Widowiskowy popis góralskiej zręczności, siły i temperamentu - przysiady, koziołki i skoki w wełnianych portkach oraz bitki na ciupagi - to znak, że jesteśmy na plenerowym parkiecie Podhala. Bo dawni zbójnicy tańczyli gdzie popadnie: na skale, na halach i wysoko w górach. Im wyżej, tym lepiej. Nie potrzebowali dużych powierzchni ani specjalnego miejsca w karczmie, by spontanicznie wystrzelić z góralskimi wyskokami i koziołkami wystarczyły tylko kobzy, gęśliki i ciupagi. Bo o góralach mówi się, że muzykę mają we krwi, a taniec w nogach. Stanisław Ignacy Witkiewicz patrząc na góralskie podrygiwania pisał:
Nic nie może iść w porównaniu z siłą, namiętnością i zaciekłością tego romansu wypowiedzianego tańcem.
Znawca Tatr i Zakopanego Tytus Chałubiński z zachwytem notował:
Chyba jest coś z opętania w tym tańcu. Wyraża się w nim dzikość, pierwotność, a ileż w tym polotu, śmigłości, fantazji, temperamentu, żywiołu! Co robią tancerze? Drepczą coraz prędzej po obwodzie koła, rytm tańca staje się coraz szybszy, muzyka zawisa na strunach cienkim piskiem. Harnaś w środku nie przestaje się nosić dokoła swej ciupagi. On znajduje dla siebie inny, osobny rytm w tej muzyce. Juhasi gwiżdżą naraz przez palce, zatrzymują się. Go drugi odwraca się ku pierwszemu, trzema parami, w przysiadach podskakują ku sobie co chwilę. Wyciągają ręce uzbrojone w kije. Chyba to ma być wyobrażenie bitki. Znów. szykują się w gęsiego, drepczą jak przedtem, tylko szybciej i bardziej nerwowo. Co minutę któryś i z nich hipka w górę. Ścieśniają koło, muzyka gra jak oszalała, coraz szybciej, coraz szybciej. Juhasa okrążają jak w pościgu swojego harnasia, który, osaczony ostatecznie, wyrywa z ziemi ciupagę i podnosi wysoko nad głową. Juhasi przysiadają, przykucają, wyciągnąwszy ku ciupadze kije. Melodia skończona, razem z nią urywa się i zastyga taniec w samej kulminacji rozpędu i furii.