W "Toksymii" (2009) Małgorzata Rejmer przedstawiła historie kilkorga mieszkańców Pragi Południe, których losy na moment stykają się w opowieści – to, co jednak faktycznie ich wszystkich łączy, to uwikłanie w toksyczne, zabójcze relacje z najbliższymi. Krytycy podkreślali, że w polskiej literaturze dawno nie było takiego stężenia makabry i brzydoty, oraz na całe szczęście, humoru, dzięki któremu całość zamieniała się w straszną ale zabawną groteskę.
"Toksymię" Małgorzata Rejmer wydała w 2009 roku w Lampie – wydawnictwie, które kilka lat wcześniej (2002) wydało słynny debiut Doroty Masłowskiej. Debiut Rejmer z twórczością Masłowskiej łączy zainteresowanie Polską B, życiem niższych warstw społecznych, tym światem "z azbestu i kurzu", którego przedstawiciele (bohaterzy powieści) nie załapali się na dobrodziejstwa transformacji.
Tłumacząc genezę swojej pierwszej ksiązki, Rejmer mówiła:
Skoro powstają pamiętniki różnych telewizyjnych niań, brzydul, tancerek, gdzie wszystko jest na "bogato", to może można też napisać książkę "na ubogo".
W "Toksymii" zainteresowanie światem "na ubogo" wiązało się jednak ze sparodiowaniem medialnego obrazu wykluczenia. To także – obok kreatywnego, wystylizowanego języka - łączyło Rejmer z Masłowską (może najbardziej z Masłowską z dramatu "Miedzy nami dobrze jest").
Brzydka książka o brzydkich ludziach
"Toksymia" szokowała obrazami makabrycznej, odrażającej wręcz brzydoty, która obejmowała zarówno ludzi i miejsca, widoki zewnętrze i krajobraz wewnętrzny. Tyle, że ta brzydota wcale nie była literacką fantazją. Po publikacji "Toksymii" w 2010 r. w wywiadzie dla Lampy mówiła:
Mnóstwo osób się pochyla nad "Toksymią" i mówi "A fe, jaka brzydka książka o brzydkich ludziach i brzydkich miejscach", a tymczasem trzy czwarte książki to fotografie z Grochowa, rzeczy, które zobaczyłam, usłyszałam, albo o których mi opowiedziano.
"Toksymia" to rzeczywiście książka w dużym stopniu wypełniona obrazami brzydoty, i to w całym jej odrażającym bogactwie, dostępnym wszystkimi ludzkimi zmysłami:
Na końcu tramwaju Ada przywiera do barierki. Gdzie by tu nie spojrzeć, na co by nie popatrzeć? Na łysinę mężczyzny, stojącego obok jak białe larwy much wypełza pot. Grupa młodych cyganów, dudniących i wartkich, przekrzykuje się nawzajem, któryś z nich rzuca w powietrze strzępy piosenki. Ada uśmiecha się do swojego szczęścia: jest w miejscu, w którym śmierdzi najmniej.
Recenzując "Toksymię" w "Polityce" Justyna Sobolewska zwracała uwagę, że prawdziwym patronem książki mógłby być Stanisław Grochowiak i opisywana przez niego materia w rozpadzie:
Anna to 'kilka patyków powiązanych sznurkiem', ciała innych postaci też przypominają przypudrowanych nieboszczyków. To właśnie cielesność w stanie rozkładu jest najważniejszym bohaterem tej książki.
Turpistyczną proweniencję wydaje się mieć też śmierć - fascynacją nią jest jedną z najbardziej charakterystycznych cech debiutu Rejmer.
Małgorzata Rejmer, "Toksymia", ilustracje: Maciej Sieńczyk
Toxik i wykluczenie
Brzydota w "Toksymii" wdziera się też w opis relacji międzyludzkich, głównym rysem tych ostatnich jest psychiczna przemoc i dusząca opresja, od których nie ma ucieczki, od których nie ma oddechu. Mąż jest tu katem dla żony, ojciec zadręcza córkę, a stary powstaniec stalkuje studentkę.
Jeśli żywiołem "Toksymii" jest brzydota, to rangę najważniejszej metafory i klucza do całej rzeczywistości uzyskuje kategoria toksyczności: trujące - i to całkiem dosłownie (patrz Ada trująca ojca) - są tu relacje międzyludzkie, przy czym trudno oprzeć się wrażeniu, że już sama szpetna rzeczywistość wytwarza tu trujące miazmaty, które trują bohaterów i zamykają ich w zaklętym kręgu przeszłości (w myśleniu, języku, przyzwyczajeniach) i wykluczenia, z których nie ma wyjścia.
Pisząca o "Toksymii" w "Rzeczpospolitej" Monika Małkowska doceniała jej humor, po czym ze zgrozą konstatowała, że bohaterami zamkniętymi w "getcie umysłowej biedy i charakterologicznego ubóstwa" są najczęściej absolwenci wydziałów humanistycznych albo młodzi ludzie, przed którymi na pozór jeszcze wszystko.
"Toksymia" została wydana z ilustracjami Macieja Sieńczyka – i trudno oprzeć się wrażeniu, że nigdy wcześniej surrealistyczny koszmar jego ilustracji nie łączył się tak kongenialnie ze stylistyką społecznego horroru "Toksymii". Może to da najlepszy obraz tego, czym jest "Toksymia".
Autor: Mikołaj Gliński, styczeń 2014
Małgorzata Rejmer
"Toksymia"
ilustracje: Maciej Sieńczyk
Lampa, Warszawa 2013