header Przylgnąć znaczy opętać. Sto lat "Dybuka" Obrazek lub wideo dybuk_30_.jpg Podpis dla multimediów Szymon An-ski (czwarty z lewej) z Trupą Wileńską, ok. 1919, fot. z archiwów YIVO Institute for Jewish Research, Nowy Jork Header text color rgb(255, 255, 255) Enable audio for video Off Negative header audio button Wyłączony Negative side audio button Wyłączony Zawartość (treść strony Super Artykułu) Styl kolumn lewa kolumna statyczna Lewa kolumna Krew i duch Prawa kolumna "Dybuk", Maurycy (Ephraim Moses) Lilien, ilustracja z Księgi Hioba, fot. Wikimedia Commons Dusze zmarłych wracają na ziemię, ale nie jako duchy bez ciała. Są takie dusze, które nim osiągną oczyszczenie, muszą przejść przez kilka ciał. [...] Grzeszne dusze w swojej wędrówce wstępują często w ciała zwierząt, ptaków, ryb, a nawet roślin. Text size standardowy rozmiar Tekst – mówi Meszułach, tajemniczy boski posłaniec, bohater dramatu Szymona An-skiego. Na świecie nie mamy zatem do czynienia z cudownym powstawaniem nowych dusz, lecz wiecznym powrotem nieucieleśnionej, boskiej cząstki istnienia. Ale owa transmigracja przybiera czasem nieharmonijną, upiorną formę. Dusze, które nie mogą znaleźć ukojenia i błąkają się niespokojne, przejmują "zajęte" już ciało. Wkraczają w żywą osobę jako dybuk. "I w ten sposób osiągają swoje oczyszczenie", mówi Meszułach. Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Styl kolumn lewa kolumna statyczna Lewa kolumna Szymon An-ski, portret, fotografia ze strony tytułowej książki "Zniszczenie Galicji" Sz. An-skiego, 1928, fot. Biblioteka Narodowa Polona Prawa kolumna Reisefieber Styl kolumn prawa kolumna statyczna Lewa kolumna Marzenie to okazało się drogie nie tylko w metaforycznym sensie, dlatego An-ski intensywnie poszukiwał sponsora. Prawa kolumna Szymon An-ski prowadzący kwerendę wśród mieszkańców sztetli, 1912, fot. Wikimedia Commons Fullscreen gallery items Text Obawy badacza nie były bezpodstawne. W czasie obejmującej lata 1911–1914 wyprawy An-skiemu i jego towarzyszom – m.in. muzykologowi i kompozytorowi Joelowi Engelowi oraz fotografowi i rysownikowi Solomonowi Judowinowi – przyszło spotykać się to z otwartością i chęcią współpracy ze strony mieszkańców sztetli, to z nagłą zmianą zdania lub zrozumiałą rezerwą wobec przybyszy. Trudności bywały także zupełnie przyziemne… Pisarz i poeta, Chaim Nachman Bialik (późniejszy autor hebrajskiego przekładu "Dybuka") ponoć zrezygnował z dołączenia do wyprawy na wieść o masywach błota, z jakim mierzyli się wędrujący przez sztetle. Podpis obrazka Żyd czytający Torę, fotografia Solomona Yudovina wykonana w trakcie wyprawy etnograficznej prowadzonej przez Sz. An-skiego, 1912-1914, fot. Wikimedia Commons Text position right bottom Text Nieprzyjazna topografia nie zniechęciła jednak uczestników wyprawy, którzy z czasem opracowywali coraz skuteczniejsze "metody badawcze". Jedną z nich było m.in. drobne przekupstwo. An-ski, Engel i Judowin proponowali żydowskim dzieciom pięć kopiejek za jedną zaśpiewaną piosenkę, szybko jednak młodzi mieszkańcy sztetli odkryli w sobie żyłkę do interesu i zaczęli… wymyślać nieistniejące pieśni, byleby tylko dostać drobną gratyfikację. Podpis obrazka Ołyka, wołyński sztetł, fotografia Solomona Yudoina wykonana w trakcie wyprawy etnograficznej prowadzonej przez Sz. An-skiego, 1912-1914, fot. Wikimedia Commons Text position left top Text Co istotne, wyprawa zorganizowana przez An-skiego była jednym z pierwszych etnograficznych przedsięwzięć, w trakcie których użyto skonstruowanego przez Thomasa Alvę Edisona fonografu. Urządzenie z charakterystyczną metalową tubą wzbudzało u badanej ludności poruszenie, ale i niepokój. Rabinowie sądzili, że fonograf ruguje melodie z ich religijnej siły. Zdarzali się też sceptycy technologiczni. Żeby udowodnić miejscowym, że patent Edisona naprawdę jest w stanie