Istnieje bardzo niewiele komiksów polskich twórców, które weszły do światowego, a przynajmniej europejskiego kanonu. Takim dziełem bez wątpienia jest Szninkiel – pełna rozmachu mesjanistyczna opowieść, której akcja rozgrywa się w bogatym świecie fantasy.
Kiedy Grzegorz Rosiński i Jean Van Hamme zaczynali pracę nad Szninklem, byli już dobrze znanym komiksowym duetem. Ich flagowa seria fantasy o przygodach szlachetnego wikinga Thorgala ukazywała się od niemal dekady – najpierw w czasopismach, ale już od dobrych kilku lat także w formie kolejnych albumów święcących triumfy w Belgii i Francji. Bez przesady można wręcz stwierdzić, że Thorgal był wówczas jedną z najpopularniejszych serii komiksowych w Europie. Rosiński zaś – jednym z najbardziej cenionych rysowników. W tamtym momencie twórca już od kilku lat nie mieszkał w Polsce, z której wyjechał, aby móc bez przeszkód kontynuować znakomicie rozpoczętą karierę na Zachodzie.
Pierwotnie twórcy wiedzieli jedynie, że Szninkiel ma być historią fantasy, choć może w nieco większym stopniu niż Thorgal nawiązującą do świata wykreowanego przez J.R.R. Tolkiena. Po raz pierwszy komiks ukazał się w formie dziesięcioodcinkowego cyklu publikowanego w latach 1986–1987 w belgijskim czasopiśmie komiksowym „À Suivre” pod tytułem Le Grand Pouvoir du Chninkel (pol. Wielka moc Szninkla). Już po roku wydano go w formie zbiorczego albumu, a także ukazała się wersja polska nakładem oficyny Orbita. Niektórzy utrzymują, że opublikowany w kraju w 1988 roku Szninkiel jest tym samym pierwszą powieścią graficzną, jaka kiedykolwiek została wydana w Polsce.
Trochę Jezus, trochę hobbit
W praktyce Van Hamme i Rosiński zdecydowanie wyszli poza schemat tolkienowskiego fantasy, choć rzeczywiście co nieco z niego zaczerpnęli. By nie szukać daleko: same niewielkie szninkle, jako gatunek, mogą przypominać hobbitów. Tak naprawdę jednak najważniejszym punktem odniesienia dla Van Hamme’a przy pracy nad Szninklem był Nowy Testament. Innymi słowy mamy tu do czynienia z komiksową trawestacją kluczowej dla naszej kultury historii o mesjaszu, której autorzy z jednej strony przydają humoru i odejmują nieco patosu, ale z drugiej wcale nie unikają poważniejszej refleksji natury teologicznej.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Plansza z komiksu „Szninkiel”, Rosiński Grzegorz Van Hamme Jean, fot. Egmont Polska Sp. z o.o.
Obrazek
Szninkiel-plansza-222.jpg
Akcja komiksu rozgrywa się na planecie Daar, na której od niepamiętnych czasów trwa bezsensowna i krwawa wojna między armiami dowodzonymi przez trójkę Nieśmiertelnych: Barr-Finda Czarną Rękę, Jargota Pachnącego i Zembrię Cyklopkę. Po jednej z bitew okazuje się, że hekatombę przeżyła co najmniej jedna niepozorna istota – szninkiel J’on, który jako niewolnik walczył po jednej ze stron. Nie wiedzącemu co dalej począć J’onowi ukazuje się czarny monolit, jakby wyjęty z filmu 2001: Odyseja kosmiczna Stanleya Kubricka, i przedstawia jako Władca Stworzyciel Światów, a następnie oznajmia, że to właśnie jego, tchórzliwego szninkla, czyni swoim wybrańcem. Najwyższy obmyślił sobie, że to J’on ma zaprowadzić pokój na Daarze, a jeśli tego nie zrobi, to Władca Stworzyciel Światów ześle na całą planetę apokalipsę ognia. Boska istota oznajmia też, że tym samym obdarza J’ona wielką mocą, ale niestety nie wyjaśnia mu, na czym ta moc polega.
Właśnie tak zaczyna się przygoda J’ona. Wprawdzie początkowo szninklowi wydaje się, że uległ halucynacji, ale stopniowo zaczyna wierzyć w swoje powołanie. Po drodze dowiaduje się, że na Daarze istnieją też żyjące w rezerwacie wolne szninkle, a zanim dawny władca N’om Herezjarcha sprowadził na planetę wojenną klątwę, były one nawet najważniejszymi z zamieszkujących ją istot. J’on zakochuje się w pięknej, szlachetniej i odważnej G’wel, którą ratuje z opresji, a następnie wyrusza w długą i pełną przygód drogę. Spotyka na niej m.in. potrafiące się komunikować drzewo nazywane Pamięcią Świata czy Volgę Jasnowidzącą, którą musi seksualnie zaspokoić w zamian za przepowiednię. Aż w końcu, po części przypadkowo, wypełnia swoją misję.
