Justyna Górowska, "Origins", Origins AR facial filter, fot. dzięki uprzejmości artystki i lokalu_30
Na nich też bazuje drugi, kluczowy element projektu, który przybiera formę nie wystawy, a... instagramowego filtra. Konstruktywistyczne kolaże-maski stają się nowym, praktycznym wcieleniem projektów kostiumów Wicińskiego, z tym że przygotowane są nie na scenę teatru awangardowego, a teatru mediów społecznościowych. Pełnią w nich jak najbardziej praktyczną rolę – posługując się kilkoma warstwami wirtualnej skóry, zasłaniają prawdziwy kolor twarzy użytkownika i wyprowadzają w pole zbierające dane algorytmy. Mają oszukiwać wirtualne oko wytrenowane w rozpoznawaniu etniczności użytkowników internetu, gromadzeniu szczegółowych danych o obywatelach i budowaniu spersonalizowanych marketingowych ofert.
Górowska nie bawi się więc w rekonstrukcyjną sztukę dla sztuki, ale próbuje znaleźć współczesne zastosowanie idei radykalnych produktywistów. W heroicznym okresie awangardy, nie tylko w radzieckiej Rosji, ale też miedzy innymi w Polsce, na gruncie konstruktywizmu dokonała się zasadnicza schizma. Po jednej stronie barykady znaleźli się ci, których interesowała analityczna, samowystarczalna sztuka. Po drugiej ci, dla których była ona jedynie środkiem na drodze do celu – kształtowania nowego, rewolucyjnego społeczeństwa, w którym sztuka powinna się w końcu roztopić, a artysta z producenta artystycznych artefaktów zamienić w robotnika formy. Zamiast popularnego odtwarzania gestów historycznej awangardy, Górowska proponuje ich aktualizację – dzisiejszy świat znacząco różni się w końcu od tego sprzed stu lat, z duchem awangardy więcej wspólnego ma więc działanie w ocierającej się o realia z serialu "Black Mirror" przestrzeni wirtualnej, niż rekonstruowanie banerów z antyfaszystowskich demonstracji w latach 30.