Artystka wizualna, fotografka. Urodziła się w 1985 roku w Warszawie, studiowała na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie i Royal College of Art w Londynie. Mieszka i pracuje w Londynie i Warszawie.
W swoich projektach Joanna Piotrowska sięga po to, co kojarzymy z komfortem i bezpieczeństwem, by zajrzeć pod mroczną podszewkę rzeczywistości. W jej obiektywie dorastanie staje się brutalną autotresurą, bezpieczny dom – lichym, prowizorycznym schronem, egzotyczne wakacje – teatrem kulturowo-ekonomicznej przemocy. I nawet róże w wysmakowanych martwych naturach skrywają przede wszystkim kolce.
Rozpoznawalność na lokalnej scenie przyniósł Piotrowskiej już licencjacki cykl "5128". Jego idea narodziła się, gdy artystka wybrała się do domu swoich pradziadków we wsi Bartoszowina, na miejscu odnajdując tylko jego ruiny. Seria "5128" powstała w Bieszczadach, a jej tytuł odnosi się do licznych domów, jakie według przedwojennej mapy znajdowały się na przemierzanym przez artystkę terenie. Po akcji "Wisła" w 1947 roku, podczas której wysiedlono z tych okolic tysiące przedstawicieli mniejszości etnicznych, po większości osad zostały jedynie ślady. Niekoniecznie architektoniczne – czasem to, co pozornie najbardziej ulotne okazuje się najtrwalsze. Piotrowska nie fotografowała więc resztek fundamentów, a rośliny – wyrastające znienacka w zagajnikach sady czy dzikie róże, tworzące prostokąty wyznaczające w leśnej gęstwinie granice dawnych działek i pnące się ku słońcu, w niczym nieprzypominające swoich równo przyciętych przodkiń.
Styl wyświetlania galerii
Wyświetl slajder (domyślny)
Drzwi do międzynarodowej kariery otworzył z kolei Piotrowskiej kolejny projekt dyplomowy, wykonany już w Londynie cykl "FROWST", w 2014 roku wydany w formie photobooka. Tym razem artystka skupiła uwagę nie na zostawionych przez ludzi śladach, a międzyludzkich, a konkretnie rodzinnych relacjach. Z naciskiem na te mniej przyjemne, oparte na opresyjnej dominacji czy niezdrowej zależności. Choć artystka sięgnęła po kojarzącą się z dokumentem czarnobiałą estetykę, a jej modele faktycznie są ze sobą spokrewnieni, "FROWST" nie jest dokumentem. Fotografka nie podglądała bohaterów w codziennych sytuacjach, ale sytuacje te kreowała, modelując swoich bohaterów przed obiektywem. Stosowała przy tym metodę ustawień rodzinnych niemieckiego psychoterapeuty Berta Hellingera (przez wielu uważaną za pseudoterapeutyczną psychodramę).
Za pomocą fotograficznej pantomimy z elementami psychodramy Piotrowska rysuje portrety psychologiczne swoich bohaterów, koncentrując się nie na mimice i fizjonomii, a gestach i mowie ciała. Do prawdy dochodzi okrężną drogą, budując sytuacje zarazem wydestylowane z rzeczywistości i sztuczne, jak sceny z udziałem wypchanych zwierząt w muzeach historii naturalnej.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Joanna Piotrowska, "Stable Vices", Kunsthalle Basel, 2019
Obrazek
7_joanna_piotrowska_stable_vices_kunsthalle_basel_2019.jpg
Niemal surrealistyczne bywają też scenograficzne gusta fotografki. Piotrowska często swoich bohaterów umieszcza we wnętrzach domowych, choć nie mają one nic wspólnego z domową przytulnością. Spłaszczone błyskiem flesza i czarnobiałą paletą barwną wnętrza obite lśniącą boazerią i wypełnione wzorzystymi narzutami, dywanami, koronkowymi firanami i serwetami stają się ciasne, klaustrofobiczne i niepokojące.