Zwykły szary wybraniec
Podobieństwa do historii Chrystusa obecne są w Szninklu na każdym kroku. J’on ma apostołów, którzy za nim podążają i głoszą jego chwałę, choć w pewnym momencie jeden z nich go zdradza. Bohater nie godzi się wprawdzie na to, by przemienić wodę w wino (bo wie, że mu się to nie uda), ale za to dzięki magicznemu amuletowi spaceruje po wodzie. Zostaje osądzony i skazany na publiczną egzekucję przez grupę Wielebnych, a następnie ukrzyżowany – tyle że nie na krzyżu, a na monolicie nieco przypominającym formę, w jakiej wcześniej ukazał mu się Władca Stworzyciel Światów. Zanim J’on skona, jego boki zostają przebite – tyle że strzałą z łuku i bełtem z kuszy, a nie włócznią. Kiedy zaś w końcu odkrywa, na czym polega jego wielka moc, okazuje się, że jest to moc przebaczania w imieniu najwyższego. Jeśli chodzi o aluzje do Nowego Testamentu, to w komiksie znalazł się nawet kadr nawiązujący do Ostatniej wieczerzy Leonarda da Vinci.
Jednocześnie historia J’ona w istotny sposób różni się od historii Chrystusa, i to nie tylko tym, że obfituje w barwne przygody rodem z powieści fantasy: walki, ucieczki, ryzykowne wyprawy. Od Jezusa, jakiego znamy z Nowego Testamentu, odróżnia J’ona przede wszystkim fakt, że przez zdecydowaną większość czasu nie czuje się nikim wyjątkowym, a co za tym idzie – nawet nie próbuje dążyć do ideału. Szninkiel nie tyle przeżywa na swojej drodze chwile zwątpienia, ile raczej cały jest zwątpieniem. Bycie zbawcą po prostu nie leży w jego naturze. Gdyby mógł, z pewnością zamieniłby bycie wybrańcem na możliwość prowadzenia zwykłego, w miarę szczęśliwego życia. Dba przede wszystkim o siebie i jest tchórzliwy, a jeśli już coś wiedzie go w stronę ryzykownych zachowań, to wyłącznie namiętność do G’wel, do której zresztą dobiera się, kiedy tylko ma okazję (i zawsze coś mu w tym przeszkadza). Bohater, w odróżnieniu od Chrystusa, nie ma również większego problemu z kłamstwem czy kradzieżą. O jego dobre imię dbają przede wszystkim G’wel i apostołowie – jemu samemu niespecjalnie zależy na wizerunku. Zupełnie jak gdyby Van Hamme chciał powiedzieć, że wybrańcem może być dosłownie każdy, kto dąży do celu, i to nawet jeśli najczęściej popychają go do tego okoliczności zewnętrzne.
Próżny Bóg
Ambicje Jeana Van Hamme’a z pewnością wychodziły poza zwykłe przedrzeźnianie Nowego Testamentu. Dowodzi tego często przywoływana wypowiedź scenarzysty, którą w przedmowie do późniejszych polskich wydań Szninkla przytacza tłumaczka komiksu Ksenia Chamerska:
Text
Mam na ten temat własną teorię: Bóg stworzył mnóstwo światów i każdy z nich w ten sam sposób sobie podporządkował. Prymitywne ludy wielbią Boga, ale on sprawia, że wyznawcy się od niego odwracają. Następnie ich karze, zsyłając potop i inne katastrofy [...]. Pozwala zamartwiać się kilku pokoleniom i podpowiada, że do odkupienia grzechów potrzebny jest Zbawiciel. Wraz z jego nadejściem odradza się wiara w Boga, ale i strach przed następną karą, który obcy był prymitywnej wierze. Oto pokrótce mój pomysł marketingu teologicznego.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Jeśli zechcemy potraktować poważnie zarówno te słowa, jak i cały komiks, okaże się, że Szninkiel to przede wszystkim opowieść o Bogu wyrachowanym i próżnym, który nie tylko dla zabawy igra z losem całych światów, ale także zastawia na istoty rozumne pułapki, mające nakłonić je do oddawania mu czci ze strachu przed karą. Wizja Van Hamme’a jest też bliska nihilistycznej odmianie deizmu – Bóg wprawdzie stworzył tutaj świat, ale raczej w niego nie ingeruje, głównie z braku czasu i chęci, bo przecież stworzonych przez niego światów jest nieskończenie wiele. A jeśli nawet czasami zdarza mu się ingerować, to jego nadrzędnymi motywacjami są próżność i zemsta.