rejestrować dźwięk, któryś z uczestników wyprawy śpiewał, śmiejąc się w środku melodii. Tak zaprezentowane nagranie było dowodem nie do zbicia. Podpis obrazka Synagoga w Zasławiu, fotografia Solomona Yudovina, fotografa i artysty towarzyszącego An-skiemu w wyprawie etnograficznej, 1912-1914, fot. Wikimedia Commons Text position right middle Tekst Ostatecznie ekspedycja objęła ponad siedemdziesiąt miejscowości (choć w planach było ich blisko trzysta!), a w jej efekcie zebrano ponad dwa tysiące nagrań z ludowymi opowieściami, ponad półtora tysiąca piosenek, tysiąc melodii, setki zdjęć i blisko tysiąc przedmiotów. W prowadzeniu kwerendy An-skiemu pomógł skonstruowany wraz ze studentami Uniwersytetu Petersburskiego arcyszczegółowy kwestionariusz, który oryginalnie zawierać miał aż dziesięć tysięcy pytań (!). W opublikowanej w 1914 roku części ankiety przeczytać można głównie pytania dotyczące śmierci, duszy i reinkarnacji: Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Czy znasz jakąkolwiek historię o reinkarnacji? Czy to prawda, że dusza grzesznika może wstąpić w kamień? Czy znasz jakikolwiek przypadek duszy, która nie mogła znaleźć ukojenia i wstąpiła jako dybuk w ciało żyjącej osoby? Co dybuk zazwyczaj mówi i wykrzykuje? Text size standardowy rozmiar Styl kolumn prawa kolumna statyczna Lewa kolumna Nocny szloch Prawa kolumna “Starzec”, drzeworyt Solomona Yudovina, fotografa i artysty towarzyszącego An-skiemu w wyprawie etnograficznej, 1926, fot. Wikimedia Commons Fullscreen gallery items Text Fonograf, czyli źródło fascynacji i niepokoju mieszkańców sztetli. Podpis obrazka Wyprawa etnograficzna Sz. An-skiego, 1912, fot. z archiwów YIVO Institute for Jewish Research, Nowy Jork Text position left top Text An-ski zadawał swoim rozmówcom tysiące szczegółowych pytań. Podpis obrazka Wyprawa etnograficzna Sz. An-skiego, 1912, fot. z archiwów YIVO Institute for Jewish Research, Nowy Jork Text position right top Text W fabrykowaniu etnograficznego materiału dzieci ze sztetli odnajdywały niekiedy sposób na niewielki zarobek. Podpis obrazka Wyprawa etnograficzna Sz. An-skiego, 1912, fot. z archiwów YIVO Institute for Jewish Research, Nowy Jork Text position left top Tekst Nieszczęście pogranicza Szymon An-ski sam o sobie mówił jako o człowieku żyjącym "między światami". Urodził się w 1863 roku w rodzinie ortodoksyjnych Żydów jako Szlojme Zajnwel Rapoport (pseudonim przyjął w wieku 28 lat i używał go przez drugą połowę swojego życia). Na świat przyszedł w Czaśnikach na terenie dzisiejszej Białorusi, ale wychował się w Witebsku, znanym później jako "miasto Chagalla". Młodszy o ponad dwie dekady malarz, tak jak i Rapoport wychował się w biednej rodzinie, na jednej z uboższych witebskich ulic. Miasto swojej młodości uwiecznił zresztą na wielu obrazach w charakterystycznym stylu. Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Styl kolumn obydwie kolumny statyczne Lewa kolumna Między jakimi światami funkcjonował An-ski? Jako publicysta i pisarz posługiwał się dwoma językami i swoje teksty tworzył zwykle równolegle w dwóch wersjach. Prawa kolumna Fragment listu An-skiego do Chaima Żytłowskiego, 1913, fot. z archiwów YIVO Institute for Jewish Research, Nowy Jork Fullscreen gallery items Text An-ski był jednocześnie "nowoczesnym inteligentem żydowskim i radykalnym inteligentem rosyjskim, [...] prowadził życie rewolucjonisty i emigranta", pisała o nim Eugenia Prokop-Janiec. Sam o sobie mówił natomiast tak: Los pisarza jest trudny, ale los żydowskiego pisarza jest trudny wyjątkowo. Jego dusza jest rozdarta, żyje na dwóch ulicach, w trzech językach. To nieszczęście żyć na takiej >>granicy<<, a tego właśnie doświadczyłem. [...] Tęskniąc za żydowskością, rzucałem się we wszystkich kierunkach i wciąż odchodziłem, by pracować dla innych. Moje życie było