Akcja osadzona jest w zagraconym mieszkaniu, pełnym nieużywanych od lat drobnomieszczańskich rekwizytów: katafalk stoi jeszcze po zmarłym przed laty dziadku, a Artur potyka się o swój dziecięcy wózek, choć ma co najmniej dwadzieścia pięć lat. Z ubrań, które każe założyć członkom rodziny przed ceremonią swoich (niedoszłych) zaślubin z Alą, wyfruwają mole. Cisną (szczególnie zawsze porozpinanego Stomila) nienoszone kilkadziesiąt lat kamaszki i kołnierzyki. Nie działa nawet aparat fotograficzny. Mrożek w rozkładzie życia rodziny ukazuje tęsknotę za wielką ideą, jak i fiasko rewolucji mających przynieść radykalną odnowę.
Historia transgresyjnego, miłosnego czworokąta, w który angażują się Artur, Ala, Edek i Eleonora, jest pretekstem, by pokazać nakręcającą się spiralę przemocy, zrodzoną ze znudzenia i pogardy wobec bliźnich (nawet najbliższych), prowadzącą do triumfu terroru, ale także żeby unaocznić niemożność prostego powrotu do dawnych form i konwenansów porządkujących życie i relacje społeczne. O tej potrzebie ukierunkowania życia, nadania mu struktury pisał Jerzy Bralczyk w kontekście późniejszej sztuki Mrożka, "Ambasadora": "Choć nie zawsze jesteśmy tego świadomi, mówi Mrożek, potrzebujemy punktu odniesienia wyznaczonego wiarą w wyższy porządek – może to być Bóg, dusza; może prezydent, rząd; a może wreszcie coś, co niejako sami ustanawiamy, na przykład honor".
Dramat Mrożka wszedł do kanonu szkolnych lektur, podobnie jak inne sztuki rozliczające społeczną rzeczywistość: wspomniane "Wesele", "Szewcy" Witkacego czy "Ślub" Gombrowicza. Finałowe tango Edka, utożsamianego z groźbą totalitarnej władzy, stało się nie tylko współczesną wersją chocholego tańca z utworu Wyspiańskiego, lecz w ogóle obrazem polskości rozdartej między pragnieniem postępu, anarchicznym marazmem, brakiem form i pustosłowiem wielkich narracji.