Adam: Pamiętam spojrzenie Michała mówiące, że muszę stać się jeszcze bardziej niewidoczny. Nagrywał jakieś dźwięki czułymi mikrofonami, a ja musiałem zmienić ostrość, co wyzwalało – niesłyszalny dla mnie – odgłos.
Można nauczyć się rzeki, bycia w naturze?
Dyba: Myślę, że tak. Do tego jest potrzebna tylko jedna rzecz: nasza obecność. To ciekawe, że zadajemy pytanie, czy ludzie mogą nauczyć się rzeki, dzikości, bo przecież to coś, z czego się wywodzimy. Jesteśmy częścią przyrody, częścią ekosystemu. Ale bardzo łatwo o tym zapomnieć.
Adam: Przepięknie było to widać, kiedy płynęliśmy Bugiem na pograniczu Podlasia i Lubelszczyzny – tam wszystkie gospodarstwa skierowane są do rzeki. Gdy wpłynęliśmy na Mazowsze, było kompletnie odwrotnie – wszystkie domy są jakby wycofane od rzeki. Podeszliśmy do pewnego gospodarza i zapytaliśmy, którędy dojść do Bugu. Zanim odpowiedział, musiał się chwilę zastanowić, przypomnieć sobie, jak meandruje jedna z najdzikszych rzek w Europie. A przecież edukacja, kultura, sztuka zaczynały się nad wodą…
Dyba: …i my składamy się z wody. I to jest niesamowite. Pocieszające jest to, że chociaż wydaje się, że rzeki są zabetonowane, uregulowane, to jednocześnie potrafią odzyskiwać fragmenty, w których są wolne.
Wspomnieliście o dźwiękach. Bohater waszego filmu mówi o rzece w pewnym momencie: "Przyszła do mnie w brzmieniu, wielopoziomowa, w dźwiękach, których wcześniej nie słyszałem".
Dyba: Budząca się na przedwiośniu rzeka brzmi niesamowicie. Jest przesycona dźwiękiem. Brzmi przede wszystkim odgłosami ptaków, ale był też dźwięk, który Adam miał okazję słyszeć z łódki, a ja dopiero na nagraniu – rzeki wychodzącej z koryta, wylewającej się wody na pola i łąki.
Adam: Jakby wodospadu.
Dyba: Tak jest w bardzo niewielu miejscach w Polsce, bo ludzie mają potrzebę kontrolowania rzek, ich regulowania.