złamane, podzielone, rozdarte. [...] Spędziłem wiele lat na tej >>granicy<<, na linii podziału dwóch ulic. Podpis obrazka Marc Chagall, “Niebieski dom”, 1917, z serii obrazów przedstawiających krajobrazy Witebska, fot. Wikimedia Commons Text position left middle Text "Wędrująca dusza" ("Wandering Soul") – taki tytuł nosi biografia An-skiego autorstwa Gabrielli Safran, amerykańskiej slawistki, judaistki i literaturoznawczyni. Safran twierdzi, że "graniczna", niejednoznaczna egzystencja An-skiego znalazła swoje odbicie w postaci Chanana, ucznia jesziwy, skrupulatnego studenta kabały. Podpis obrazka Marka Chagalla, “Panorama Witebska”,1914, fot. Wikimedia Commons Text position right bottom Styl kolumn prawa kolumna statyczna Lewa kolumna W "Dybuku" Chanan, syn Nisana jest przyrzeczonym oblubieńcem Lei, córki Sendera. Nisan i Sender, najbliżsi przyjaciele, w młodości przyrzekli sobie, że jeśli będą mieć potomstwo przeciwnej płci, to zwiąże je przysięga małżeńska. Prawa kolumna Litografie z cyklu "Sztetl, mój zniszczony dom: Wspomnienie”, Issachar Ber Ryback, 1922, fot. Public Domain Review Styl kolumn lewa kolumna statyczna Lewa kolumna Litografie z cyklu "Sztetl, mój zniszczony dom: Wspomnienie”, Issachar Ber Ryback, 1922, fot. Public Domain Review Prawa kolumna An-ski dużą część własnego wewnętrznego niepokoju przekuł w postać Chanana, którego geograficzne i duchowe wędrówki można przyrównać do tych doświadczanych przez jego twórcę. Chanan ucieleśnia paradoksy tkwiące w sercu działań An-skiego. Nie mam ani żony, ani dzieci, ani domu – nie mam nawet mieszkania, żadnych rzeczy osobistych, ani trwałych nawyków… Jedyna rzecz, jaka trwale łączy mnie z tym wymiarem to mój naród. Text size powiększony rozmiar Styl kolumn prawa kolumna statyczna Lewa kolumna Śmierć przed premierą Prawa kolumna Afisz reklamujący "odczyt recytacyjny "Der Dybuk"w Białej Podlaskiej, lata 20., fot. Biblioteka Narodowa Polona Tekst Był 8 listopada 1920 roku. Tego dnia An-ski, pisze jeszcze trzy listy, w których cieszy się z założenia Żydowskiego Towarzystwa Historyczno-Etnograficznego w Warszawie. W jednym z nich dodaje "Czuję się dużo lepiej, ale nie jestem siłaczem Samsonem". Wieczorem tego dnia cierpiący na powikłania cukrzycowe An-ski umiera nagle wskutek ataku serca. W ostatniej woli podkreśla, że nie życzy sobie, by w trakcie jego pogrzebu wygłaszano jakiekolwiek mowy. Ale sama ceremonia nie była bynajmniej cichym wydarzeniem – An-skiego żegnało ponad osiem tysięcy osób. Wśród nich pisarze, dziennikarze, artyści oraz członkowie Trupy Wileńskiej niosący baner z napisem "Na ścieżce między dwoma światami, ostatnie pożegnanie Sz. An-skiego". Autor "Dybuka" pochowany został w Mauzoleum Trzech Pisarzy na cmentarzu żydowskim w Warszawie – razem z Icchokiem Lejbem Perecem i Jakubem Dinezonem. Rozmiar tekstu powiększony rozmiar Styl kolumn lewa kolumna statyczna Lewa kolumna Budynek, w którym mieścił się Teatr Elizeum, miejsce prapremiery “Dybuka”, fot. E. Troczewski/Wikimedia Commons Prawa kolumna Psychoza warszawska Styl kolumn prawa kolumna statyczna Lewa kolumna W eseju o historii "Dybuka" Roman Pawłowski pisał natomiast o "pełnych tramwajach walących z żydowskiej dzielnicy do Śródmieścia". Prawa kolumna Trupa Wileńska prezentująca “Dybuka”, lata 20., fot. z archiwów YIVO Institute for Jewish Research, Nowy Jork Styl kolumn obydwie kolumny statyczne Lewa kolumna Najpiękniejsza aktorka, jaka pojawiła się na scenie od czasów Eleonory Duse. [...] Chciałoby się zobaczyć ją w wielkiej roli na europejskiej scenie, być może jako Desdemonę. Prawa kolumna Judith Lares i Miriam Orleska w "Dybuk", premiera Trupy Wileńskiej w Teatrze Elizeum, 1920, fot. Wikimedia Commons Tekst Fantastyczny Wachtangow, zachwycony Einstein Kiedy Warszawa przeżywała "dybukiadę", w moskiewskim studiu teatralnym Habima nad kolejną adaptacją dramatu pracował Jewgienij Wachtangow, jeden z wielkich reformatorów teatru. Za plastykę spektaklu odpowiadać miał sam witebski krajanin An-skiego – Chagall, który ze współpracy ostatecznie zrezygnował, bo pokłócił się z Wachtangowem o… metodę aktorską. Wachtangow w trakcie kilku lat przygotowań do wystawienia "Dybuka" przeszedł bowiem od głębokiego zainteresowania realizmem psychologicznym spod szyldu Stanisławskiego do jaskrawej umowności. Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Fullscreen gallery items Text Swój styl, który określał "fantastycznym realizmem" doskonale pasował do "Dybuka", sztuki usytuowanej wszak "między światami"... Wachtangow tekst An-skiego wystawiał w wersji hebrajskiej, choć sam hebrajskiego nie znał. Dlatego w zamyśle jego spektakl miał być na tyle wyrazisty i czytelny, by widownia – bez względu na znajomość języka – rozumiała, co dzieje się na scenie. Wszystko zależało więc od odpowiedniego poprowadzenia aktorów i aktorek. Sprawdziło się wówczas zamiłowanie Wachtangowa do intymnej, studyjnej pracy z zespołem aktorskim, z którym starał się nawiązywać głęboki kontakt. Kiedy zapraszani na jego próby goście przyznawali, że nie wszystkie sceny były dla nich zrozumiałe, Wachtangow rugał aktora lub aktorkę, twierdząc, że to nie wina hebrajskiego, ale ich niewystarczająco wyrazistej i przekonującej gry. Podpis obrazka Zespół Habimy w “Dybuku”, Moskwa, 1922, fot. z archiwów YIVO Institute for Jewish Research, Nowy Jork Text position right middle Tekst Wachtangow, podobnie jak An-ski, zmarł w wyniku choroby w roku premiery swojego "Dybuka", ale zdążył doprowadzić spektakl do prezentacji. Odszedł z powodu gruźlicy pięć miesięcy później, 29 maja 1922 roku. Podobnie jak wcześniej Trupa Wileńska, tak i zespół Habimy odbył w latach 20. intensywne tournée, a wśród fanów ich "Dybuka" był m.in. Albert Einstein. Spektakl w repertuarze Habimy pozostał natomiast do połowy lat 60., czyli figurował tam przez blisko cztery dekady. Hanna Rowina jako Lea w "Dybuk", premiera w Teatrze Habima, 1922, fot. Wikimedia Commons Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Styl kolumn obydwie kolumny statyczne Lewa kolumna Afisz reklamujący pokaz filmu "Dybuk", w reż. Michała Waszyńskiego, 1939, fot. Biblioteka Narodowa Polona Prawa kolumna Książę i bankrut Fullscreen gallery items Text I tak, w ekspresjonistycznym (przypominającym niekiedy nawet horror) filmie Waszyńskiego oglądamy sceny, o których w dramacie jedynie się mówi. Już na początku widzimy scenę ślubowania między Nisanem i Senderem, nieco później – udane negocjacje w sprawie aranżowanego małżeństwa Lei. Film – w którym Miropol "gra" Kazimierz Dolny – okrojony został także z obecnych w dramacie mistycznych monologów, które spowalniałyby akcję i oddalały "Dybuka" od melodramatycznego zamysłu twórców. Podpis obrazka Michał Waszyński (Mosze Waks), portret, 1933, fot. audiovis.nac.gov.pl (NAC) Text position left top Styl kolumn lewa kolumna statyczna Lewa kolumna Lili Liliana jako Lea w “Dybuku” w reż. Michała Waszyńskiego, 1937, fot. z archiwów YIVO Institute for Jewish Research, Nowy Jork Prawa kolumna Sam Waszyński – podobnie jak An-ski – zmarł nagle w Madrycie, po barwnym i niezwykłym życiu (to ponoć on sam zaproponował, by główną rolę w "Rzymskich wakacjach" powierzyć Audrey Hepburn, tym samym rozpoczynając jej wielką karierę). Tekst Wajda za welonem Powojenną wędrówkę "Dybuka" wyznaczają trzy premiery w Teatrze Żydowskim w Warszawie. Pierwszą z nich (1957) wyreżyserował Abraham Morewski – aktor wcielający się w miropolskiego cadyka zarówno w prapremierowym spektaklu Trupy Wileńskiej, jak i w filmowym hicie Waszyńskiego. Jednak najważniejszą powojenną próbą zmierzenia się z arcydziełem dramatu jidysz był spektakl Andrzeja Wajdy wyreżyserowany w 1988 roku w Starym Teatrze w Krakowie. We