Elementarz
Michał Łuczak w krótkim wstępie tęskni za dawnym porządkiem, który z dzisiejszej perspektywy jawi mu się jako czas prawdziwie wolny. Jego zdjęcia zawierają w sobie pragnienie opowiedzenia historii, są zaczynem do budowania osobistych skojarzeń. Oglądając je nie czułem, że poznaję czyjąś charakterystyczną, szczególną opowieść, patrzyłem raczej na zbiór obrazów podejrzanie uniwersalnych, gdzieś widzianych.

Fotografia z serii "Elementarz", fot. Michał Łuczak, dzięki uprzejmości autora
Elementarz otwiera zdjęcie słów wyrytych patykiem w smole. Same w sobie nic nie znaczą, nie łączą się, są alogiczne. Kolejne prace tworzą jeden rozproszony obraz, zarówno ze względu na podobieństwo formalne, jak i znaczeniowe. Gdy patrzy się na przeszłość z dzisiejszej perspektywy, nie widać szczegółów dawnych historii, pozostaje zbieranie porozrzucanych skrawków. Zamiast konkretu i dosłowności fotograf proponuje rodzaj gry znaków. W tych niedopowiedzeniach jest miejsce na rzeczy, które Siwczyk wymienia w swoim tekście jako te, które musiały zniknąć w "dekalogu rynkowego optymizmu": ambiwalencję, wątpliwości, nicość. Przedłużone spojrzenie w przeszłość jest opowiedziane odciskami pozostawionymi przez człowieka w materii. W tapecie przypalonej zapałkami i miękkim błocie, w którym zanurzyły się podeszwy butów. Lekko niedoświetlone zdjęcia wydają się być pokryte mgłą, popiołem, albo cienką, pergaminową kalką. Przez te zapośredniczenia przenoszą w stan zawieszenia, przerywają przytomność.

Fotografia z serii "Elementarz", fot. Michał Łuczak, dzięki uprzejmości autora
Elementarz nie jest podręcznikiem: drogą, którą należy przejść, czy zbiorem etapów, które należy odhaczyć. Łuczak pozwala sobie na błąd, na brak konkretu. W zamian oferuje dziwny chaos, pełen skrzyżowanych ścieżek i niepodjętych decyzji. To wypowiedziana tęsknota za dzieciństwem – przywilejem braku odpowiedzialności.
Koło miejsca
O ile Łuczak w kilkuzdaniowym autokomentarzu ulega pokusie uwznioślenia przeszłości, to Siwczyk w pierwszym odruchu podważa sam proces wspominania – powrotu do mitycznego domu i czasu gier dziecięcych. Pielęgnowanie pamięci widzi jako ryzykowną zabawę, do której można nieustannie uciekać przed nadmiarem aktualnej klęski. Mimo takiego wprowadzenia, ostatecznie tej pokusie ulega. Wracając do czasów peerelowskiego otępienia, pisze o solidarności w biedzie, która skutkowała brakiem wzajemnej niechęci, o knajpianych trollach i czekających w mieszkaniu kucharach, a także o sojuszach, które tworzyły się wokół muzyki. Uzasadnienie dla pozbawionych nadziei realiów znalazł dzięki literaturze (albo: w niej). Rozważania dotyczące trójki poetów: Różewicza, Kornhausera i Zagajewskiego (zarówno wspomnienia postaci, jak i interpretacje utworów) to jednocześnie pytanie o rolę literatury w kształtowaniu codzienności.

Fotografia z serii "Elementarz", fot. Michał Łuczak, dzięki uprzejmości autora
Początkowo pisanie było dla Siwczyka "wymyślonym na poczekaniu uwzniośleniem", "zbrojącym w fundamencie świat dzieciństwa". Z czasem zaczął doceniać swoją partykularną, lokalną tożsamość i perspektywę, której używał do problematyzowania spraw uniwersalnych. Ten rodzaj upodmiotowienia miał być osiągnięty dzięki lekturze tekstów Różewicza. Z kolei przyzwolenie na formułowanie wątpliwości i niezgodę na zastane realia miał podziwiać u Kornhausera. Literatura stopniowo przetwarzała więc jego życie, częściowo stając się nim. "Koło miejsca" można też czytać jako ciągłą walkę z językiem, z potrzebą nadawania znaczenia. Podczas lektury pojawia się pytanie – jak postrzegać świat poza metaforą?

Fotografia z serii "Elementarz", fot. Michał Łuczak, dzięki uprzejmości autora
Siwczyk nie chce udusić się jak przywoływany przez niego "Człowiek Różewicza". Ulgę znajduje w umiejętności spojrzenia na siebie z dystansu, wyzbywaniu się egocentryzmów i w możliwości wypowiedzenia swoich myśli, nawet jeśli miejscami dla niego to wyłącznie "olśniewająca banalność". To załamywanie rąk zdaje się przynosić mu ulgę – znajduje w nim uzasadnienie dla cierpliwości i sens w czekaniu.

Fotografia z serii "Elementarz", fot. Michał Łuczak, dzięki uprzejmości autora
Mimo, że w eseju Siwczyka często pobrzmiewa krytyka, to praca wykonana przez obu autorów ma charakter afirmatywny. Echa przeszłości, z których obaj czerpali, nie okazały się polem do eksperymentów. Zostały raczej wykorzystane do ponownej interpretacji i uporządkowania rzeczywistości w przypadku Siwczyka lub – korzystając z metafory Tadeusza Kantora – krótkich odwiedzin pokoju dzieciństwa w przypadku Łuczaka.
"Koło miejsca / Elementarz"
Autorzy: Krzysztof Siwczyk / Michał Łuczak
Format: 168×220 mm, oprawa twarda, 128 stron
ISBN 978-83-89856-80-7