W planach wydawniczych zespołu znajduje się m.in. wspólny projekt zarejestrowany w Rumunii z bukaresztańskim producentem Ionem D, założycielem wytwórni Future Nuggets – tym razem motywem przewodnim ma być żywioł powietrza – i zapis sesji przygotowanej w pracowni malarza Sainera (Przemysława Blejzyka), twórcy okładek dwóch ostatnich albumów Błota.
Motorem napędowym grupy wciąż pozostają sesje nagraniowe, które – jak mówi Pędziwiatr – z mniejszego lub większego przypadku odbywają się w ciekawych miejscach:
Błoto stało się pełnoprawnym i osobnym zespołem, z własną formułą tworzenia i ekspresji. Wciąż jesteśmy wierni kolektywnej improwizacji – spotykamy się w studio bez przygotowanego materiału, ale mamy przygotowane serca i umysły na to, żeby ugotować coś dobrego.
Błoto jest dla mnie wehikułem do wydobywania naturalnej energii płynącej z muzyki. Gdy gramy, to czasem czuję, jak spod naszych palców wydobywa się coś wyjątkowego, jakaś magiczna magma. Wspólna improwizacja wiążę się z tym, że trzeba odpuścić indywidualne ego każdego z nas. Dlatego uważamy się za kolektyw, tu nie ma lidera.
W świecie jazzu improwizacja kojarzy się z graniem solówek. A dla nas najważniejsze jest komponowanie poprzez improwizację. Każdy z nas ma świadomość tego, że gotujemy razem danie i chcemy sprawić, żeby było ono smaczne. Nie może być więc tak, że każdy będzie dopieprzał czy dosalał według swojego widzimisię. Zaskakuje mnie, że takie coś może działać w dzisiejszych czasach, gdy naokoło widzimy, jak w wielu sferach ludzie się nie potrafią dogadać, cały czas dopieprzają.