Żałoba po modernizmie
Sam autor definiuje się w wywiadach jako modernista i podchwytują to krytycy i recenzenci stojący po stronie literatury przez duże L. Tropione są liczne znane nazwiska, do których Płaza miałby się odwoływać. Taki name-dropping zastosował np. bezwarunkowo zachwycony "Robinsonem" Marcin Bełza. Jest ryzyko, że ta etykieta może pomóc autorowi w utrzymaniu dobrej pozycji w branży, ale przeszkadzać w kształtowaniu własnej dykcji, zapowiadającej się na bardzo jednak różną od sposobu mówienia pisarzy z pierwszej połowy XX wieku.
Fabularność tej książki i idąca za nią obietnica spójności i ciągłości wydają się pretekstem: dramaturgia indywidualnych historii nie pasjonuje, a tło historyczne jest ledwo zarysowane. Być może powieściowy kostium był pomyślany jako narzędzie przybliżające ten tekst odbiorcom nieprofesjonalnym? Tak czy inaczej nie ma tu modernistycznego wysiłku stworzenia nowych ram zbierających chaotyczne ludzkie losy. Ale losy te nie są wcale ilustracjami światopoglądowych tez autora: pozytywnie zaskakuje konsekwentne dążenie do prawdy doświadczeń, wręcz bezwzględność w przytrzymywaniu językiem elementów, które bohaterowie najpewniej sami wypchnęliby poza świadomość i pominęli. Neologizmy, nietypowe związki frazeologiczne i rzadko używane słowa najczęściej służą do tego, żeby uchwycić konflikty i sprzeczności, w tym zasadniczy rozłam: między tym, co jest, a tym, co wolelibyśmy, żeby było.
Czułem się wykluty z niepojętej i niedokończonej opowieści, nie ważniejszy od stert liści, które rozkopywałem na obrzeżach parkowych ścieżek.
Jeżeli postawę "piękny język w służbie rzeczywistości" mielibyśmy lokalizować w modernizmie, to adresem polemicznym są poeci powiązani z amerykańską Nową Krytyką. Autor jednak nie rozpacza nad światem, który nie jest spójny, lecz odważnie ogląda jego pęknięcia. Żurek napisał o bohaterach "Robinsona":
aktualizowanie przeszłych form kultury i życia społecznego nie oferuje bohaterom ani szczęścia, ani stabilności, ani dobrej orientacji w regułach urynkowionej, skomplikowanej rzeczywistości.
Wydaje się, że słowa te można zastosować do autora: Płaza nie tylko nie opłakuje starego świata jasnych granic, reguł i tożsamości (którego być może nigdy nie było), ale też nie proponuje swojego porządkującego projektu. Jeśli podstawowe więzi rodzinne opisuje jako coś z gruntu chwiejnego i niepewnego, to raczej nie wierzy, że uczciwie obejrzane pojedyncze doświadczenia można skleić nadrzędną ideą albo wracaniem do czegokolwiek. Zamiast tego rejestruje nasze pomieszanie i bezradność. Np. na końcu Robert myśli o sobie tak:
jestem tylko rysownikiem, nawet nie malarzykiem, już nie paniczykiem, już nie mężem ani kochankiem, może nie bratem, jeszcze nie synem, już nie rozbitkiem, tylko powrotnikiem.
Maciej Płaza, "Robinson w Bolechowie"
wydawnictwo: WAB, Grupa Wydawnicza Foksal
data premiery: 16 listopada 2017
ISBN: 9788328046306
liczba stron: 384
Autorka: Joanna Stryjczyk, październik 2018