Blaschke rozpisuje tę historię na losy kilku postaci. Oprócz nastoletniego Grzegorza głównymi bohaterami są rodzice chłopca walczący o to, co dla niego najlepsze, postaci wyraziste i nieoczywiste, pełne sprzeczności i subtelnie zarysowane. Każde z nich ma swoje małe słabości i wady: zmęczony ciągłą walką ojciec chłopca mnoży spiskowe teorie, zrzucając winę na nieczułe instytucje, przekupionych urzędników i układ, który chce wykorzystywać niepełnosprawność ich dziecka, zaś matka poświęciła synowi tak wiele, że nie dopuszcza do siebie myśli, że cokolwiek mogłaby przegapić lub pominąć. W interpretacjach Łukasza Simlata i Małgorzaty Foremniak obie te postaci stają się równorzędnymi uczestnikami dramatu – wielobarwnymi i bardzo angażującymi.
Blaschkego interesuje nie tylko dramat niedosłyszącego chłopca, który marzy o grze na fortepianie, ale też historia jego rodziny. "Sonata" jest bowiem opowieścią o wyzwaniach, jakie pociąga za sobą wychowywanie niepełnosprawnego dziecka. Reżyser nie przymyka oka na realne problemy bohaterów – narastającą frustrację rodziców, poczucie osamotnienia w walce o dobro dziecka, dostrzega takie niuanse jak egoizm skrywający się pod płaszczykiem samopoświęcenia, a portretując nastoletniego brata, który traktuje niepełnosprawnego Grześka w sposób agresywny, reżyser nie oskarża go i nie demonizuje, ale próbuje zrozumieć. Także filmowy Grześ nie jest "chorym świętym", jakich pełno w tego typu opowieściach, ale człowiekiem, któremu zdarzają się wybuchy agresji, małostkowość i popadanie w śmieszność. Wszystko to sprawia, że "Sonata" okazuje się czymś więcej niż łzawym dramatem o chorobie i marzeniach.