Górnicy obstawiają
Cykl "Powrót Kobry", współczesne wersje kultowych przedstawień. Scena z przedstawienia "Mord w hurtowni" w reżyserii Adama Sajnuka w Teatrze Sensacji z serii "Kobra", fot. Arsen Petrovych
W najlepszym dla Teatru Sensacji okresie w czwartkowe wieczory ulice pustoszały. Niektóre z przedstawień oglądało nawet 95 procent widzów zasiadających w tym czasie przed telewizorem. Co warte podkreślenia, nawet filmowe hity nie osiągały wówczas oglądalności większej niż 65 procent. Emisje "Kobry" miały charakter wspólnototwórczy – przed odbiornikami, które w latach 50. czy 60. nie były powszechnym wyposażeniem gospodarstw, zasiadali wspólnie sąsiedzi czy grupy pracownicze. Górników obstawiających w świetlicy, kto zabił, wspominał w dokumencie o "Kobrze" Józef Słotwiński. Widowiska były nie tylko rozrywką realizowaną przez doskonałych twórców i twórczynie, ale także formą kolektywnej gry polegającej na rozwikłaniu zagadki i wcielaniu się w domorosłego detektywa.
"Rzeczywistość nas męczyła, nudziła, mierziła", przyznawał Janusz Majewski, tłumacząc popularność czwartkowych wieczorów z "Kobrą", która pozwalała przenieść się w zupełnie inne – bardzo często zachodnie – realia. Obcowanie z tymi tekstami musiało wiązać się z poczuciem kontaktu z czymś odległym, niemal zakazanym – jak pisał bowiem Toeplitz w "Mieszkańcach masowej wyobraźni", zachodnią literaturę kryminalną władza i jej poplecznicy traktowali do połowy lat 50. jako "produkt schyłkowy, żerujący na najniższych instynktach i będący symptomem rozkładu społeczeństwa kapitalistycznego". Co znamienne, jak zauważa autor w rozdziale "Zbrodnia po polsku", rok 1956, czyli początek działania "Kobry", był rokiem, w którym cała niemal Polska Ludowa śledziła proces Władysława Mazurkiewicza, seryjnego mordercy i oszusta finansowego skazanego ostatecznie na karę śmierci. Pod budynek krakowskiego sądu przychodziły nawet rodziny z dziećmi, jednak by wejść do sali sądowej i obserwować proces, trzeba było zapłacić nawet kilka tysięcy złotych (była to nota bene ta sama sala kolumnowa, w której odbywał się proces Rity Gorgonowej – najgłośniejsza tego typu sprawa w międzywojennej Polsce). Jednym ze sprawozdawców z procesu Mazurkiewicza był Marek Hłasko, który napisał potem reportaż zatytułowany "Proces przeciwko miastu". Wydarzenia te wspominał także w "Pięknych dwudziestoletnich".
To zainteresowanie zbrodnią i występkiem było jednak dla władzy podejrzane, więc w przypadku "Kobry" wskutek interwencji funkcjonariuszy Komitetu Centralnego po 1960 roku zmniejszono liczbę premier – kryminalne czwartki emitowano nie cztery, a dwa razy w miesiącu. W treść sztuk ingerowała też niekiedy cenzura.