"Wolność przez duże W"
Po śmierci matki dziewczynka jest najpierw pod opieką przyjaciół rodziny – państwa Moraczewskich – następnie zajmują się nią ciotka Helena Barlińska wraz z mężem Marcinem. Ponadto, aż do osiągnięcia dwudziestego roku życia wypłaca jej pensję rodzina Pawlikowskich, zgodnie ze złożoną Anieli obietnicą. W 1920 roku Stachna zdaje w Krakowie maturę, a następnie wyjeżdża do Poznania. Przez jakiś czas tam studiuje, przede wszystkim jednak nawiązuje na nowo relację z ojcem, którego twórczością jest wtedy zafascynowana. Ten zafunduje jej jednak mnóstwo huśtawek emocjonalnych i cierpień. Ostatecznie rozczaruje ją także intelektualnie. W 1933 roku Stachna stwierdzi w liście do biografa ojca Stanisława Helsztyńskiego:
Zawiodłam się w tym, co dla mnie decyduje. Musiałam dojść do bolesnego przekonania, że u ojca przeceniłam ogromnie i artystę, i umysł. […] Odtąd unikam […] Przybyszewskiego jako tematu – bo kłamać nie chcę, a wyrażać się bez szacunku o własnym ojcu – to przykra i smutna rzecz.
W 1923 roku przeprowadza się do Gdańska ze swoim mężem, malarzem Janem Panieńskim, który dostaje tam pracę w Gimnazjum Polskim. Małżeństwo nie trwa długo, Janek umiera w 1925 roku, a Stachna pozostaje właściwie bez środków do życia, coraz rzadziej opuszczając zimne mieszkanie w przyszkolnym baraku, które jej pozostawiono. Pogrążona w niemal całkowitej samotności, uzależniona od morfiny i leków uspokajających nabiera coraz większej pewności co do tego, kim chce być. Już wie, że to nie malarstwo i nie muzyka, którymi się wcześniej zajmowała, są tym, czemu chce poświęcić swoje życie. W liście do ciotki, Heleny Barlińskiej pisze:
Mogę być tylko literatem; albo niczym. Gdyż poza tym jednym nie nadam się ani na kucharkę, ani na stenotypistkę. Gorszej urzędniczki czy gospodyni ode mnie – nie ma. Bez kwestii, kokietowałam z literaturą od siedemnastego roku począwszy; ale do dwudziestego piątego miałam poważne wątpliwości. Jakoś własna twórczość nie wzbudzała we mnie zaufania. Teraz mam pewność i postępuję, nie tylko myślę, wedle niej. Tzn. że zastrzegam sobie wyłączne posiadanie swego życia – czyli Wolność przez duże W – za wszelką cenę.
Całkowicie rezygnuje z udzielania korepetycji, często głoduje, żyjąc jedynie dzięki pieniądzom przesyłanym przez Helenę Barlińską i przyrodnią siostrę Iwi Benett, a później stypendiom Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego. Cały czas i całą energię poświęca twórczości literackiej, którą traktuje bardzo poważnie. Kaszuba-Dębska przejmująco opisuje starannie rozplanowaną w dziennikach prac surową dyscyplinę, którą Stachna sobie narzuca:
Pisze codziennie od dziesiątej wieczorem do szóstej rano. Osiem nocnych godzin produktywnej pracy. Kładzie się spać dopiero, gdy ją mdli ze zmęczenia i wyczerpania. Napięcie tworzenia wzrasta, wszystkie siły życiowe całkowicie koncentruje na produkcji literackiej. […] Przed 17 maja 1928 roku nadchodzi dzień szczególny. Osobiste zwycięstwo. Stanisława Przybyszewska kończy redakcję dramatu "Sprawa Dantona", co nie znaczy, że to koniec pracy nad tą sztuką. Będzie ją kontynuować w następnych latach.
"Sprawa Dantona" za jej życia doczeka się dwóch inscenizacji – we Lwowie i w Warszawie – żadna nie okaże się jednak prawdziwym sukcesem. Stachna pisze jeszcze dwa poświęcone rewolucji francuskiej dramaty ("Dziewięćdziesiąty trzeci" i "Thermidor") a także powieści i opowiadania, które zostaną opublikowane dopiero po jej śmierci. Umiera przedwcześnie 14 sierpnia 1935 roku, w wieku niespełna trzydziestu czterech lat.
Książka Anny Kaszuby-Dębskiej to nie tylko bardzo wnikliwa podwójna biografia matki i córki. To także fascynująca historia dwóch pokoleń artystek i zmieniających się możliwości wyboru własnej drogi życiowej. W czasach Anieli jest on "karkołomny, ale już możliwy", w czasach Stachny pozornie dużo łatwiejszy, ale za "posiadanie własnego życia" płaci ona wysoką cenę. Czytając "Przybyszewską/Pająkównę" jesteśmy coraz bardziej zafascynowani silnymi osobowościami obu artystek, i nabieramy ochoty, by odkrywać ich ciągle zbyt słabo znaną twórczość.