Solarewicz trzyma aparat blisko wydarzeń, uważnie obserwuje i matkę swojego dziecka, i odchodzenie starca, przygląda się sztafecie pokoleń. Są to obrazy nieupiększone, powstałe niby-przypadkiem, trochę od niechcenia, może nawet z pewnym dystansem i obojętnością. Fotograf wydaje się być rozczarowany pozorem. Na zdjęciu pod wanną widać odpływ, na podłodze leży mokry papier toaletowy i plastikowe pojemniki na odzież. Wąski strumień światła z latarki oświetla pępowinę przed chwilą urodzonego dziecka.
Dalej umieszczono postać w piżamie umazanej białą farbą, przypominającej tę ze szpitala. Stoi na zakręcie i patrzy na nas. Trochę mędrzec, trochę wyrzutek, ciekawy przypadek. W ciemnym lesie, w gęstwinie czai się kilka postaci w maskach jak z filmu "Krzyk", ale co to za horror, kiedy fragmentem scenografii jest dobrze znana kostka Bauma, to tylko strachy na lachy.

"Poród", fot. Krzysztof Solarewicz, dzięki uprzejmości Ośrodka Postaw Twórczych we Wrocławiu
Uchwycony w momencie ekspresji przewodnik przypomina dyrygenta, wyciągniętą dłonią uchwyconą w ikonicznym geście wskazuje punkt poza fotografią. Jest to migawka, która nie przesądza, przeciwnie – buduje napięcie związane z nadejściem nowego. Bury polski krajobraz przecięty czerwoną nicią rozczarowuje swoją zwyczajnością, a jednocześnie buzuje od potencjalnych sytuacji, które mogły wydarzyć się w świecie przedstawionym.

"Poród", fot. Krzysztof Solarewicz, dzięki uprzejmości Ośrodka Postaw Twórczych we Wrocławiu
Po kilku stronach fotograf patrzy na partnerkę już z perspektywy przewijaka. Jest to obraz codzienności, na który składają się pomięta pościel, otwarta książka i miękkie światło wpadające przez okno. Po nim następuje seria zdjęć z zupełnie innym wyrazem, gorzki fragment historii o czasie dla innych, w których bohater przestaje mówić z perspektywy "ja", a przechodzi raczej na "my" lub "bo oni". Czas ucieczki, wątpliwości i przewartościowań. Wódka, amerykańskie filmy i jedzenie w biegu.

"Poród", fot. Krzysztof Solarewicz, dzięki uprzejmości Ośrodka Postaw Twórczych we Wrocławiu
Z tego kolażu wyrywa powtórzony portret Filipa Zawady. Jest to tak rzadko oglądany zabieg w książkach, że natychmiast przywraca przytomność. Pojawia się pytanie – gdzie jest Nowy, czyli dziecko? Jego obecność jest wyczuwalna pomiędzy fotografiami, w samym układzie zdjęć, w tej specyficznej składni. Jest tam sporo miejsca na refleksję, czasem pojawia się ironia, test na spostrzegawczość odbiorcy.