Rynek mody formował się powoli, choć jak podkreśla projektantka Joanna Klimas w latach 90. jeszcze nie istniał – przynajmniej w dzisiejszym rozumieniu tego słowa. Prędzej można mówić o bazarze mody. „Zwykły człowiek miał się w co ubrać, ale dla ludzi zawodowo zajmujących się tym tematem – stylistów, dziennikarzy, projektantów – ubrania dostępne w Polsce nie miały nic wspólnego z modą.
Jarmark Europa przy Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, 1994, fot. Maciej Belina Brzozowski/PAP
Nawet tą codzienną, nie mówiąc już o wieczorowej” – mówi projektantka i dodaje, że duża część rodzimej konfekcji trafiała na Stadion Dziesięciolecia. „Sprzedawano tam złej jakości ubrania szyte przez niewielkie firmy, które świetnie na tym zarabiały, ale produkowały w małej skali. Najbardziej zaradni właściciele takich szwalni eksportowali swój towar na Wschód” – wspomina Klimas. Zakłady odzieżowe wykonywały także zamówienia dla zachodnich firm lub robiły tak zwane przeszycia na polski rynek. W tej pierwszej dziedzinie sprawdziła się choćby firma z Bytomia, która – jak opisywał dziennikarz „Gazety Wyborczej” – realizowała zamówienia dla zachodnich firm, w tym eleganckiej francuskiej marki Guy Laroche.
Noszą je [garnitury szyte w Bytomiu – przyp.red.] biznesmeni w niemal wszystkich krajach Europy Zachodniej oraz eleganci w USA, Kuwejcie, Libanie, Arabii Saudyjskiej. Zamówienia z Zachodu są różne, najczęściej partnerzy sami dostarczają materiały. Przeważają ubrania z poliestru, sztucznego jedwabiu i mikrofazy, czyli włókien syntetycznych.
(Waldemar Szymczyk, "Gazeta Wyborcza" z dn. 19.08.1991)
Do polskich sklepów trafiał jedynie ułamek tych uniformów, a i tak zalegały one na wieszakach – zachodnie stroje nie dość, że były drogie, to nie przypadły do gustu klientom.
Joanna Klimas, fot. Adam Pluciński
Przeszyciami przez krótki okres zajmowała się między innymi Joanna Klimas, zanim założyła własną firmę projektancką. Było to dobry sposób na zarobek, a w jej przypadku, też mocne zderzenie z tym, co było wówczas wśród Polek modne, czyli w tym kontekście „popularne”. Dziś tak wspomina tamte doświadczenia:
Właścicielka firmy, dla której robiłam przeszycia, często do mnie wpadała i pokazywała, jak wymyśla żakiety: tu dodaje pateczkę, tam złoty guziczek, zamawiała kilkaset sztuk i wszystkie sprzedawała. Kiedy pokazywałam jej swoje pierwsze projekty, a od samego początku próbowałam przekonywać Polki do minimalizmu, mówiła mi: „Lubię panią, pani Joasiu, ale pani się musi zdecydować, czy pani chce się realizować, czy zarabiać pieniądze.”
Sukces jednak nie kazał na siebie długo czekać – Joanna Klimas nadal jest jedną z najbardziej kojarzonych z modą lat 90. projektantką, która nie tylko chciała się realizować, ale – jak podkreśla – przekonać Polki do noszenia bardziej wyrafinowanych, minimalistycznych ubrań. Misję poradniczo-edukacyjną miały też kolorowe pisma, w tym „Twój Styl” oraz „Elle”. Ten pierwszy magazyn zaczął wychodzić w lipcu 1990 roku i, jak pisze Konieczyńska, dawał
przegląd nie tylko sposobów przedstawiania mody, ale i jej roli w zmieniającej się rzeczywistości społecznej. […] Harmonogram wydawniczy pierwszych numerów magazynu pokrywa się z kluczowymi datami początkowego okresu transformacji.
Redakcja starała się przeprowadzać czytelniczki przez meandry zmian, podpowiadać, jak się nosić – przede wszystkim do pracy. Styl biznesowy, innymi słowy formalny dress code, na dobre wprowadziły jednak do Polski zachodnie korporacje. W każdej z nich istniała obowiązująca i egzekwowana lista zasad – dziś oczywista, ale też mniej restrykcyjna. Mężczyźni nie mogli chodzić do pracy w swetrach czy dżinsach, kobiety w krótkich spódnicach, a w niektórych firmach na przykład zakazane były materiały w groszki. Porządek pojawił się jednak dopiero pod koniec transformacji, na jej początku w Polsce wzorcem stylu biznesowego i luksusowego był serial „Dynastia”. Dziś łatwo ocenić, że był on raczej kiczowatą fantazją producentów na temat tego, jak żyją szaleńczo bogaci przedsiębiorcy, niż ich wiernym portretem. Do tego serial pojawił się w polskiej telewizji z opóźnieniem, gdy w Stanach powoli do mody wchodził minimalizm. Zresztą, jak zauważa Szcześniak, w trakcie transformacji obowiązywały przebrzmiałe wzorce – mit biznesmena dorabiającego się od zera od milionera to trend zachodniego kapitalizmu z początku XX wieku. Gdy do Polski na początku lat 90. przyjechał ze specjalnym pokazem mody pierwszy wielki projektant, był to Pierre Cardin, który miał największe osiągnięcia w latach 50. i 60., a już w czasach naszej „Solidarności” przede wszystkim żył z odcinania kuponów. Jak widać moda, ekonomia i socjologia szły w czasach przełomu ramię w ramię.