Sposoby ubierania domów się różnią, bo różnią się też polskie i koreańskie pory roku.
– Przygotowując wystawę, chciałam poczuć się trochę bliżej zespołu z Polski, więc dodałam Warszawę do mojej aplikacji pogodowej. Czasem w Seulu panowała duża wilgotność, a w Warszawie było sucho. Innym razem w Seulu temperatura wynosiła ponad 30 stopni i było upalnie nawet po zachodzie słońca, a w Warszawie było pochmurno i deszczowo. Teraz, kiedy udzielam tego wywiadu, w obu miejscach zapowiadane są opady deszczu przez cały tydzień.
Natomiast z perspektywy wrażeń nie jestem w stanie wskazać, jakie są różnice między polskimi a koreańskimi porami roku, ponieważ nigdy nie doświadczyłam ich w Polsce. Uważam też, że pogoda, której ja doświadczam w Seulu, nie może być reprezentatywna dla koreańskich pór roku. W tym samym czasie, o tej samej porze roku i w tym samym kraju, osoby przebywające w górach, na nizinach, na wybrzeżu czy na wyspie będą nieco inaczej odczuwać pory roku. Dotyczy to nie tylko ludzi, ale i wszystkich organizmów, a nawet przedmiotów. Ten sam mebel z litego drewna będzie wystawiony na inne warunki środowiskowe w zależności od regionu. Ta różnorodność w odczuwaniu pór roku rodzi pytanie: „Czy z perspektywy zmysłów w ogóle można wyróżnić cechy pór roku w granicach państw?”. Być może lato w koreańskich górach jest bardziej podobne do lata w jakimś rejonie Polski niż do lata w Seulu. Granice administracyjne czy państwowe zostały stworzone z innych powodów niż klimat.
Choć osobiste odczucia związane z porami roku mogą różnić się nawet w obrębie jednego kraju, poczucie cykliczności jest wspólne dla obu narodów.
Co stanowiło dla Pani punkt odniesienia w procesie tworzenia instalacji? Proszę opowiedzieć o tym, co Panią zainspirowało – nie tylko pod względem użytych materiałów, ale także idei i koncepcji.
– Zawsze fascynowały mnie dziurawe struktury tradycyjnych mebli i hanoków. Nie tylko ich estetyka, ale przede wszystkim interakcje z klimatem. Otwory w drewnianych meblach, miały zapobiegać wypaczaniu – latem z powodu wilgoci, zimą od gorąca ogrzewania podłogowego. Otwory w hanokach pełniły funkcję praktyczną. Wspomagały cyrkulację powietrza i wpuszczały światło. Mikroskopijne dziurki w papierze hanji umożliwiały przepływ powietrza nawet przy zamkniętych oknach. Szczególnie interesujące są dla mnie okna świetlne gwangchang w tradycyjnych kuchniach, które miały za zadanie zapewniać światło słoneczne, i wentylację. Ich kształty różniły się w zależności od domu, a gdyby spojrzeć na nie razem, można by wręcz poczuć rytm światła i powietrza.
Jako dziecko odwiedziłam pustelnię Hongyeonam na klifie na wschodnim wybrzeżu Korei. Byłam pod ogromnym wrażeniem. W podłodze pustelni znajduje się kwadratowy otwór wielkości dłoni, przez który można zobaczyć naturalne skały i fale morskie. Podobno został stworzony ze względu na mitologię.
Kluczowe hasło mojej pracy brzmi „porowata przestrzeń, która przywraca zmysły”. Łączy ono w sobie motyw otworów z koncepcją 24 okresów solarnych. Do stworzenia instalacji użyłam rodzimych, naturalnych włókien roślinnych. Wykorzystałam bawełnę z recyklingu z kołdry moich sąsiadów, która była w rodzinie od trzech pokoleń. Użyłam też tkanin moshi z łodyg ramii, sambe z łodyg konopi oraz papieru hanji o różnych grubościach i fakturach, aby oddać odczucia związane z porami roku. Bezpośredni kontakt z materiałami często otwiera nowe możliwości, które wykraczają poza pierwotny zamysł. W przypadku hanji moje spektrum zmysłowych doświadczeń także dźwięki, jakie wydaje podczas pocierania lub stukania.
Szukając informacji na temat wystawy Dom Odziany, natrafiłam na teorię formy otwartej autorstwa architektów Zofii i Oskara Hansenów oraz na teksty o ich domu w Szuminie. Zafascynowało mnie, że podobnie jak w hanoku przestrzeń była tam wykorzystywana do wielu celów. Miało to związek z koncepcją Hansenów, która kładła nacisk na zmienność przestrzeni, jej interakcje z codziennym życiem użytkowników.
Ponadto jako inspiracja posłużyły mi książki polskiego kolektywu Centrala, które otrzymałam w lutym od polskich gości odwiedzających moją pracownię (CENTRALA. Zeszyty ćwiczeń: Woda, Światło, Wiatr, Grawitacja); książka Ryu Nishizawy, którą odkryłam, szukając informacji o teorii formy otwartej; książka Oczy skóry. Architektura i zmysły Juhaniego Pallasmaa; przemyślenia Timothy’ego Ingolda o interakcjach ludzi i pogody za pośrednictwem powietrza, światła, wilgoci, dźwięków i kolorów; wiersze Niebo i Widok z ziarenkiem piasku Wisławy Szymborskiej; film Le quattro volte w reżyserii Michelangelo Frammartino; teksty O znikaniu rytuałów. Topologia współczesności oraz Pochwała ziemi autorstwa Byung-Chul Hana, a także modlitwy, które odmawia się w świątyniach buddyjskich przed posiłkiem. Te wszystkie koraliki o różnych kształtach nawlekłam na jedną nić. Czułam też, że moja najnowsza praca nawiązuje do wcześniejszych, które odnosiły się do grawitacji, chmur, nieba, ziemi, ludzi, światła, jaskiń oraz tradycyjnych okien i drzwi.