W tego rodzaju wnętrzach rozgrywa się też akcja kolejnego po "FROWST" cyklu Piotrowskiej, bazującego na podobnej strategii fotograficznej. W "s.w.a.l.k" bohaterkami zdjęć stały się nastolatki, dziewczyny w wieku od 11 do 17 lat, odtwarzające pozy ze starego podręcznika samoobrony. Fotografie w niczym nie przypominają jednak stopklatek z filmów pokroju "Karate Kid". Fotografowane dziewczyny wyglądają jakby uginały się pod atakującą je, niewidoczną często siłą. Gesty samoobrony stają się wymyślną choreografią samodyscypliny. Artystka wykorzystała zresztą tę cechę owych gestów, opracowując choreograficzny performans "Self-defence".
Cykl "s.w.a.l.k" nawiązuje m.in. do książki "In a Different Voice" amerykańskiej feministki i psycholożki Carol Gilligan, przyglądającej się temu, jak młode dziewczyny uczą się samodyscypliny i dopasowują do społecznych norm. Piotrowska po raz kolejny stworzyła więc upozowany, a jednak niezwykle realistyczny i wnikliwy portret zbiorowy. To swoisty atlas dojrzewania, z naciskiem na jego ciemne strony – emocjonalne rozdygotanie czy poczucie dyskomfortu we własnym ciele, które zaczyna uwierać jak niedopasowane ubranie.
Poczucie zagrożenia w pozornie bezpiecznej sytuacji wyziera też z kolejnej czarnobiałej serii zatytułowanej "Frantic". W tym przypadku otoczenie przestało grać rolę scenografii wzmacniającej duszną atmosferę i stało się głównym środkiem narracyjnym. Bohaterowie fotografii wykonanych w Londynie, Warszawie, Lizbonie i Rio de Janeiro, sportretowani w swoich domowych wnętrzach, chronią się skuleni w prowizorycznych schronach wykonanych z osobistych przedmiotów. Przypominają one fortece z dziecięcych zabaw, ale i konstrukcje budowane przez bezdomnych dla ochrony przed chłodem i deszczem. Autorzy konstrukcji nie wyglądają bynajmniej jakby dobrze się bawili. Zdają się bezradnie czekać na nieuniknioną katastrofę, jak bohaterowie "Melancholii" Larsa von Triera, czekający na kosmiczną katastrofę w równie prowizorycznym szałasie z kilku patyków.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Joanna Piotrowska, Bez tytułu, 2014
Obrazek
72_dpi_joanna_piotrowska_untitled_2014.jpg
"Frantic" to także seria osobliwych portretów psychologicznych, tyle że tym razem o bohaterach opowiadają gromadzone przez nich przedmioty i tworzone z nich konstrukcje – schrony pedantycznie wykończone lub nonszalancko czy wręcz niedbale zbudowane z dwóch elementów będących akurat pod ręką. To także kolejny rodzaj portretu zbiorowego, przedstawienie powszechnej bezradności i strachu, codzienności podszytej lękiem przed katastrofa klimatyczną i globalnym konfliktem.
Na tle spójnych formalnie czarnobiałych cykli wyróżnia się zrealizowany w 2015 roku w Kenii projekt "How Are You". Odróżnia go od pozostałych nie tylko żywa kolorystyka. Domowe wnętrza zastąpił tu anonimowy pokój w tanim hotelu, wypełniony jedynie kilkoma prostymi meblami z łóżkiem i zawieszoną nad nim moskitierą na czele. Wiele kadrów zamiast chłodnej perfekcji i symetrii charakteryzuje pewna przypadkowość. Ujęciom upozowanym w typowy dla Piotrowskiej sposób towarzyszą migawki pozbawione ostrości, z bohaterami uciętymi w kadrze czy uchwyconymi wpół ruchu. Wreszcie obok grupy kenijskich mężczyzn za obiektywem pojawiają się już nie znajomi fotografki, a ona sama.
Styl wyświetlania galerii
Wyświetl slajder (domyślny)
W postkolonialnym kenijskim pejzażu to mężczyźni – w przeciwieństwie do Piotrowskiej bez wyjątku pozujący nago – stają się uprzedmiotowionymi obiektami seksualnymi. Chwilowo nad patriarchatem zwycięża globalny kapitalizm i neokolonializm. Fotograficzna opowieść Piotrowskiej bliska jest filmowym obrazom takim jak "Raj: Miłość" Ulricha Seidla, opowiadającym o afrykańskiej seksturystyce uprawianej przez przedstawicielki klasy średniej z globalnej Północy. Ponownie jednak Piotrowską interesuje nie reportaż, a wydobycie z inscenizowanej sytuacji jak najszerszej palety realnych emocji, tym razem z uwzględnieniem własnego dyskomfortu.
