Sukces ma wielu ojców, a Zborowski zawdzięcza go dwóm: Kazimierz Czechowski sprowadził go do Francji, a "książę Montparnasse’u" pomógł mu przetrwać. Mojżesz Kisling, bo to o nim mowa, chętnie pomagał polskim emigrantom i wprowadził przyjaciela w świat paryskiej cyganerii. Mogli znać się z Krakowa – tak twierdziła Anna – gdzie malarz studiował pod okiem Józefa Pankiewicza. Na Montparnassie zostali sąsiadami. Artysta dzierżawił przestronne lokum na piątym piętrze kamienicy przy ulicy Joseph Bara numer 3, Zborowscy zaś zajęli dwa ciemne pokoje z kuchnią piętro niżej. Leopold został marszandem Kislinga, a Anna jego modelką. W atelier malarza wisiały podobno portrety Rubinsteina, Hemingwaya oraz Chaplina.
Jak Kisling został "księciem"? Był honorowy (w imię honoru toczył pojedynki, o których rozpisywały się francuskie bulwarówki), dorobił się majątku (podobno odziedziczył spadek, ożenił się z córką oficera) i osiągnął sukces (talent mu w tym nie przeszkodził). Mimo to pozostał życzliwym człowiekiem. Pozostali artyści École de Paris też życzyliby sobie takiej kariery.
Modi & Zbo
Amedeo Modigliani, 1918, fot. Wikimedia Commons
Najbliżej celu był Amedeo Modigliani. Przystojny Włoch miał jednak dwie słabości – do używek i pięknych kobiet – oraz obsesję na punkcie łabędzich szyi. W dodatku zmarł za wcześnie. Jego znakiem rozpoznawczym były uproszczone sylwetki i pozbawione rysów twarzy postaci o wydłużonych szyjach. Nie zdążyłby zabłysnąć na Montparnassie, gdyby nie Zborowski. Jak w 1916 roku doszło do współpracy? Istnieją trzy wersje zdarzeń.
Pierwsza: Anna nawiązała kontakt z obiecującym malarzem, gdy Leopold leczył się w Saint-Tropez. Pozowała mu, zaprzyjaźnili się, po czym skłoniła partnera do otoczenia artysty opieką.
Druga: wściekły na dotychczasowego marszanda Amedeo ostentacyjnie zerwał z nim stosunki w kawiarni La Rotonde. Akurat w tym czasie przebywali tam Zborowscy, więc Modi spontanicznie zaproponował Zbo współpracę. Widocznie brak doświadczenia studenta historii sztuki nie miał znaczenia.
Trzecią, zbliżoną do poprzedniej wersję znamy z poematu Zborowskiego:
Jakiś młodzieniec podnosi się z krzesła, to mój sąsiad, robi kilka kroków i zatrzymuje się na środku bulwaru.
[…]
Przyprowadźcie mi, proszę, tego pana do domu.
Agent,
Przyjaciele.
Drzwi zamykają się jak powieki w nocy.
Oto jak pewnego lipcowego wieczoru moje życie związało się z życiem Modiglianiego
Na papierze było tak: marszand wypłaca malarzowi 15 franków dziennie, dostarcza materiałów, wynagradza modela, organizuje wystawy i zjednuje krytyków sztuki, w zamian otrzymuje wszystkie dzieła artysty powstałe w okresie trwania kontraktu. Rzeczywistość wyglądała nieco inaczej.
Przede wszystkim połączyła ich przyjaźń. Anna i Leopold urządzili Modiemu pracownię w swoim największym pokoju – pewnie dlatego jego obrazy są takie mroczne. Często sami mu pozowali, dzięki temu Zbo był najczęściej uwiecznianym na płótnie marszandem, a Anna została wziętą modelką (ach, te akty). Gdy włoski malarz malował nagą szlachciankę, rolę przyzwoitki odgrywała przyjaciółka domu Lunia Czechowska. Urodę warszawianki również możemy podziwiać na płótnach Modiego.
Amedeo Modigliani, "Portret Anny Zborowskiej", 1917, fot. Wikimedia Commons
Pojedyncze portrety Zborowskich znajdziemy wśród prac Maurice’a Utrillo. Z uzależnionym od alkoholu paryżaninem Zbo podpisał kontrakt w 1918 roku. Podobizna jego i Anny to unikaty, gdyż malarz samouk słynął z pejzaży.
Tymczasem lista potrzeb Modiglianiego z każdym dniem rosła: farby, pędzle, zaliczki, trunki, haszysz… W czasie wojny i tuż po nikt nie chciał inwestować w sztukę. By zdobyć pieniądze, Zborowski ponoć zaczął grać w kasynie. Dzieła Modiego można było kupić za 50-100 franków. Tanio, zwłaszcza jeśli porównać je do aktualnych cen: w 2018 roku "Akt leżący" sprzedano za 157 mln dolarów, trzy lata wcześniej inny obraz (odważniejszy akt) wart był przeszło 170 mln dolarów. Skomentujmy to słowami francuskiego poety i krytyka sztuki André Salmona: "Kochany Zbo, taki fajtłapa od interesów, ale tak skwapliwie dzielący się ze swoimi malarzami, kiedy przypadkiem temu wściekłemu graczowi udało się wygrać w karty w jakiejś szulerni na Montparnassie".
Amedeo Modigliani, "Portret Chaima Soutine'a", 1917, fot. Wikimedia Commons
Jeśli nie Paryż, to Londyn. W 1919 roku marszand zapakował obrazy: Modiego, kilku swoich podopiecznych oraz – w porozumieniu z konkurencją – innych artystów tworzących wówczas we Francji (m.in. Picassa) i pokazał je na Wyspach Brytyjskich. Opinie były podzielone: jedni docenili francuską awangardę, inni byli zniesmaczeni nagością i łabędzimi szyjami pędzla Modiglianiego. Koniec końców Zborowski trochę zarobił, a swojemu ulubieńcowi przywiózł z Londynu buty. Ten długo się nimi nie nacieszył – zmarł 24 stycznia 1920 roku.