Zjawisko nieomal mistyczne
Scena z przedstawienia "Mrówki" w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie, 1936, fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe NAC
Trudno powiedzieć, dlaczego "Mrówki" nie doczekały się aż tylu scenicznych realizacji, co późniejsza "Baba-Dziwo", która po wojnie wystawiana była co najmniej kilkanaście razy. Oba teksty premierowo przeniósł zresztą do teatru ten sam reżyser – Wacław Radulski. Prapremiera "Mrówek" odbyła się w 10 listopada 1936 roku w krakowskim Teatrze im. Juliusza Słowackiego (otwierając zresztą ówczesny sezon) i była to jedyna odnotowana sceniczna adaptacja tego dramatu. Równo pół wieku później sztukę w wersji radiowej przygotowała Ewa Ziembla, a w 2025 roku tym samym medium posłużyła się Aleksandra Głogowska, przypominając słuchaczom i słuchaczkom Polskiego Radia ten leciwy – ale nadal politycznie istotny – tekst.
"Mrówki" były przez współczesnych im krytyków przyrównywane kilkukrotnie do twórczości Arystofanesa ze względu na posłużenie się rozbudowaną nie-ludzką metaforą odzwierciedlającą człowiecze konstrukcje społeczne (Arystofanes był autorem takich komedii, jak "Żaby", "Osy" czy "Ptaki"). Jerzy Kwiatkowski we wstępie do jednego z wydań dzieł Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej zauważał, że autorka odniosła się w swoim dramacie do pojęcia "cywilizacji mrowiska" będącego przedmiotem krytyki jej czasów. Sugerował też, że zainspirowała się wydaną w 1930 roku książką "Życie mrówek" belgijskiego dramatopisarza Maurice’a Maeterlincka zamykającą tetralogię łączącą wiedzę przyrodniczą z namysłem filozoficznym.
Kazimierz Piotrowski na łamach "Wiadomości Literackich" doceniał autorkę za precyzję myśli, zwięzłość i logikę dramatu. Chwalił także inscenizację Radulskiego ze scenografią Karola Frycza:
Zbudować na scenie mrowisko i pokazać, jak się rozsypuje pod naciskiem kija, to niełatwe zadanie dla inscenizatora. Wacław Radulski razem z Karolem Fryczem wybornie rozwiązali ten problem wybornie.
Autor ubolewał przy tym, że ta świetna jego zdaniem sztuka – mimo że zasługuje na to, by pokazywać ją światu – nie zostanie wystawiona "przez żadne państwo totalne". Sama Pawlikowska-Jasnorzewska w liście do Karola Frycza wyznała, że inscenizacja "Mrówek" była dla niej "zjawiskiem nieomal mistycznym, jednym z najpiękniejszych wspomnień życia".