Wyreżyserowane przez Piotra Pacześniaka w Teatrze Polskim w Poznaniu Querelle – adaptacja książki Jeana Geneta – to tętniąca erotyką opowieść o gejowskim pożądaniu. Spektakl skrywa jednak nie tylko potencjał skandalizowania, lecz także historię poszukiwania sprawiedliwości i własnego miejsca w skomplikowanym świecie, w którym łatwo zgubić poczucie tożsamości.
Nieustannie budząca kontrowersje powieść Geneta proponuje perspektywę wprawiającą w niewygodne zakłopotanie. Przedstawienie gejów w powieści bynajmniej nie buduje bowiem pozytywnego obrazu całej społeczności LGBTQ+. Kwestia ta skłania do przemyśleń na temat reprezentacji, jej funkcji i prawomocności, ale także stawia pytanie, czy nadal uważamy osoby nieheteronormatywne jako gorsze, drugorzędne, żyjące „wbrew naturze”. Pacześniak nie zmienia fabuły, w większości wiernie oddając treść dzieła. Adaptacja przedstawia więc interpretację zgodną z intencją autora, ukazującego „zbrodnię” bycia gejem – bycia innym, bycia winnym. Owa „zbrodnia” homoseksualności (w prawodawstwie powojennym wielu krajów wciąż przecież penalizowana) jest bezpośrednio powiązana z dokonywanymi przez bohatera morderstwami – Genet, motywując zachowanie Querelle’a, przedstawia stosunek homoseksualny jako akt wymierzenia na samym sobie sprawiedliwości, karę za popełnione przestępstwo. To świadectwo stanu psychicznego nieakceptującego ważnej części siebie bohatera, głębokiego konfliktu wewnętrznego, który musi doprowadzić do eskalacji napięcia, a także wyraz świadomości ostracyzmu społecznego wobec nieheteronormatywności i pogardy wobec własnego „wynaturzenia”. Oto tragedia osoby nieheteronormatywnej, która uwierzyła we własne zło – wątek, który w powieści Querelle z Brestu wybrzmiewa zdecydowanie mocniej niż w spektaklu.
Scena z przedstawienia "Querelle" w reżyserii Piotra Pacześniaka, 2024, fot. M. Zakrzewski/Teatr Polski w Poznaniu
Brzmienie nazwiska głównego bohatera przywołuje skojarzenia ze słowem „queer”. Obecnie to określenie używane wobec osób, które nie definiują swojej orientacji seksualnej ani tożsamości płciowej przez pryzmat jednoznacznych przyporządkowań narzuconych przez ramy kulturowe. Główny bohater scenicznej opowieści znakomicie wpisuje się w tę perspektywę. Ale w języku francuskim querelle oznacza także awanturę, kłótnię, sprzeczkę – co można odnieść zarówno do recepcji powieści, jak i do samej postaci będącej w niej źródłem chaosu. Grany przez Piotra Dąbrowskiego Georges Querelle to przystojny, dobrze zbudowany marynarz o muskularnie wyrzeźbionej klatce piersiowej. Wydaje się pewny siebie, zdecydowany i silny. Zaraz po przybiciu do portu w Breście morduje Vica Rivette’a (Piotr Kaźmierczak), handlarza narkotyków. Warto zaznaczyć, że w powieści bohater prawdopodobnie okrada Rivette’a z zakazanych substancji, by samemu mieć zysk z ich sprzedaży, a pominięcie tego wątku w spektaklu może przyczyniać się do trudności w jego zrozumieniu. Po popełnieniu zabójstwa Querelle udaje się do Nona (Jakub Papuga), którego kantuje, pozwalając mu wygrać ze sobą w kości. Następuje wtedy kluczowy moment: bohater wydaje sąd sam na sobie, oddając się Nonowi, tym samym traktując akt męsko-męskiej miłości jako karę i pokutę. Ukazana zostaje tu opozycja dwóch sił, zabierającej i dającej życie, przedstawiona w ścieraniu się motywów morderstwa i seksu. Podkreślona jest ona także w powracającej w kilku scenach tytułowej frazie z piosenki Each Man Kills the Thing He Loves, trafnie korespondującej z tematem spektaklu – zarówno w sensie dosłownym, poprzez odniesienie do dokonanych w nim zabójstw, jak i metaforycznym, przez ukazanie konsekwentnego wypierania własnej orientacji seksualnej przez bohaterów.
