W innej rozmowie przyznała, że nie mogłaby dotykać ekranu komputera: "Jest zimny, śliski, szklany, a ja muszę czuć kartki, muszę mieć z nimi naturalny, fizyczny kontakt". Kupuje więc zeszyty szkolne, a na okładkach robi spis treści notatek. Efektem obcowania z papierem jest około półtorej strony tekstu dziennie. "Po trzech dniach zostaje strona. Po tygodniu mam trzy linijki, które od biedy mogą być" – dodaje w "Reporterce". Wciąż przepisuje nie tylko słowa czy zdania, lecz także poprawia kolejne wydania książek. W "Zdążyć przed Panem Bogiem" sukcesywnie ubywa zaimków, a z każdą nową opowieścią jest coraz bardziej oszczędna w słowach. Tłumaczy to zmianą sposobu słyszenia.
Pojemnik na spinacze
Aby prześledzić proces twórczy Krall, należałoby zajrzeć do komody z szufladami lub na półkę pełną teczek. Gdy pracuje nad danym tekstem, ma wszystko poukładane i ponumerowane, ale na ogół panuje tam artystyczny nieład. "Na komodzie musi być bałagan" – obwieściła niegdyś Agnieszka Osiecka, widząc nowy mebel w mieszkaniu reporterki. Przywiozła jej od siebie kilka pucharków i pojemników, w tym jeden na spinacze. Zazwyczaj Krall przypisuje postaciom jakąś rzecz. A może to przedmioty wywołują ludzi?
Agnieszka O. pojawiła się w "Szczegółach znaczących" w rozdziale zatytułowanym "Sceny prywatne". W pierwszej odsłonie reporterka i poetka spotykają się w samolocie do Berlina, którym zmierzają na spotkania autorskie. Dla Krall to pretekst, by przywołać konferencję w rezydencji przy Großer Wannsee ("Jeśli młodzi czytelnicy nie wiedzą, o jakiej willi mowa, niech wygooglują. Jeśli zrobią literówkę, pojawi się informacja: »Wansee straszne historie«"). Nie ludzi, bo Krall nigdy nie pisze o zbiorowości – zawsze o konkretnym człowieku.