Reno przeżyła głęboką żałobę. Dzięki wsparciu przyjaciół po pogrzebie córki artystka wyjechała nad Morze Czarne, na dłużej zatrzymując się w krymskim mieście Gurzuf, gdzie każdego ranka zapamiętale malowała – jak zapisała w dzienniku, to ciężka praca pomogła jej poradzić sobie z olbrzymim smutkiem. Jednocześnie wspominała o Paryżu, za którym ogromnie tęskniła, brakowało jej także Henriego de Waroquier, swego francuskiego partnera. Odwiedzała jednak kolejne miejsca i wciąż tworzyła. W 1917 roku znów wybrała się do Moskwy z nadzieją na powrót do Paryża, lecz kiedy w stolicy Rosji wybuchła rewolucja, artystka ostatecznie wróciła na Krym. Tym razem nie odnalazła pocieszenia ani w pracy, ani w towarzystwie. Gdy atmosfera w regionie zaczęła być coraz bardziej napięta, Reno postanowiła uciec z miasta, kolejny raz docierając do Moskwy, gdzie mimo wszystko podjęła próby starania się o wizę do Francji. Po wielu przeprawach udało jej się załatwić dokument, czekała ją jednak długa droga wagonami bydlęcymi przez Rosję i Finlandię.
Kiedy dotarła do Murmańska, stacji przesiadkowej, zachwyciła się osobliwością będącego wciąż w budowie miasta. Wykonała wówczas cykl szkiców ołówkiem, w którym widać kształtujący się już dojrzały styl artystki, pozostający pod wpływem Raoula Dufy’ego, malarza poznanego przez nią wiele lat wcześniej. Uwagę zwraca przede wszystkim rysunek przedstawiający pejzaż z zabudowaniami, wręcz fowizujący, afirmujący życie, a przecież stworzony w tak trudnym czasie i miejscu. W centralnym punkcie pracy widnieją dwa budynki, jeden wyższy, a drugi niższy, utrzymane w ciepłej, pomarańczowej kolorystyce. Pierwszy plan dominują zwały ziemi, które dzięki odcieniom żółci budzą skojarzenia z wydmami na beztroskiej plaży. Całości dopełniają niewysokie drzewa. Jedynie ciemnoniebieskie, kłębiaste chmury wprowadzają do tego szkicu odrobinę dynamizmu, jak i niepokoju.