Wiek później nasze władze, szczycące się marksistowskim podglebiem, dysponowały urzędem, który równie "nieprawomyślnego" stwierdzenia nie dopuściłby do druku.
Gra twórców z cenzurą

Na styku kultury i cenzury zazwyczaj iskrzyło, choć zdarzały się też cuda. Jarosław Abramow-Newerly wspomina swego pierwszego cenzora z STS-u Jerzego Kleynego, który… został satyrykiem; zrobił nawet kabaret w cenzurze. Andrzej Rosiewicz uważa, że wbrew temu, co się teraz mówi, cenzorzy to byli kulturalni, oczytani ludzie. Wojciech Młynarski twierdzi, że jego twórczość była jedną wielką szkołą omijania cenzury. Nieodżałowany Jonasz Kofta mawiał, że cenzura w PRL najbardziej drżała przed satyrą "na Rusa" i "na policaja". Sam więc pisał oględnie, w sposób metaforycznie zawoalowany, ale zrozumiały. Zdaniem Adama Zagajewskiego nie można pisać bez przenośni, gdyż "dosłowny opis jest po prostu nieciekawy".
Pierwsze próby ograniczenia omnipotencji cenzury – na początku drugiej połowy lat osiemdziesiątych – napotykały jednak na opór. Bynajmniej nie sfer rządzących, lecz szefów… wydawnictw. Nie mogliby już więcej uzasadnić odmowy druku słabych książek (których jest zawsze znakomita większość) rzuconą autorowi "w zaufaniu" uwagą, że jego utwory nie przeszły przez cenzurę. I tak w powojennej literaturze polskiej zagościły: alegoria, aluzja, metafora, ironia czy persyflaż. Więcej przeczytasz tutaj…
Błażej Torański, "Knebel. Cenzura w PRL-u"

"Knebel" Błażeja Torańskiego obala wiele mitów o cenzurze. Na przykład przekonanie, że jej urzędnicy byli twardogłowymi nieukami. Przeciwnie, od końca ery socrealizmu byli to ludzie wykształceni. Otrzymywali rzetelną wiedzę z wielu dziedzin, szczególnie z historii Polski oraz pełny serwis informacji o bieżących wydarzeniach w kraju i na świecie.
W odróżnieniu od reszty dezinformowanego społeczeństwa cenzorzy mieli na przykład pełną, a dla reszty zakazaną, wiedzę o Katyniu, o czym oficjalnie – żeby nie podważyć "nierozerwalnego sojuszu" z Wielkim Bratem ze Wschodu – nie wolno było wówczas nikomu wzmiankować, nawet w pracach naukowych. Cenzura była więc kuźnią janczarów systemu, tak wyćwiczonych w umiejętności odróżniania prawdy od fikcji, żeby w razie ewentualnych kontrowersji nie mogli wymówić się niewiedzą. Ręka z ołówkiem skreślającym "niebezpieczny" fragment tekstu nie miała prawa zadrżeć. Twórcom udawało się jednak omijać dyspozycje Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk. Jak? Warto się przekonać…
Jacek Kuroń – związki z kulturą

Konferencja Unii Wolności, Warszawa 1996. Na zdjęciu: Andrzej Wajda i Jacek Kuroń, fot. Andrzej Iwańczuk / Reporter
Zanim Jacek Kuroń zaczął pomagać ludziom z wyżyn ministerialnej władzy, poprzednie ekipy rządzące latami go szykanowały. Nie zabrakło jednak ludzi dobrej woli, którzy pomogli mu przetrwać w trudnych czasach represji. Igor Newerly zatrudnił go – fikcyjnie – jako osobistego sekretarza. Inni, znając zamiłowanie Kuronia do kryminałów, sprawili, że – jak wspominał – napisał ich trzy czy cztery. Otrzymał za nie jakieś honoraria, jednak czujność odpowiednich resortów sprawiła, że nigdy nie doszło do ich druku. Nie znamy, niestety, ani ich tytułów, ani pseudonimów pod jakimi autor próbował je publikować.
Nieco lepiej poszło mu z piosenkami, które trafiały nawet do harcerskich śpiewników. Podpisywane pseudonimami, ukrywały właściwego autora, któremu jednak ZAiKS wypłacał należne tantiemy. Harcerze zaś przez długie lata śpiewali te piosenki przy ogniskach, nie zdając sobie sprawy, kto jest ich autorem. Tytuły tekstów Jack Kuronia, wraz z informacjami o nagraniach płytowych i wykazem książek jego pióra, można znaleźć tutaj…