Kiedy pod koniec komiksu Van Hamme wreszcie dochodzi do swojej puenty, stosuje jeszcze jeden zabieg. Sugeruje mianowicie, że Daar jest być może naszą Ziemią, tyle że wiele milionów lat wcześniej.
Z dzisiejszej perspektywy
Dziś, prawie czterdzieści lat po premierze komiksu, ten teologiczny wymiar historii o szninklu J’onie może się wydać trochę niedzisiejszy – co oczywiście nie znaczy, że nieciekawy. Ale jest wątek, który zestarzał się gorzej: trudno nie odnieść wrażenia, że postaci kobiece są w nim dosyć płaskie i obecne głównie po to, żeby Rosiński mógł rysować je nagie i pociągające. Szninkiel nie kryje się wprawdzie z tym, że jest m.in. komiksem erotycznym – a jako takiemu pewnie trudno zarzucać mu erotyzowanie postaci – ewidentnie jest to jednak erotyka skierowana tylko do mężczyzn. Poza tym niektóre z okołoerotycznych wątków prezentują się dziś co najmniej kontrowersyjnie. Na przykład motyw udaremnionego gwałtu trzech koldów-strażników na G’wel zdecydowanie został przez Van Hamme’a nakreślony zbyt lekką ręką, a w bohaterce, która dopiero co miała zostać zgwałcona, już po chwili nie ma ani śladu trudnych przeżyć i zamiast rozpamiętywać przeszłość, G’wel po prostu kokietuje J’ona.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Plansza z komiksu „Szninkiel”, Rosiński Grzegorz Van Hamme Jean, fot. Egmont Polska Sp. z o.o.
Obrazek
Szninkiel-221-copy.jpg
To naturalne, że w przypadku komiksu takiego jak Szninkiel uwagę czytelnika zwraca przede wszystkim opowieść. Nie zmienia to jednak faktu, że Grzegorz Rosiński jako rysownik spisał się tu nie gorzej niż Jean Van Hamme jako scenarzysta – a prawdopodobnie nawet lepiej. W odróżnieniu od Thorgala Rosiński zdecydował się narysować Szninkla jako komiks czarno-biały i wyszło mu to po prostu znakomicie. Jego rysunki imponują wyrazistą kreacją świata, są żywe, dynamiczne i pełne detali. Komiks otwierają wielkie sceny batalistyczne, które wyglądają niemal, jakby Hieronim Bosch i Jan Matejko postanowili stworzyć coś na dwie ręce. J’on i inne postaci prezentują się wprost ikonicznie i mocno zapadają w pamięć. To przede wszystkim dzięki kresce Rosińskiego w historię o szninklu-mesjaszu wpada się po uszy – polski rysownik udowodnił tym komiksem, że jeśli chodzi o kreowanie fantastycznych światów, jest jednym z mistrzów. Na początku XXI wieku ukazała się kolorowa reedycja Szninkla. Za dodanie rysunkom Rosińskiego barw odpowiadała kolorystka Grażyna Fołtyn-Kasprzak, znana także pod pseudonimem Graza. Chociaż swoją pracę wykonała bardzo dobrze, to jednak wiele czytelniczek wciąż woli oryginalną, czarno-białą wersję komiksu. Od czasu pierwszej kolorowej edycji Szninkiel ukazuje się na przemian w obu wersjach – w zależności od wydania.
Jedno jest pewne: Szninkiel należy do klasyki europejskiego komiksu. Choć nie oznacza to, że dzisiejsi odbiorcy powinni czytać go bezkrytycznie, to jednak pozostaje faktem, że jak dotąd Polska nie dorobiła się bardziej rozpoznawalnego na świecie twórcy komiksowego niż Rosiński, a jego pozycję ugruntował właśnie Szninkiel. Za dowód mogą posłużyć choćby nagrody, którymi swego czasu obsypano historię o J’onie, a wśród nich nagroda publiczności na znanym każdemu miłośnikowi komiksów Międzynarodowym Festiwalu w Angoulême, która przypadła Szninklowi w 1989 roku. Jeśli chce się opowiedzieć historię polskiego komiksu, albumu Rosińskiego i Van Hamme’a zwyczajnie nie sposób pominąć.