Jakie jeszcze kwiaty pamiętasz z dzieciństwa?
Wychowałem się na wsi z rodzicami, rodzeństwem, kuzynostwem, babcią, wujostwem – wszyscy mieszkaliśmy blisko siebie. Już jako dziecko uczyłem się pierwszych nazw roślin. Mieliśmy w ogrodzie przebiśniegi, krokusy, narcyzy, malwy, cynie, mieczyki, piwonie, tulipany, irysy, róże, nagietki.
Chyba wielu Polakom kojarzą się swojsko.
Zwróć uwagę, że na stosunek Polaków do kwiatów wpływa przede wszystkim szerokość geograficzna. Przez połowę roku mamy albo zimę, albo szarą szmatę na niebie. Gałęzie drzew są wtedy bezlistne, a rośliny umierają i zostają po nich graficzne, ale mało optymistyczne szkielety. Wraz z wiosną my, Słowianie, przeżywamy odrodzenie. Na farmie przede wszystkim uprawiam więc kwiaty sezonowe. Najpierw pojawiają się tulipany, potem piwonie, byliny, a na końcu dalie. Trafiają do mojej kwiaciarni w Poznaniu i ludzie je kupują. Nie umiałbym ich sprzedać w małym miasteczku, bo to rośliny, które mieszkańcy mają w ogródkach, a więc nie pożądają ich na tyle, by za nie płacić. W miastach natomiast zamiast ogródków mamy mikrobalkony stworzone przez dewelopera, więc jest popyt na kwiaty, wobec których odczuwamy nostalgię.
Skoro mówimy o kwiatach lubianych, chcę zwrócić uwagę, że ich popularność nie zawsze wynika z tradycji czy charakteru narodowego. Często jest rezultatem czynników ekonomicznych – gusta kwiatowe to nieraz wynik zabiegów marketingowo-strategicznych.