W coraz bardziej szkicowych rysunkach Schulza z lat 30. widoczna jest też zmiana fizjonomii kobiet – infantki rodem z "Xięgi bałwochwalczej" zastąpione zostają m.in. przez bohaterki o twarzy kobiety identyfikowanej jako "panna Kuziw", o androgynicznych rysach, przez co zaakcentowane zostaje nie tylko napięcie między kontrolą a podporządkowaniem w masochistycznym teatrze, ale także zakwestionowaniu ulegają do pewnego stopnia binarne żeńsko-męskie podziały. Jak pisał w "Schulz/Forum" Paweł Dybel, wyłania się rysunków Schulza"perspektywa odchodzącej w bezpowrotną przeszłość, opartej na ojcowskim Prawie męskiej kultury Zachodu, wspomaganej do tej pory przez bogów judaizmu i chrześcijaństwa. Męski masochizm jest aktem konwulsji tej kultury, Prawo kobiece zaś, które wyłania się na jej gruzach, jest rozwiązaniem chwilowym i pozornym". Na ich przecięciu zdaje się wyłaniać nowy porządek wykraczający poza ten manichejski podział.
Natomiast wiadomości o pracach malarskich autora "Sklepów cynamonowych" przez wiele lat pojawiały się sporadycznie, głównie we wspomnieniach jego rodziny i przyjaciół oraz za pośrednictwem nielicznych fotografii. Oryginalna kompozycja znalazła się na aukcji dzieł sztuki dopiero w roku 1992, który UNESCO ogłosiło Rokiem Brunona Schulza (z okazji 100. rocznicy urodzin i 50. rocznicy śmierci artysty). Obecnie dzieło to znane jest pod tytułem nadanym w trakcie ekspertyzy handlowej (autor wielu pracom nie nadał tytułów, wyjątkiem jest pod tym względem "Xięga Bałwochwalcza"): "Spotkanie. Żydowski młodzieniec i dwie kobiety w zaułku miejskim" (1920). Stanowi ono jedną z wersji motywu często przez artystę podejmowanego: zetknięcia dwóch światów, dwóch skonfliktowanych sfer rzeczywistości, personifikowanych przez kobietę i mężczyznę. Opozycyjność obu stron została tu podkreślona między innymi za pomocą podziałów przestrzennych oraz rozwiązań kostiumologicznych; młody chasyd (pejsy, chałat, kapelusz z szerokim rondem) zgina się, jak to często u Schulza bywa, w uniżonym pokłonie przed równie młodymi damami w strojach w stylu art déco. Scena rozgrywa się na tle widocznych w dole zabudowań małego miasteczka.
Wykonanie obrazu dowodzi sprawnej ręki i świadczy o znacznym doświadczeniu artystycznym autora. Z uwagi na umiejętne modelowanie brył, operowanie przestrzenią, smak kolorystyczny można o nim mówić jako o jednym z najciekawszych malarzy okresu międzywojennego. Przyczynia się do tego także wrażliwość na niedawne bądź nowe tendencje w sztuce (ekspresjonizm niemiecki, formizm, surrealizm), których przetworzone reminiscencje można odnaleźć we wspomnianej kompozycji. Obraz zaprezentowało publicznie po raz pierwszy warszawskie Muzeum Literatury na wystawie "Ad memoriam. Bruno Schulz 1892–1942", zorganizowanej w roku 1992.
Na podstawie wspomnień krewnych i znajomych artysty, relacji z przedwojennych wystaw i innych strzępków informacji o malarstwie Schulza możemy dziś przypuszczać, że namalował w swojej karierze co najmniej kilkadziesiąt olejnych obrazów – wśród nich realistyczne portrety członków rodziny, ale i wiele autorskich kompozycji, bliskich w tematyce twórczości graficznej i rysunkowej, ale i świadomie grających z historycznymi konwencjami malarskimi i operujących unikatową kolorystyką, zawężoną niekiedy do odcienie czerwieni i fioletów. Wiemy, że znaczne ich zbiory posiadało kilku bliskich artysty, ich losy nie są jednak znane. Niewykluczone, że gdzieś jeszcze czekają one na odkrycie, zwłaszcza że jakimś sposobem przetrwało właśnie "Spotkanie" – obraz z kolekcji Stanisława Weingartena, którego łódzkie mieszkanie znajdowało się w kamienicy zniszczonej przez bombę na samym początku wojny. A było to mieszkanie wedle relacji obwieszone obrazami Schulza od sufitu po podłogę.
Odkrycia i zagadki

Bruno Schulz, "Dedykacja" (Introdukcja), 1920, cliché-verre na papierze, 13,5 x 18 cm, fot. Muzeum Narodowe w Krakowie
Wyrazistość świata przedstawionego przez Schulza – czy to w prozie, czy w sztukach plastycznych – sprawiła, że nie tylko jego twórczość cieszy się niesłabnącym, a przeciwnie – narastającym powodzeniem. Intryguje również jego biografia – zrekonstruowana przed wieloma laty na podstawie przede wszystkim wspomnień rodziny i znajomych przez Jerzego Ficowskiego, nadal jednak pełna zagadek. Do dzisiaj nie wiadomo na przykład, czy powieść pt. "Mesjasz", o której pisarz wspominał w listach, rzeczywiście powstała, czy nie. W każdym razie do chwili obecnej nie natrafiono na jej ślad, mimo że intensywnie szukał ich Ficowski. W 1941 roku Schulz przekazać miał z getta jego manuskrypt jednemu ze znajomych po stronie aryjskiej – w ten sposób zresztą w dwóch teczkach uratował część swojego dorobku rysunkowego. Jednak trop "Mesjasza" w pewnym momencie się urywa. Nieznany odbiorca miał zginąć z rąk Gestapo, po zakończeniu wojny manuskrypt miało z kolei przejąć KGB. Anonimową ofertę kupna dokumentu z archiwum sowieckich służb otrzymał bratanek twórcy Alex Schulz, a także ambasador Szwecji Jean Christophe Öberg. Jego oryginalność zweryfikować miał Ficowski, dyplomata jednak nie dożył sfinalizowania transakcji. Do tej pory nie pojawiła się kolejna oferta.
O ile jednak nie mamy pewności, czy "Mesjasz" w ogóle powstał, o tyle niewykluczone, że na odkrycie czekają nadal wcześniejsze teksty Schulza. Po odnalezieniu "Unduli" do najważniejszych zagadek w biografii twórcy dołączyły pytania o to, czy i co mógł on napisać w dekadzie dzielącej opowiadanie w "Świcie" od oficjalnego debiutu. Zaledwie kilka miesięcy po odkryciu Łesi Chomycz gruchnęła równie niespodziewana wieść o odnalezieniu dwóch niemieckojęzycznych opowiadań, "Pfennig mit dem Auge" oraz "Du bist Staub. Kriegsskizze", opublikowanych pod nazwiskiem Schulza w czasopiśmie "Cetinjer Zeitung" w latach 1917–1918. Jednak w odróżnieniu od "Unduli" ani fraza, ani tematyka opowiadań, usytuowanych w wojennej scenerii, nie przypominają znanej twórczości drohobyckiego autora, atrybucja budzi więc spore wątpliwości i być może są to utwory zupełnie innego Bruno Schulza.