Ofiary i sprawcy
Scena z przedstawienia „Europa” w reżyserii w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego, 2026, fot. Magda Hueckel/Nowy Teatr w Warszawie
Pytanie o to, dlaczego akurat Chyra gra Europę, może być jednocześnie pytaniem o historyczno-genderowy wymiar przemocy. Patriarchat od wieków skutecznie przenika bowiem rozmaite praktyki wojenne polegające na feminizowaniu ciał jeńców i ofiar. W takiej dynamice narzędziem fizycznej i symbolicznej agresji staje się chociażby gwałt, podczas którego zdobywca potwierdza swoją pozycję penetrującego i zarazem silnego mężczyzny, a poddany – bez względu na płeć – staje się penetrowaną, zdobytą kobietą. W drugim tomie Historii męskości w ten sposób opisywano akty Francuzów na pojmanych Algierczykach. Płynna genderowo Europa w warszawskim spektaklu jest zatem jednocześnie i ofiarą, i sprawcą.
Oprócz Chyry w Europę wciela się też choreograf Claude Bardouil. Tyle że ten pierwszy jest dorosłą kobietą, a ten drugi – pojawiającą się od czasu do czasu na scenie milczącą, ośmioletnią dziewczynką w dziecięcej masce i czarnej peruce; pełnowymiarową ożywioną lalką podobną do tej, którą odgrywał we wcześniejszych Francuzach (2015).
Obaj mężczyźni poruszają się na wysokich szpilkach, ale ruchy Chyry są zdecydowanie pewniejsze, mniej rozdygotane, kompulsywne czy chaotyczne. Mała Europa i dorosła Europa nawiedzają siebie nawzajem – jedna drugiej nie potrafi opuścić. „Przez siedemdziesiąt pięć lat byłaś ośmiolatką, a ja od siedemdziesięciu pięciu lat mam ciągle osiem” – mówi Europa-Chyry, zwracając się do Europy-Bardouila. – „Od tylu lat tkwisz jak nóż w moim gardle, nóż, którego nie mogę się pozbyć”. Ale czy opowiedzenie tej historii po latach może coś faktycznie zmienić?
Nawiedzona jest tu też sama przestrzeń zaaranżowana przez Małgorzatę Szczęśniak w charakterystycznej dla tej scenografki estetyce, choć tym razem wyraźnie skromniejsza niż zazwyczaj. Na ścianie w nieco klaustrofobicznym mieszkaniu Europy wiszą czarno-białe zdjęcia ofiar, po drugiej stronie zamontowano stalową siatkę. Całość przypomina więzienie. Znaczna część akcji toczy się jednak w opuszczonej szkole – miejscu dawnej masakry. Ściany są do połowy pomalowane na czerwono, ustawione z boku ławki przypominają te z Umarłej klasy Tadeusza Kantora, a na środku znajduje się tablica, na której pod koniec spektaklu Europa-Bardouila zapisze to, co niemożliwe do wypowiedzenia.
Wydaje się, że Warlikowski próbuje w Europie wyjść poza swoje dotychczasowe rozpoznania, pytając – co dalej? Czy świadectwa zbrodni będą w stanie zapobiec kolejnym zbrodniom? A czy kiedykolwiek były? Dziś już nikt się chyba nie łudzi, że to wystarczy. Dlatego Europa nie jest i nie mogłaby być – nawet jeśli niektórzy ubolewają nad tym w recenzjach – spektakularnym widowiskiem na miarę (A)Polonii, bo bardziej niż o katach i ofiarach, opowiada o słabości, bezradności i niemocy wobec kolejnych tragedii. I naszym – często milczącym – przyzwoleniu na piętrzące się masakry.