Scena z przedstawienia "Querelle" w reżyserii Piotra Pacześniaka, 2024, fot. M. Zakrzewski/Teatr Polski w Poznaniu
Mężczyźni nie godzą się na kategorie i język, którymi próbuje się ich opisać. Mimo że otoczenie wyśmiewa relację Querelle’a i Gilberta Turko (Hubert Miłkowski), pracownika budowlanego w Breście, którą charakteryzuje specyficzny rodzaj czułości, urażeni i zaatakowani bohaterowie zaciekle przeczą domniemaniom na temat swojej seksualności. Walcząc o własne miejsce w opresyjnym, niebezpiecznym i brutalnym świecie mężczyzn, nie chcą być postrzegani jako „cioty”. Choć zdarza im się przespać z mężczyzną, odmawiają zaakceptowania jednoznacznych pojęć, zbyt wąskich na określenie ich preferencji. Domagają się prawa do samostanowienia, uważając, że to, co robią, jest wyłącznie ich sprawą. Nie będą nikomu zdawać sprawozdania.
Styl wyświetlania galerii
Wyświetl slajder (domyślny)
Querelle jest także spektaklem o pierwszych razach i obserwowaniu własnych reakcji na nowe bodźce. Fabuła nieustannie oscyluje wokół fizycznej przyjemności, a sugestywną atmosferę wspierają odważne stroje odkrywające ciała w tańcu. Trzeba przyznać, że choreografia Krystyny „Lamy” Szydłowskiej rozkosznie spaja wątki, trafnie ucieleśniając charakter utworu. Strzały z bata, sugestywne układy bioder, ociekająca seksem atmosfera nie przyczyniają się może znacznie do prowadzenia narracji (poza początkową, przedstawiającą morderstwo sceną – kiedy żeglarka upada rażona postrzałem), pełnią jednak funkcję istotnego waloru wizualnego, komentującego i problematyzującego wyraźnie erotyczny charakter spektaklu, jak i samego tekstu.
W tej historii kobiety funkcjonują jak dekoracje – są neutralne, pozostają skryte na drugim planie. Prowadząca dom publiczny Lysiane (Alona Szostak) i jej podopieczna (Aleksandra Samelczak) nie zostały ukazane jako obiekt pożądania bohaterów – poza bratem Querelle’a, Robertem (Michał Kaleta), który zostaje kochankiem tej pierwszej. Wątek heteroseksualnego związku nie zostaje jednak w spektaklu rozwinięty, lecz toczy się w tle wydarzeń, kontrastowo letni, zwyczajny i konwencjonalny. Stereotypowo kobiece afekty – opiekuńcze ciepło, czułość – nie mają swojego miejsca w męskim świecie, który wykształcił własną, realizowaną w ramach jednej płci hierarchię dominacji i uległości.
Scena z przedstawienia "Querelle" w reżyserii Piotra Pacześniaka, 2024, fot. M. Zakrzewski/Teatr Polski w Poznaniu
Wszystkie te sensy doskonale uwypuklają świetne scenografia i kostiumy, za które odpowiada Łukasz Mleczak. Pończochy, lateksowe gorsety, wysokie szpilki, krótka koszulka Gila, Nono występujący bez spodni – to wszystko znacząco pomaga widzowi przenieść się do dusznego baru „La Feria”, nawet jeśli nie najlepsza jakość dźwięku niekoniecznie przysłużyła się budowaniu atmosfery tłocznej knajpy.
