Opis człowieka zamieszczony w opowiadaniu "Jak Erg Samowzbudnik Bladawca pokonał"jest, trzeba przyznać, mało dlań pochlebny. Nadworni mędrcy króla Boludara, którzy człowieka kiedyś widzieli, zapewniają elektrycznego władcę, że jest Homos istotą tyleż jadowitą, co chciwą i pałającą żądzą niszczenia wszystkiego, co napotka na swojej drodze. Jego złośliwość jest legendarna, tym większa przy tym, im delikatniejsza zdaje się jego cielesna powłoka; jego potęga -niezmierzona. Już tylko z tego powodu człowiek przedstawia "niebezpieczeństwo gorsze od wszystkich razem wirów i raf Pierścienia Astrycznego".
Ale nie idzie wyłącznie o charakter bladego dwunoga i jego nie najlepszą kondycję moralną. Sama fizjologia człowieka, jego biochemia, stanowi dla robotów śmiertelne zagrożenie: "Ma on w środku wielość rurek śliskich, którymi wody cyrkulują; są w nim żółte, są perłowe, ale najwięcej czerwonych - te niosą straszną truciznę, kwasorodem lub tlenem zwaną, który to gaz wszystko, czego tknie, zaraz w rdzę obraca lub w płomień".
Jak widać, kategorie estetyczne czy moralne nie są tu najważniejsze. Dla istot zrobionych z kryształów i delikatnych metali, pobudzanych do życia prądem i odżywiających się olejami, najgroźniejsze jest życie organiczne, przynajmniej w postaci dominującej na Ziemi. Rdzawa krew, ceniona przez ludzi tak bardzo, że nadzwyczaj chętnie ją przelewają, jest dla nich żrącym płynem. Ludzkie łzy, pot i śluz - trucizną. Tlen i woda – zwiastunami niechybnej zagłady. Trudno zatem się dziwić, że roboty przezornie trzymają się od Bladawca z daleka.