Kobieta odpodmiotowiona
Scena z przedstawienia "Kobieta nr 14" w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Na zdjęciu: Tadeusz Burnatowicz w roli lekarza Jasieńskiego, Ludwik Tatarski w roli Piotra Niewiady, Kazimierz Fabisiak w roli naczelnika Niewiady, Teresa Suchecka w roli kobiety nr 14, 1937, fot. Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny/NArodowe Archiwum Cyfrowe NAC
Potem następuje cała patriarchalna gimnastyka retoryczna, która ma na celu odpodmiotowić bohaterkę, uratować posadę naczelnika i zdjąć z lekarza odpowiedzialność za przeprowadzenie aborcji, do której ostatecznie zmuszono kobietę. Naczelnik nakazuje też lekarzowi sfałszować raport i nie wpisywać do niego, że osadzona była w ciąży. Zależy mu jedynie na uratowaniu siebie i swojej rodziny:
Rozumie pan: dozorczyni nie pilnowała, ale odpowiedzialność spada też na mnie. Bałem się śledztwa, utraty posady – panie, mam żonę, chorą od lat, nerwową, przeczuloną, pięcioro dzieci. Najstarszy zdaje w tych dniach maturę…
– mówi do lekarza.
Ostatecznie ciążę kobiety numer czternaście przerywa współosadzona akuszerka, odsiadująca wyrok za przeprowadzanie nielegalnych i niebezpiecznych zabiegów. Pokątna procedura źle kończy się także dla bohaterki, która w jej rezultacie dostaje wysokiej gorączki. Okazuje się, że kobieta chciała kontynuować ciążę i urodzić dziecko, ale jej wola zupełnie nie liczyła się dla otaczających ją mężczyzn. Jak zauważyła badaczka Justyna Lipko-Konieczna w tekście dotyczącym motywu milczenia w dramacie Grabowskiej, "w tym dyscyplinującym kobiecy podmiot systemie sprawiedliwości to mężczyźni są dysponentami głosu i spojrzenia". Ostatecznie bohaterka – w rezultacie kolejnych aktów korupcji dokonywanych przez naczelnika – zostaje zwolniona z więzienia wcześniej, a mężczyzna proponuje jej pieniądze na "nowy start", jednak ona traktuje to jako przekupstwo za milczenie w sprawie jego syna. Grabowska umieszcza w "Sprawiedliwości" dwie koncepcje zakończenia: według pierwszej z nich naczelnik wpada w rozpacz, dowiedziawszy się wreszcie, że to jego syn wykorzystał kobietę (krzyczy, że "cały jego świat się wali"). Druga zakłada dodatkowo, że lekarz kwituje całą sytuację, nazywając naczelnika największą jej ofiarą. Kobieta w obu wersjach finału sztuki zupełnie się nie liczy, jej los nikogo nie obchodzi, jest ona jedynie ciężarem, który należy z siebie zrzucić. Męscy bohaterowie koncentrują się wyłącznie na sobie.