W "Toni i jej dzieciach", dokumentalnym arcydziele Marcela Łozińskiego, jest pewna piękna scena. Podczas rozmowy o dziecięcych traumach, pobycie w domu dziecka i porzuceniu przez matkę-komunistkę sędziwy bohater wyznaje swojej siostrze, że wprawdzie ją kocha, ale chyba nigdy jej nie lubił.
To wyznanie, które u Łozińskiego ma oczyszczającą moc, powraca w pamięci podczas seansu "Lęku". Scenarzystce filmu, Monice Sobień-Górskiej udało się bowiem stworzyć na ekranie relację, w której to, co pewne, spotyka się z tym, co niejednoznaczne i jakby niewygodne. Filmowe siostry różni prawie wszystko – materialny status, intelektualne ambicje, stosunek do świata i innych ludzi. Chyba nie bardzo się lubią. Prawniczka-milionerka nieco gardzi siostrą-kosmetyczką, której druga wydaje się z kolei zbyt oschła i władcza. Nie ma między nimi sentymentalnych uniesień, ckliwości i łatwych wzruszeń. Jest rywalizacja i walka o dominację. Ale jest też miłość. I chyba stąd bierze się największa siła filmu Sławomira Fabickiego, opowieści o spotkaniu z drugim człowiekiem, pozornie najbliższym, ale oswajanym i poznawanym dopiero w obliczu nieuchronnego końca.