Z przepracowywaniem własnych lęków wiąże się również wyjątkowy formalnie, a przy tym będący jakby dalekim powidokiem "5128" esej wizualny "The Black Garden", opublikowany w magazynie "Frieze" wraz z tekstem Harry'ego Thorne'a. Piotrowska przeniosła obiektyw z powrotem z ludzi na rośliny, tym razem jednak nie do końca z własnego wyboru. I tym razem wysmakowane estetycznie zdjęcia kwiatów nie mają nic wspólnego z banalnymi martwymi naturami. Wykonane w londyńskim ogrodzie fotografie przywołują historię, która wydarzyła się w górach Kaukazu, na terenie Górskiego Karabachu – terytorium spornego między Azerbejdżanem i Armenią, formalnie należącego do tego pierwszego, w praktyce funkcjonującego jako osobne, choć nieuznawane przez żaden inny kraj państwo.
Podczas wyprawy fotografka została zatrzymana i oskarżona o... szpiegostwo na rzecz Rosji. Zanim z braku dowodów po długich przesłuchaniach ją zwolniono, musiała "udowodnić", że jest artystką i wykonać pod okiem wojskowych kilka zdjęć. Skierowała więc aparat na potencjalnie najbezpieczniejszy, najbardziej niewinny obiekt w zasięgu wzroku – kwitnące róże. Po raz kolejny za sielankowymi pozorami skrywa się traumatyczna historia, tym razem wyjątkowo osobista.
Twórczość Piotrowskiej z reguły jak najdalsza jest od komercyjnej, glamourowej fotografii modowej, a do estetyki dokumentu nawiązuje jedynie formalnie. Oba te gatunki fotografka pożeniła jednak w unikatowy sposób w projekcie "Never is a long time". Podczas miesięcznej rezydencji na Łotwie fotografka wykonała portrety pacjentów opuszczających centrum rehabilitacyjne dla alkoholików pod miastem Kuldīga. We współpracy z redaktorką modową magazynu "Dazed & Confused" Elizabeth Fraser-Bell Piotrowska starała się podważyć reguły fotografii modowej, wprowadzając na łamy lifestyle'owego magazynu w roli modeli ludzi, którzy dla większości fotografów staliby się modelami co najwyżej w konwencji społecznego dokumentu.
Wybrane wystawy indywidualne:
- 2019 – "Stable Vices", Kunsthalle Basel, Bazylea, Szwajcaria
"All Our False Devices", Tate Britain, Londyn, Wielka Brytania
- 2018 – Condo Mexico City 2018, Arredondo\Arozarena / Galeria Dawid Radziszewski, Meksyk
- 2017 – Art Basel/Statements, Galeria Dawid Radziszewski, Bazylea, Szwajcaria
- 2015 – "Frowst", Muzeum Etnograficzne w Krakowie, Miesiąc Fotografii w Krakowie
"How Are You", Księgarnia | Wystawa, Kraków
- 2014 – "s.w.a.l.k" Project Space, Northern Gallery of Contemporary Art, Sunderland, Wielka Brytania
- 2010 – "5128", zpafgallery, Kraków
Wybrane wystawy zbiorowe:
- 2018 – "Antarctica. An Exhibition On Alienation", Kunsthalle Wien, Wiedeń, Austria
SUPERSTITION, Museum Marres, Maastricht, Holandia
"Structures of meaning | Architectures of perception", Gateway, Abu Zabi, Zjednoczone Emiraty Arabskie
"Sculptures", Andrew Kreps Gallery, Nowy Jork, USA
10. Berlin Biennale "We don’t need another hero", Berlin, Niemcy
"Being: New Photography", Museum of Modern Art, Nowy Jork, USA
- 2017 – "Room", Sadie Coles, Londyn, Wielka Brytania
"Give Me Yesterday", Fondazione Prada, Mediolan, Włochy