Filmowy biopic cierpi też na stylistyczny eklektyzm. Kolejne sekwencje – od prowincjonalnego życia w Polsce, przez Warszawę, aż po występy w Las Vegas – opowiadane są w różnych stylach, a odmienne tony nie chcą złożyć się w jeden, spójny głos. Obraz niepozbawiony jest też całkiem trywialnych niedociągnięć, których nie sposób zrozumieć. W scenach słynnych występów artystki rozdźwięk pomiędzy obrazem poruszającej ustami aktorki a podłożonym głosem Villas jest konfundujący, inscenizacja woła czasem o pomstę do filmowych bogów, a charakteryzacja w finałowych scenach budzi zdumienie.
Violetta Villas od początku była filmem wysokiego ryzyka. Bohaterka wymykająca się psychologicznym schematom, historia rozgrywająca się na dwóch kontynentach i na przestrzeni kilkunastu lat… – już to byłoby dużym wyzwaniem dla debiutującej reżyserki. Jeśli dorzucimy do tego zdjęcia z dziecięcymi aktorami-amatorami i zwierzętami, dostaniemy zestaw wyzwań, którym niełatwo jest podołać. Karolinie Bielawskiej ta sztuka się nie udała. Jej biografia Violetty Villas jest bowiem pozbawiona emocji, nieangażująca i chaotyczna. Wymieniana wśród najbardziej wyczekiwanych filmów tegorocznego festiwalu w Gdyni opowieść o wokalistce obdarzonej „głosem ery atomowej” jest jednym z jego największych rozczarowań.
Violetta Villas. Reż. Karolina Bielawska. Scenariusz: Karolina Bielawska, Małgorzata Gospodarek. Zdjęcia: Bartosz Świniarski. Scenografia: Klaudia Klimka-Bartczak. Kostiumy: Małgorzata Fudala. Występują: Sandra Drzymalska, Kazimierz Radziejewski, Antoni Rembelski, Antoni Tyszkiewicz, Jowita Budnik, Dorota Kuduk, Cezary Łukaszewicz, Borys Szyc. Premiera: 21.09.2026.