współpracy z Ernestem Bryllem, który "Dybuka" porównywał do Mickiewiczowskich "Dziadów", Wajda stworzył przedstawienie wpisujące się w ówczesną dyskusję o pamięci i odpowiedzialności Polaków w kontekście Zagłady. Rok wcześniej w Tygodniku Powszechnym ukazał się głośny esej Jana Błońskiego pt. "Biedni Polacy patrzą na getto", który kończy się znamiennym zdaniem: Skażenie, zbezczeszczenie polskiej ziemi miało miejsce i dalej ciąży na nas obowiązek oczyszczenia. Chociaż – na tym cmentarzu – sprowadza się już tylko do jednego: do obowiązku zobaczenia naszej przeszłości w prawdzie. Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Fullscreen gallery items Text Cmentarz był jednym z ważnych obrazów w spektaklu Wajdy ze scenografią Krystyny Zachwatowicz. W prologu pośród macew odtwarzających nekropolię z krakowskiego Kazimierza przechadzał się Meszułach (w tej roli Jerzy Trela). Scenę od widowni oddzielał półprzezroczysty woal – jak gdyby reżyser chciał symbolicznie oddzielić świat, który przedstawia od tego współczesnego, "pozateatralnego"; jak gdyby chciał pokazać rzeczywistość, która już nie istnieje i którą oglądać można jedynie jak film. Podpis obrazka Projekty kostiumów do “Dybuka” w reż. Andrzeja Wajdy, 1988, fot. archiwum Andrzeja Wajdy Text position left bottom Tekst Spalony teatr i wagon ku śmierci Krysi, jako dowód, że jestem już troszkę przygotowany do DYBUKA, naszej nowej pracy dla: Teatru Starego w Krakowie. Polecam Ci ten zeszyt… Andrzej. 18 VI 1987 Konstancin Taką dedykacją Wajda opatrzył swój pierwszy notatnik służący do pracy nad dramatem An-skiego. Skrupulatne czarno-czerwone zapiski to przede wszystkim propozycje obsadowe, projekty przestrzeni i szczegółowe pomysły inscenizacyjne. Notatnik pozwala prześledzić ewolucję myśli Wajdy w kontekście krakowskiego "Dybuka". Na jednej ze stron czytamy: "DYBUK w spalonym teatrze", jednak notatka skonfrontowana zostaje z dopiskiem: "Ten pomysł szybko zarzuciłem! jest statyczny i banalny [pisownia oryginalna – przyp. red.]". Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Fullscreen gallery items Text Za kilka stron pojawia się kolejny pomysł: Zamiast żelaznej kurtyny można by użyć ogromnych drzwi wagonu towarowego z zakratowanym okienkiem, które rozsuwają się na wolność. Czyli cała sztuka dzieje się w wagonie (wnętrze!). To lepsze niż na scenie teatru. Ta wędrówka ze sztuką >>Dybuk<< jak ze skarbem, który wiozą Żydzi ze sobą gdzieś w stronę śmierci. To jest dobra idea. Idę w tą stronę. Podpis obrazka Fragmenty notatnika Andrzeja Wajdy tworzonego w trakcie pracy nad “Dybukiem”, 1987-1988, fot. Archiwum Andrzeja Wajdy Text position left bottom Text Ale i ten pomysł został zarzucony – po latach Wajda określi go jako "zbyt śmiały". Nie podejmie się realizacji tej koncepcji także parę miesięcy później w Tel Awiwie, gdzie wyreżyseruje "Dybuka" dla Habimy. Podpis obrazka Plan inscenizacyjny do “Dybuka” w reż. Andrzeja Wajdy, 1988, fot. archiwum Andrzeja Wajdy Text position right bottom Text Annette Insdorf, dziennikarka "The New York Times" po amerykańskich pokazach przedstawienia pisała: Kiedy rozpoczyna się spektakl, scena nabiera niemal filmowej głębi, przywołując skojarzenia z filmami "Popiół i diament" czy "Danton". W tle pojawia się cmentarz ucieleśniający przestrzenną obecność przeszłości. W toku spektaklu cmentarz reprezentować będzie niemożliwy do uniknięcia uścisk tego, co minęło. Podpis obrazka Plan inscenizacyjny do “Dybuka” w reż. Andrzeja Wajdy, 1988, fot. archiwum Andrzeja Wajdy Text position left top Tekst Współczucie dla demona ">>Dybuk<< Hanny Krall był jednym z największych tekstów, jakie przeczytałem w życiu", powiedział Krzysztof Warlikowski we wspólnym wywiadzie z reportażystką dla "Gazety Wyborczej". Oparte na motywach prawdziwej historii Michaela C. Steinlaufa – syna ocalałych z Zagłady polskich Żydów, obecnie profesora historii na Gratz College w Filadelfii – opowiadanie Krall napisane jest, co znamienne dla autorki, z dotkliwą lekkością. Przedstawia wstąpienie w bohatera Adama S. dybuka – ducha jego starszego brata, który jako dwu- lub trzylatek został zamordowany w getcie. Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Długo, długo, bardzo długo uważałem, że noszę w sobie dybuka tego dziecka. Hanna Krall napisała opowiadanie na podstawie rozmów ze mną, [...] tylko dużo pozmieniała, czasem zupełnie nie do poznania. Signature – mówił Steinlauf w rozmowie z Elżbietą Janicką. Text size powiększony rozmiar Styl kolumn prawa kolumna statyczna Lewa kolumna Jednym z elementów tej opowieści, którego Krall postanowiła nie zmieniać, jest spotkanie opętanego z buddyjskim mnichem w celu wypędzenia dybuka starszego brata, który – co istotne dla tej historii – był jednocześnie imiennikiem Steinlaufa. Prawa kolumna Scena z przedstawienia "Dybuk" reż. Krzysztof Warlikowski, koprod. TR Warszawa i Wrocławski Teatr Współczesny, prem. 2003, fot. Stefan Okołowicz Tekst Bez żydowskiej cepelii Opowiadanie Krall Warlikowski zainscenizował w drugiej części swojego "Dybuka", mającego premierę w 2003 roku we Wrocławskim Teatrze Współczesnym i TR Warszawa. Pierwszą część stanowi odczytany na nowo dramat An-skiego. Przejście między nimi odbywa się bezszelestnie, ale nie jest to subtelny pasaż – a raczej surowe cięcie. Badacze i badaczki widzą w tej wyrwie przestrzeń na wyobrażenie sobie Zagłady. Dramaturgia luki, jaką zastosował Warlikowski, sprawia, że najistotniejsze w jego spektaklu staje się to, co zostaje przemilczane. Dwie części spektaklu: chasydzka historia Lei i Chanana tocząca się w bliżej nieokreślonej przeszłości oraz adaptacja współczesnego opowiadania Krall wspólnie "pracują" na niewypowiedziany obraz. Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Styl kolumn obydwie kolumny statyczne Lewa kolumna Wymiar etnograficzny dramatu An-skiego Warlikowski bierze w nawias, oddala go, jako warstwę, która dla jego ujęcia tego tekstu jest drugorzędna. Prawa kolumna Dopiero w drugim pokoleniu z winy zaczyna coś wynikać. Pojawia się forma i sens. Pierwsze pokolenie zajmuje się właściwie zapominaniem, dopiero drugie kultywuje pamięć zdarzeń. Fullscreen gallery items Text Ów dystans do kulturowego osadzenia "Dybuka" podkreśla surowość i prostota scenografii Małgorzaty Szczęśniak. Spektakl ma atmosferę horroru, nie melodramatu. Miłość sportretowana jest jak kliniczne zaburzenie, napad psychotyczny albo nerwicowy paroksyzm. Takie ujęcie bliskie było temu, co o motywie dybuka uważał sam Steinlauf: An-ski przerobił topos dybuka na słodko. Wyszła mu z tego ckliwa opowieść. Jego dybuk to romantyczny kochanek. Nie ma w nim tej potworności i przemocy, która stanowi o specyfice dybuków. Bo prawdziwy dybuk jest przerażający. Podpis obrazka Scena z przedstawienia "Dybuk" reż. Krzysztof Warlikowski, koprod. TR Warszawa i Wrocławski Teatr Współczesny, prem. 2003, fot. Stefan Okołowicz/TR Warszawa Text position right top Text Spektakl Warlikowskiego uznany został za przełom w polskim odczytywaniu "Dybuka". Bo reżyser "legendę dramatyczną" osadzoną w Miropolu przeczytał inaczej: nie przez pryzmat mistyki judaizmu, ale szerszymi, bardziej uniwersalnymi kategoriami Losu, Winy, Przebaczenia. "Zależało mi na tym, żeby zobaczyć ten tekst odarty z żydowskiej cepelii", mówił. Jednocześnie pozostał daleki od poetyki realizmu magicznego i cudowności. Jego "Dybuk" rozgrywał się w atmosferze wolnopłynącego lęku, chłodnego i paraliżującego poczucia, że zaraz zdarzy się coś złego. Podpis obrazka Scena z przedstawienia "Dybuk" reż. Krzysztof Warlikowski, koprod. TR Warszawa i Wrocławski Teatr Współczesny, prem. 2003, fot. Stefan Okołowicz/TR Warszawa Text position left bottom Text Te