Ktoś mógłby powiedzieć: "mydło i powidło". Wszak reportaż opiera się wszelkim regulacjom i kodyfikacjom, może być bardziej "literacki" lub "dziennikarski", dotyczyć przeszłości lub teraźniejszości, spraw małych i codziennych lub takich, które wpływają na bieg historii. Reportaż może ukrywać się w formie listu (np. obecny w "Antologii" list Kazimiery Iłłakowiczówny o zabójstwie prezydenta Narutowicza) czy też dziennika (przypadek Marii Dąbrowskiej), może być politycznie zaangażowany (Wanda Wasilewska, Józef Mackiewicz) lub podróżniczy (Ferdynand Goetel wędrujący po Indiach lub Wacław Sieroszewski przemierzający Syberię i Mandżurię), albo jedno i drugie (Antoni Słonimski i Stanisław Cat-Mackiewicz o Związku Radzieckim). Nie znaczy to jednak, że w reportażu wszystko wolno. Po pierwsze, o czym wiedzą wszyscy, gatunek ten jest formą sprawozdania z "prawdziwego życia"– to nie fikcja, ale fakty są tutaj głównym wyróżnikiem. Druga kwestia, powiązana z poprzednią – reportaż został napisany z myślą przekazania tych faktów odbiorcy. Jak podkreśla Szczygieł we wstępie:
"Za teksty reporterskie uznaliśmy te, które były napisane specjalnie z myślą o ‘doniesieniu’, przekazaniu czytelnikom informacji o ludziach czy zdarzeniach […] i przeznaczone do druku w książce reporterskiej lub prasie. W typie reportażu, przy którym się upieramy, chodzi o swego rodzaju intencjonalność: dotarcie do odbiorcy."
Jest jednak jeszcze jedna kwestia, która spaja – jeśli nie wszystkie, to przynajmniej większość – zawartych w "Antologii" reportaży, przez co czyta się ją jako swego rodzaju całość, a nie zbiór przypadkowo dobranych tekstów. Tym czymś jest próba dotarcia do czytelników niekiedy "na około", pisanie "między wierszami", czyli tak, aby cenzura nie wykreśliła, żeby polityka się nie wtrąciła (wszak wiadomo, że cenzura była obecna nie tylko w PRL, lecz także w II RP – wielokrotnie ukazywały się numery "Wiadomości Literackich", w których całe szpalty były zamalowane na czarno). Zdaniem Szczygła pisanie między wierszami stało się w toku – i za sprawą – historii polską specjalnością i wpłynęło na wysoki poziom literacki tekstów reporterskich.
"Ponieważ u nas […] wszystko czytało się między wierszami, polski reportaż był o tym, o czym był, ale jeszcze o czymś innym. Reporterzy musieli nauczyć się pisać tak, żeby przechytrzyć cenzora, być uczciwym wobec czytelnika i móc sobie samym spojrzeć w oczy. […] Reporter szlifował w tej sytuacji literacką stronę swoich tekstów. Czytelnik szukał w nich drugiego dna czasem znajdował siódme. Tak do gazet zakradła się literatura".
Jako doskonały przykład takiej wymuszonej przez warunki polityczne "estetyzacji" reportażu Szczygieł podaje fragment tekstu Barbary N. Łopieńskiej "Łapa w łapę" o tresowaniu tygrysów w cyrku (w "Antologii" zamieszczony jest inny tekst Łopieńskiej, "Syn", o niepokojach dręczących przyszłe matki tuż przed porodem). Oczywiście reportaż nie jest o tygrysach i ich treserach. Cyrkowa inscenizacja pełni tu rolę metafory, pod płaszczem której autorka opisuje zideologizowaną rzeczywistość społeczną – tygrysy to tak naprawdę obywatele, a treserzy to Partia:
"Wszystkie na raz jeszcze się nie zbuntowały. Zresztą zdaniem pani Haliny [treserki] to one nawet by miały gorzej na wolności. Czy one w ogóle wiedzą, że siedzą w klatce?"
Warto w tym miejscu dodać, jak ważne i pomocne dla czytelników "Antologii" okazują się szkice wprowadzające do poszczególnych reportaży. W każdym z nich Szczygieł poświęca uwagę także innym tekstom autorów uwzględnionych w kompilacji, przez co, tak jak w przypadku Łopieńskiej, poznajemy nie tylko ten jeden wybrany reportaż, lecz także biografię, pozostałą twórczość oraz konteksty, w jakich reportażystom przyszło pisać.
Aby recenzja nie przeistoczyła się w panegiryk, recenzentowi wypada się do czegoś przyczepić. We wstępie Szczygieł przyznaje, że reportaże w "Antologii" wybierane były wedle jego gustu, (choć z dużą pomocą i licznymi sugestiami rady programowej, w której znaleźli się Hanna Krall, Elżbieta Sawicka, Małgorzata Szejnert i profesor Kazimierz Wolny-Zmorzyński). Starał się przy tym nie wybierać oczywistych tekstów znanych autorów, które są łatwo dostępne w księgarniach, często się je wznawia lub znajdują się na liście lektur szkolnych. Tak było w przypadku Kapuścińskiego. Szczygieł nie wybrał fragmentu z "Cesarza" czy "Szachinszacha", lecz uznał, że warto zamieścić w "Antologii" tekst mniej znany, ale który stanowił przełom w biografii literackiej słynnego reportera – "To też jest prawda o Nowej Hucie" (reportaż ukazał się w 1955 roku "Sztandarze Młodych" i doprowadził do tego, że władze partyjne zwolniły całą redakcję pisma i wysłały młodego autora za granicę).
Można się zgodzić z metodą, którą kierował się Szczygieł, i przystać na uzasadnienie w przypadku Kapuścińskiego. Trudno jednak nie zauważyć, że reportażowi o Nowej Hucie daleko do perfekcji warsztatowej "dojrzałego" Kapuścińskiego, styl i składnia są miejscami toporne, a całość przenika duch socrealizmu, w efekcie czego warto zapytać: czy nie lepiej było wybrać inny tekst, taki, który był przełomowy z innych niż biograficzne względów i który zainteresuje nie tylko badaczy twórczości autora "Cesarza"?