Publiczność, która dopinguje
„The Second Woman”, występuje: Magdalena Cielecka i Jacek Poniedziałek, 2026, fot. Malta Festival
Następnego dnia rano – gdy Cielecka gra już szesnastą godzinę – pytam Martę Bryś, badaczkę i wykładowczynię krakowskiej Akademii Sztuk Teatralnych, o jej odczucia:
To jest takie wydarzenie, które wygenerowało – przynajmniej we mnie – dużo skrajnych emocji, różnych wykluczających się myśli. Począwszy od samej aktorki, tego, jak wygląda i jak ta sytuacja jest przeprowadzona, po dobór mężczyzn, ich różnorodność, ale też – moje reakcje. Nie spodziewałam się, że to będzie tak uzależniające, że tak trudno będzie stąd wyjść; i że tak szybko będę chciała wrócić. Odczuwam niesamowitą solidarność i empatię z Magdaleną Cielecką, która podejmuje tu ogromny wysiłek fizyczny, emocjonalny i psychiczny. Jej zawodowstwo aktorskie – niezbędne, żeby utrzymać tę sytuację – jest niesamowite.
Bryś analizuje też ramy samego wydarzenia:
Mamy do czynienia z sytuacją ograniczoną scenariuszem, możliwość improwizacji po stronie Cieleckiej jest niewielka. Ona jest niejako zmuszona do przeprowadzenia tej sceny: muszą paść konkretne słowa, zdania, bo inaczej całość nie pójdzie dalej. To jest z jednej strony dość konserwatywne myślenie o teatrze, a z drugiej – zrozumiałe, bo nie dałoby się przez dwadzieścia cztery godziny utrzymać improwizacji z osobami bez doświadczenia scenicznego. To fascynujące doświadczenie, chyba dla wszystkich, sądząc po reakcjach i tym, że wczoraj, gdy wychodziłam po północy, to widownia była pełna. Słyszałam, że w nocy było tak samo. Myślę, że to wydarzenie będzie długo komentowane i oczywiście mam nadzieję, że Magdalena Cielecka dotrwa do końca, bo to jest ogromnie wyczerpująca forma.
Przemysław Gulda – krytyk teatralny, muzyczny i konsultant literacki w warszawskim Teatrze Studio – o swoich wrażeniach opowiada mi tak:
Ciekawe jest to, że te sceny na jakimś poziomie są takie same, a jednocześnie każda jest zupełnie inna. Fascynuje mnie to, w jaki sposób zaczynają się one ze sobą linkować i układać w strukturę. To są takie drobiazgi: hasła, zdania czy gesty, które pojawiają się w jednej scenie i wracają 17 scen dalej.
Marcin, grafik i fotograf, około godziny 11 rano mówi:
Jestem zaskoczony, że wytrzymałem tak długo. Myślałem, że po trzech, czterech epizodach zrezygnuję, bo to będzie tak powtarzalne i nudne, że odpuszczę. A jestem tutaj od godziny 18.
Upewniam się, czy oglądał The Second Woman przez te 17 godzin bez przerwy. „Miałem małą przerwę, niecałą godzinę” – odpowiada, po czym dodaje:
To jest jak serial. Nie mogę się doczekać kolejnego odcinka, bo chcę się dowiedzieć, co wydarzy się dalej i chcę zobaczyć kolejnych bohaterów. Magda jest wspaniała; to, jak wyczuwa partnerów i się nimi opiekuje – zwłaszcza gdy widzi, że ktoś nie daje rady czy się stresuje... Czekam na statystyki, ile osób powiedziało „kocham”, a ile – „nie kocham”, no i ile wzięło pieniądze. Projekt nazywa się The Second Woman, ale to właściwie jest o mężczyznach, męskości, maczyzmie.
Rzeczywiście, oglądamy na scenie pewien wycinek polskiej męskości. Niektórzy uczestnicy są zdystansowani, przejęci i zestresowani, inni – pewni siebie, a czasem nawet bezczelni. Przykładowo: jeden z mężczyzn na zadane przez Cielecką pytanie o to, o czym myśli, odpowiedział: „O tym, jak wyglądasz nago”.
Łapię się na tym, że odczuwam złość i niepokój, gdy ktoś przekracza granice i zachowuje się jak buc. Ale aktorka świetnie sobie w takich sytuacjach radzi – rzuca błyskotliwymi ripostami albo sugestywnymi minami; ani na moment nie traci czujności.
W miarę upływu kolejnych godzin performansu publiczność coraz częściej i głośniej reaguje na to, co dzieje się na scenie. Na przykład: gdy mężczyzna, wychodząc z pokoju, mówi do Cieleckiej, że nigdy jej nie kochał – zostaje wybuczany i wygwizdany. Widzki i widzowie dopingują aktorkę, wiwatują, komentują i wspierają ją emocjonalnie. Na widowni wytwarza się atmosfera, która z minuty na minutę bardziej niż z teatrem, kojarzy się z meczem piłkarskim czy innym wydarzeniem sportowym.