opowieści, szczególnie przy akompaniamencie muzyki Pawła Mykietyna zalewającej Harvey Theatre gotyckimi akordami, mogą być odczytane jako artystycznie podany horror – pisał po nowojorskich pokazach "Dybuka" Neil Genzlinger. Podpis obrazka Scena z przedstawienia "Dybuk" reż. Krzysztof Warlikowski, koprod. TR Warszawa i Wrocławski Teatr Współczesny, prem. 2003, fot. Stefan Okołowicz/TR Warszawa Text position right bottom Tekst Miliony dusz na Muranowie "Za chwilę wejdę do nędznej i podejrzanej sali prób. Szedłem do niej długo, nocami bezsennymi…" – słowa otwierające "Dybuka" w reżyserii Mai Kleczewskiej to parafraza słów Tadeusza Kantora z "Nigdy tu już nie powrócę", ostatniego ukończonego spektaklu twórcy Teatru Śmierci. To nawiązanie nie jest oczywiście przypadkowe, bo – jak pisze Katarzyna Osińska – Kantor w "Dybuku" mógł "rozpoznać praobraz Teatru Śmierci". W zachowanym w archiwum Cricoteki czterostronicowym streszczeniu dramatu An-skiego odczytać można zapiski Kantora: Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Umarli przychodzą – interwencja ciemnego świata wyobraźni, w mroku / zatarta granica między WIDZIALNYM a Niewidzialnym (mon idée-fixe). T. Text size powiększony rozmiar Styl kolumn prawa kolumna statyczna Lewa kolumna Spektakl Kleczewskiej powstał z okazji jubileuszu 65-lecia Teatru Żydowskiego w Warszawie. Gołda Tencer zaprosiła słynącą z wyrazistego stylu reżyserkę, by ta "przewietrzyła Teatr bez przeciągu". Czy się udało? Prawa kolumna Scena z przedstawienia "Dybuk" w reżyserii Mai Kleczewskiej, 2015. Na zdjęciu: Magdalena Koleśnik, fot. Magda Hueckel / Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich Styl kolumn lewa kolumna statyczna Lewa kolumna Scena z przedstawienia "Dybuk" w reżyserii Mai Kleczewskiej, 2015, fot. Magda Hueckel / Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich Prawa kolumna Możemy więc wyobrazić sobie miliony dusz tułających się. Po Muranowie. Po łódzkim getcie, po Auschwitz, po Dachau… Tekst Chcecie opętania? Proszę bardzo Akcja spektaklu toczy się w odtworzonej sali prób. Po "Kantorowskim" wstępie widzimy moment mistycznego złączenia Lei i Chonena. To Lea przylgnęła do ukochanego, wchodząc pod jego poszarpany, bury sweter. W dramaturgicznym chaosie spektaklu dostrzec można mozaikę złożoną z elementów żydowskiej kultury i duchowości. Widzimy sztrajmły (futrzane czapki) i tańce miropolskich chasydów. Jednak w przedstawieniu nie brakuje dystansu do "cepelii". Kleczewska chciała połączyć pamięć o kulturze, której już nie ma (a której zapisem jest także sam tekst An-skiego) – z pamięcią o Zagładzie. Języki: polski, hebrajski i jidysz łączą się. Meszułach (doskonały w tej roli Jerzy Walczak) jest jednocześnie muzułmanem, wycieńczonym więźniem obozowym – postacią między światami. Wypowiada swoje kwestie chłodno, niemal na biało, z niewidzącym wzrokiem, cielistymi rajstopami zaciągniętymi wysoko po pas. Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Simple Gallery Items Podpis obrazka Scena z przedstawienia "Dybuk" w reżyserii Mai Kleczewskiej, 2015, fot. Magda Hueckel / Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich Podpis obrazka Scena z przedstawienia "Dybuk" w reżyserii Mai Kleczewskiej. Na zdjęciu: Joanna Przybyłowska, 2015, fot. Magda Hueckel / Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich Podpis obrazka Scena z przedstawienia "Dybuk" w reżyserii Mai Kleczewskiej, 2015, fot. Magda Hueckel / Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich Tekst Kleczewska i Chotkowski zrezygnowali z podkreślania fabularnych napięć w – nomen omen – duchu melodramatu czy horroru. Tę sytuację próby obserwuje się z ciekawością. Całość prowadzi charyzmatyczna Magdalena Koleśnik, subtelna blondynka jakby stworzona do roli Lei – aż trudno uwierzyć, że była to jej pierwsza duża rola po ukończeniu