Powracacie też do folkloru, który mocno inspirował Mickiewicza

Scena z przedstawienia "Dziady. Twierdza Brześć" w reżyserii Pawła Passiniego, 2015, Lublin, fot. Maciej Rukasz / rukasz.com
PP: Powinniśmy mówić bardziej o duchowości niż o folklorze. Współczesne realizacje "Dziadów", których w ostatnim czasie było sporo, pokazują, jak ciężko jest traktować gusła serio, tak, żeby nie opowiadać o zabawie pijanych chłopów, którzy mają zwidy po samogonie. W naszym teatrze często tak jest, mamy albo Mickiewicza w wersji folklorystycznej, albo ludowe obrzędy zmiksowane z popkulturą amerykańską. Tymczasem pytania o gadułki, szeptuchy, rytuały uzdrawiające czy oczyszczające są na Białorusi traktowane serio.
Na początku mojej pracy nad spektaklem zadałem sobie pytanie: co tak naprawdę dzieje się podczas ceremonii guseł. Przecież wszyscy doskonale znamy te fragmenty, w kaplicy kolejno pojawiają się duchy dzieci, dziewicy czy widmo złego pana, ale o czym to jest? Przyglądam się temu ze swoim doświadczeniem, drogą duchową i wątpliwościami...
I jakie wnioski?
PP: Że to czyjaś nieprzepracowana, nieuwolniona, niedozwolona pamięć używa nas, naszych ciał, naszych scenariuszy, naszych żyć do tego, żeby się artykułować. A Mickiewicz mówi: musicie ich wszystkich wysłuchać, a szczególnie tych, których nie chcecie!
PD: Idziemy tym tropem i używamy narzędzi, które daje nam Mickiewicz. Teatr jest obrzędem. To, co ważne i co łączy ludzi na Białorusi, to świadomość wspólnej ziemi. Wciąż obok siebie funkcjonują tam różne języki i kultury. Grzebiemy w tym spektaklu jak w białoruskiej ziemi.
PP: Ziemi, która cierpi, krwawi, nosi w sobie tę całą historię, ziemi doświadczonej. Dla Białorusinów to ważna sprawa, bo oni dopiero teraz budują swoją tożsamość, konstruują świadomość białoruskiej literatury czy poezji, zastanawiają się, co to właściwie znaczy być Białorusinem?
To niesamowite, że Mickiewicz jest w tym procesie ważny. Nawet na granicy mieliśmy taką przygodę, ktoś nas zapytał, co tam mamy w walizkach. Odpowiedziałem, że głównie książki, m.in. dzieła Mickiewicza, bo robimy w Brześciu "Dziady". A celnik na to : "No, w Polsce w 1968 po "Dziadach" to było niezłe zamieszanie!"
Czy to znaczy, że "Dziady" mogą być dla systemu politycznego Białorusi niebezpieczne? Że mogą nieść jakiś rodzaj rewolucji?
PP: "Dziady" są silne, mam wrażenie, że sama Białoruś się tej siły boli.
PD: Niebezpieczne jest samo mówienie, polifonia języków i historii, różne głosy to różne prawdy. W tym sensie "Dziady" są rewolucyjne, bo mówienie wieloma głosami bywało już w historii niebezpieczne, przecież każdy (zwłaszcza niedemokratyczny) system chce zagłuszyć wielogłos. Bardzo trudno jest wtedy powiedzieć - to jest jedynie słuszna prawda. A ujawnienie tego, co zostało pominięte, zapomniane, uznane za mniej ważne jest nam potrzebne do uspokojenia, do załatwiania spraw z naszą historią, z naszymi zmarłymi. Dajemy historiom głos, to jest właśnie teatr, który proponuje nam Mickiewicz - on używa teatru do obrzędu dziadów.
A jak w białoruskim teatrze funkcjonuje cenzura?
PP: To nie jest tylko tak, że przychodzi funkcjonariusz i mówi: tego nie wolno. Znacznie poważniejszym problemem jest autocenzura. Białoruscy aktorzy podczas prób mówili: "nie, tego nam na pewno nie pozwolą powiedzieć!". Kiedy funkcjonuje się w takiej podwójnej rzeczywistości, w której większą część energii poświęca się na formułowanie przekazu, który prześlizgnie się przez cenzorskie sito, to teatr sam się kastruje. Dlatego na Białorusi najwięcej jest spektakli quasi-rozrywkowych, może i potrzebnych. Ale moi aktorzy z Akademickiego Teatru Dramy pracują w teatrze nie po to, żeby biegać w komedyjkach, tylko po to, żeby dzięki teatrowi dostać się do czegoś, co jest ważne.
