Poszukując odpowiedniej formy twórcy dokumentalnej adaptacji nieco zapominają o treści "Gottlandu". Bardziej ciekawi ich przełamywanie dokumentalnych schematów obrazowania aniżeli wydobywanie sensów. Chętnie oddają się formalnym eksperymentom: opowieść o pisarzu Eduardzie Kirchbergerze zostaje tu ubrana w formę animacji, historia Lidy Baarovej, aktorki, która w latach 30-tych miała romans z Goebbelsem przybiera formę fabularnej rekonsktrukcji, a dramatyczne losy Zdenka Adamca, chłopaka, który w 2003 roku podpalił się w Pradze, zostały zamknięte w formie telewizyjnego quasi-reportażu. Najciekawszą formę przybiera zaś opowieść o fabryce butów Bata, opowiedziana w serii niekończących się powolnych panoram, które sprawiają, że opowieść o taśmie produkcyjnej zbudowanej na schemacie koła sama także staje się kolistą strukturą.

Zdjęcie z filmu "Gottland", fot. Wrocławska Fundacja Filmowa
Podążając za Szczygłem, czescy reżyserzy opowiadają o różnych etapach historii swojego kraju. Mówią o największym na świecie pomniku Stalina, który zastąpiono gigantycznym billboardem z Vaclavem Klausem; o wielkim obuwniczym biznesie Tomáša Baty; o rodzącym się faszyzmie i komunizmie, który naznaczył kraj na długie dekady.
"Gottland" najciekawszy jest właśnie wtedy, gdy młodzi autorzy próbują mówić o sensie uprawiania historii. W ich filmie przeszłość jest balastem, z którym nie wiadomo, co zrobić. Jak z miejscem po największym pomniku Stalina, dla którego dziś nikt nie potrafi wymyślić dobrego zastosowania. Świat, o którym opowiadają młodzi twórcy, nie rozumie historii i nie widzi jej sensu. Samobójcza śmierć Zdenka Adamca już po dziesięciu latach zostaje zapomniana przez media i ludzi. Za kilkadziesiąt lat nikt nie będzie też pamiętał o Pochodni Numer 1 czyli Janie Palachu, który w 1969 roku podpalił się w proteście przeciwko inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację.

Zdjęcie z filmu "Gottland", fot. Wrocławska Fundacja Filmowa
Przed projekcją filmu na Warszawskim Festiwalu Filmowym Mariusz Szczygieł prosił widzów, by zapomnieli o jego książce, aby w pełni cieszyć się zupełnie nową opowieścią. Jednak w przypadku "Gottlandu" nie da się uwolnić od skojarzeń z literackim pierwowzorem. Nie tylko dlatego, że to jedna z najlepszych książek reporterskich ostatnich lat, ale też dlatego, że sami twórcy filmu są przez książkę Szczygła zniewoleni. Dokumentalny "Gottland" nie jest filmem udanym. Głównie dlatego, że biorąc do ręki gotowe, znalezione przez kogoś innego tematy i historie, młodzi reżyserzy nie potrafili dogłębnie ich przeżyć, by opowiedzieć o nich z sercem i zaangażowaniem.
- "Gottland", reż. Lukáš Kokeš, Rozálie Kohoutová, Viera Čákanyová, Petr Hátle i Klará Tasovská. Film trafi na ekrany 7 listopada.