szkoły teatralnej. W rewelacyjnie rozegranej scenie egzorcyzmów Koleśnik/Lea jest ironiczna, performuje swojego dybuka, niejako wykpiwając oczekiwania. Jak gdyby mówiła "Chcecie opętania? Proszę bardzo". Twórcy chcieli swoim spektaklem uruchomić pamięć o nieistniejącej już Warszawie, niegdysiejszym tętniącym życiem ośrodku kultury żydowskiej. Chcieli także przywołać pamięć o Zagładzie – temacie stanowiącym jedno z największych wyzwań dla artystów i artystek szukających odpowiedniego języka, adekwatnych gestów; próbujących odnaleźć się w spektrum między metaforyzacją a brutalną dosłownością. Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Styl kolumn obydwie kolumny statyczne Lewa kolumna Inne duchy Prawa kolumna "Dybuk" w reż. Anny Smolar, fot. Monika Stolarska/ Teatr Polski w Bydgoszczy Styl kolumn obydwie kolumny statyczne Lewa kolumna Kadr z filmu "Demon" w reżyserii Marcina Wrony, fot. Marta Gostkiewicz / Kino Świat Prawa kolumna W tym samym roku na ekrany wszedł także "Demon", film Marcina Wrony będący przykładem wędrówki motywu dybuka: scenariusz jest adaptacją dramatu "Przylgnięcie" Piotra Rowickiego, który z kolei – zainspirowany oryginalnym tekstem An-skiego – przeniósł op Tekst Dybuki wędrują nie tylko przez polską kulturę. Topos niespokojnej duszy wdzierającej się w cudze ciało wzięli na warsztat także m.in. Ethan i Joel Coen. "Poważny człowiek", ich film z 2009 roku otwiera scena, która rozgrywa się w bliżej nieokreślonej przeszłości, najprawdopodobniej w jednym ze wschodnioeuropejskich sztetli. Oto małżeństwo sprzecza się o postać, którą mąż spotkał w drodze do domu. Kiedy mężczyzna podaje nazwisko napotkanego – żona oświadcza, że człowiek ten od trzech lat nie żyje, a jej małżonek musiał spotkać dybuka, co niechybnie równoznaczne jest z boską klątwą. Można powiedzieć, że "najdroższe marzenie życia" An-skiego spełniło się – zdołał w jednym trzyaktowym tekście zamknąć wiele motywów tradycyjnej żydowskiej kultury, oddać charakter chasydzkiego folkloru i wierzeń. Jego "Dybuk" wciąż wędruje, przez kolejne odczytania, interpretacje, jest nieustannie aktualizowany. An-ski, jak duch, o którym napisał – nie daje o sobie zapomnieć. Rozmiar tekstu standardowy rozmiar Styl kolumn obydwie kolumny statyczne Lewa kolumna Źródła: "Dybuk. Na pograniczu dwóch światów", red. M. Abramowicz, J. Ciechowicz, K. Kręglewska, Gdańsk 2017; G. Safran, "Wandering Soul. The Dybbuk’s Creator, S. Prawa kolumna Dziękuję TR Warszawa i Teatrowi Żydowskiemu w Warszawie za udostępnienie nagrań spektakli oraz muzeum Manggha za zgodę na wykorzystanie zarchiwizowanych notatek Andrzeja Wajdy. Więcej artykułów z serii Super Artykuł Title Obłęd. Zaginiony rękopis artysty totalnego URL https://culture.pl/pl/przerwane-historie/obled-zaginiony-rekopis-artysty-totaln… Thumbnail Title Ja tu robię własny teatr. Fotografie Edwarda Hartwiga URL https://culture.pl/pl/superartykul/ja-tu-robie-wlasny-teatr-fotografie-edwarda-… Thumbnail Introduction Jego dusza opuściła ciało, zanim zdołał zobaczyć na scenie najważniejsze dzieło swojego życia. Szymon An-ski nie widział więc, jak prapremiera jego "Dybuka" wprowadza międzywojenną Warszawę w "psychozę". Tymczasem motyw zbłąkanej duszy, która zajmuje żywe ciało, wędruje niestrudzenie do dziś. Krall, Warlikowski, Wajda, bracia Coen – wszystkich ich łączy opętanie. Ciemna wersja kolorystyczna strony Off Etykieta serii Seria superartykułów Summary Jego dusza opuściła ciało, zanim zdołał zobaczyć na scenie najważniejsze dzieło swojego życia. Szymon An-ski nie widział więc, jak prapremiera jego "Dybuka" wprowadza międzywojenną Warszawę w "psychozę". Tymczasem motyw zbłąkanej duszy, która zajmuje żywe ciało, wędruje niestrudzenie do dziś. Krall, Warlikowski, Wajda, bracia Cohen – wszystkich ich łączy opętanie. Cover dybuk_23.jpg Rozmiar miniatury standardowy