Jako goście mogliśmy sobie pozwolić na więcej. To było cenne doświadczenie dla obu stron, krok po kroku przesuwaliśmy granice tego, o czym rozmawiamy. Ten spektakl jest dla nich czymś zupełnie nowym.
PD: Ważny był moment wspólnego działania, zrozumienia, że jesteśmy w tym razem. Proces naszej pracy to było wspólne rozwalanie ścian. Uświadomienie, że historie, które opowiadamy nie są obce, nie są z importu, tylko są ich własne. Gusła brzmią po białorusku dokładnie tak, jak słyszał je Mickiewicz. To jest to!

Scena z przedstawienia "Dziady. Twierdza Brześć" w reżyserii Pawła Passiniego, 2015, Lublin, fot. Maciej Rukasz / rukasz.com
PP: Na festiwalu w Edynburgu graliśmy kiedyś "Kukłę. Księgę blasku" z fragmentami "Dziadów". Wtedy na potrzeby tego spektaklu w Szkocji po raz pierwszy została przetłumaczona na angielski II część "Dziadów". Nie mogłem w to uwierzyć, że nie ma Wielkiej Improwizacji po angielsku!
To wrażenie totalnej ściany i niemożności przełożenia tekstu kontrastuje z tym, co stało się w Brześciu. Bo gdy usłyszeliśmy, jak brzmi dramat po białorusku, nad którym tłumacz Serge Minskevich pracował przez 6 lat, czuliśmy, jakby to polski tekst był tłumaczeniem z białoruskiego. Niektóre fragmenty są tak dotkliwe, poruszają swoją archaicznością… To niezwykłe, że tak niedaleko za naszą granicą jest kompletnie inna rzeczywistość, z którą jednocześnie mamy tyle wspólnego. To jest dla mnie ekscytujące! Może na Białorusi nie ma zabytków czy kurortów przyciągających tłumy turystów, a jednak wciąż będziemy tam jeździć i pogłębiać te relacje.
Praca nad "Dziadami" zbiegła się z wyborami prezydenckimi na Białorusi i Literacką Nagrodą Nobla dla Swietłany Aleksijewicz.
PD: Spotykaliśmy się z artystami drugiego obiegu, trafiliśmy na wernisaż do wiejskiej chaty, w której prezentowano prace najwybitniejszych artystów białoruskiej sztuki współczesnej, malarzy i grafików wystawianych w prestiżowych galeriach świata. Na jednym ze spotkań padały pytania, których w Polsce się nie zadaje, bo jesteśmy w innym politycznym punkcie.
PP: Podczas pracy ktoś zapytał, czy to są teksty Aleksijewicz, i nie chodzi o podobieństwo stylistyczne, tylko o oddanie głosu zepchniętym, marginalizowanym dotąd narracjom. Fascynujący moment! Chciałbym, żebyśmy w Polsce z uwagą mu się przyglądali, żebyśmy byli przytomni, bo przecież całkiem niedawno przerabialiśmy to na własnej skórze. Nie odcinajmy się od Wschodu.
Wasze "Dziady" są kameralne, grane w kręgu, na obrotowej scenie przysypanej ziemią, nad nami kilka wyrwanych korzeni. Aktorzy snują się za plecami widzów jak duchy, włączając ich do spektaklu
PD: Aktorzy i publiczność znajdują się w jednej przestrzeni, bo dzięki temu możliwy jest bezpośredni kontakt i relacja. Nikt nie jest tu tylko obserwatorem czy widzem w kinie, nie słucha cudzych opowieści schowany za ścianą Jesteśmy w tym wszyscy razem, w środku, na scenie, każdy uczestniczy w spektaklu. Po tej wspólnej przestrzeni zostaje pewna wrażliwość i słuch na białoruskie tematy tabu: holokaust czy Twierdzę Brześć - o tym się do tej pory nie mówiło, coś zaczyna się dziać.
Rozmawiała Anna Legierska, 17 października 2015, Labirynt Sztuki w Lublinie.
Culture.pl jest współproducentem spektaklu "Dziady. Twierdza Brześć".