Życzenia dla choreografii
Obecność choreografii w muzeach i galeriach uruchamia namysł nad przestrzenią, która przestaje być przezroczysta. To zjawisko jest być może także kwestią instytucjonalnej otwartości: nowy taniec, uznawany niekiedy za najbardziej osieroconą dziedzinę (bez silnego wsparcia instytucjonalnego i materialnego, jakie ma m.in. teatr czy muzyka) w muzeach i galeriach odnalazł schronienie. Przykładów interesującej obecności choreografii w przestrzeniach wystawienniczych jest oczywiście wiele, bo obejmują nie tylko przedsięwzięcia o skali wystaw, ale także mniejsze choreograficzne gesty: performatywne oprowadzania i jednorazowe działania ruchowe wobec ekspozycji, wchodzące z nią w dialogiczną relację. Najciekawsze są jednak te manifestacje coraz bliższej relacji nowej choreografii i miejsc prezentujących sztuki wizualne, które odchodzą od dramaturgii teatralnej – w których nie mamy do czynienia z wydarzeniem rozpoczynającym się i kończącym o ustalonej godzinie, ale z procesualną praktyką obcowania z przestrzenią, odbiorcami, czasem i badania tych jakości. Obecność choreografii w muzeach jest też niewątpliwie korzystna dla tych ostatnich – stawką jest bowiem ustanowienie innej niż konwencjonalna relacji z odbiorcami. Wzrok, który za czymś wodzi, który może podążać za ruchem, to inny wzrok niż ten, który jedynie przypatruje się nieruchomym, opisanym obiektom. To wzrok aktywny, niekiedy zdziwiony lub zdezorientowany, ale z pewnością zaangażowany. W przypadku przedsięwzięć choreograficznych moment otwarcia/wernisażu nie jest końcem, po którym można otwierać szampana. To dopiero początek. A wszystko rozgrywa się w kontakcie z odbiorcą. W ten sposób instytucje mogą budować swój niematerialny kapitał, dbając o rozwój widowni. A samej choreografii dobrze byłoby życzyć, by traktowana była jako autonomiczna i silna dziedzina, która nie tyle powinna "gościć" w białych sześcianach, ile zyskać własne, niezależne strefy, w których mogłaby się rozwijać i zapraszać do przyglądania się toczącym się procesom. O tej potrzebie mówiła m.in. choreografka Ramona Nagabczyńska w rozmowie z Karoliną Plintą:
Coraz częstsze pokazywanie choreografii w muzeach to oczywiście świetny trend, ale marzy mi się świat, w którym instytucje sztuki zmieniają się nawet architektonicznie, żeby wkluczyć całą gamę praktyk choreograficznych.
Rozmycie granic między dyscyplinami – czego częścią jest włączanie choreografii do programów galerii i muzeów – to oczywiście interesujące i wielowątkowe zjawisko, jednak zaciemnia ono fakt, że gałęzie sztuki mają swoje wyraziste, ugruntowane historycznie tożsamości. Dlatego należy trzymać kciuki za autonomiczną przestrzeń dla choreografii.