Wątek dzielnicy portowej jako niebezpiecznego rejonu miasta, a także miejsca odpowiedniego dla poszukiwaczy homoerotycznych przygód, przypominać może biografię i literaturę innego pisarza, z którym zresztą Genet nawiązywał nacechowany erotyzmem kontakt. Witold Gombrowicz po przybyciu do Argentyny doświadczeń homoseksualnych szukał właśnie w porcie Buenos Aires. Później, przy okazji wizyty w Paryżu, pisał: „Genet! Genet! Wyobraźcie sobie, co za wstyd, przyplątał się do mnie ten pederasta, ciągle za mną chodził, ja idę ze znajomymi, a tu on na rogu, gdzieś, pod latarnią, i jakby kiwał... daje mi znaki!”. Pisarz użył słowa „pederasta” w pejoratywnym znaczeniu, choć w innym miejscu sam pisał o swoich mrocznych i niekontrolowanych homoseksualnych eskapadach w Argentynie, przy okazji doskonale obrazując zawartą w Querelle z Brestu myśl Geneta o wewnętrznym konflikcie osób nieheteronormatywnych i trudnościach w akceptacji swojej inności. Pokolenie artystów budujących literacką scenę queerową ubiegłego wieku funkcjonowało właśnie w taki sposób: manifestacyjnie gardząc i wypierając swoje homoseksualne pragnienia przy ich jednoczesnej realizacji w sekrecie. Tak robią też bohaterowie Querelle – werbalnie przecząc swojemu homoseksualizmowi, równocześnie poddając się impulsom budzącym się w nich na widok innych mężczyzn.
Genet pisze o homoseksualnym, męskim pożądaniu inaczej niż Gombrowicz. Tam, gdzie autor Pornografii jedynie sugeruje, nie dopowiadając skojarzeń, tam Genet mówi wprost: odważnie, zdecydowanie, bezpardonowo. Na scenie Teatru Polskiego w Poznaniu poddany adaptacji tekst wybrzmiewa z czelnością przypominającą Historię oka Georges’a Bataille’a (którego nazwisko, także symbolizujące kłótnię, nieprzypadkowo nosi jeden z bohaterów Geneta, Roger). Intensywność doznań odbiorców wzmacnia agresywny i bezpośredni język. Jedynym momentem, w którym przeważa potrzeba spokojnej obserwacji i refleksji, to wzruszające, czułe zbliżenie Querelle’a i Gila, obrazujące rzadki przypadek wzajemnego uczucia.
W inscenizacji, tak jak w tekście Geneta, wciąż pojawia się społeczne napiętnowanie homoseksualnych mężczyzn, dwa dokonane przez geja zabójstwa i zdrada Gila przez Querelle’a. Wolałabym, żeby adaptacja jednoznacznie wskazywała, że homoseksualność nie musi mieć nic wspólnego z brakiem moralności, zaburzeniami osobowości czy chorobami psychicznymi, a bycie gejem nie równa się chęci mordu i chorobliwemu libido. Warto także podać w wątpliwość założenie o niezmiennym ostracyzmie – wiele zmieniło się przez niecałe 80 lat od publikacji powieści, a miejsca dla osób queerowych jest w dzisiejszym społeczeństwie wyraźnie więcej.
Scena z przedstawienia "Querelle" w reżyserii Piotra Pacześniaka, 2024, fot. M. Zakrzewski/Teatr Polski w Poznaniu
Pacześniak nie polemizuje z Genetem. To tym bardziej zaskakujące, że premiera spektaklu odbyła się w ramach Festiwalu Bliscy Nieznajomi, który w 2024 roku po raz pierwszy odbywał się jako QueerFest. Zastanawiają mnie możliwości inscenizacji, które pozwoliłyby nie wykluczać dzieł Geneta, ale i wydobyć ich terapeutyczne właściwości. Jego utwory wciąż mają potencjał prowokowania i szokowania odbiorcy, jednak na inne sposoby niż poprzez ukazywanie obrazu rozerotyzowanego geja kryminalisty. Może takiego Geneta warto by dziś wpisać w parodię, tym samym ukazać absurd nakreślonego przez niego obrazu?
Tekst: Zuzanna Katarzyna Suliga
- Querelle. Reżyseria i adaptacja: Piotr Pacześniak. Scenografia i kostiumy: Łukasz Mleczak. Muzyka: Michał Zachariasz, Jakub Karaś. Choreografia, dramaturgia ruchu i koordynacja scen intymnych: Krystyna „Lama” Szydłowska. Reżyseria świateł: Monika Stolarska. Premiera: 18.10.2024.