Po pierwszych prezentacjach spektaklu na sierpniowym festiwalu Fringe w Edynburgu, zagraniczni krytycy pisali, że Grzegorz Bral i jego aktorzy przywracają Europie umiejętność lamentowania, a ich spektakl, mimo, że jeszcze niedokończony, już jest legendą. Szekspirowska magia uwiodła międzynarodową publiczność, która każdy spektakl przyjmowała owacjami na stojąco. Ze Szkocji grupa wyjechała więc aż z trzema prestiżowymi statuetkami – nagrodą Scotsman Fringe First, Herald Archangel i specjalnym wyróżnieniem Musical Theatre Matters Award. "Pieśni Leara" zajęły również 1. miejsce w rankingu wszystkich spektakli teatralnych wystawianych w Edynburgu prowadzonym przez “The List”, pokonując tym samym niemal trzy tysiące przedstawień z całego świata.
Polscy widzowie w muzyczny i magnetyczny świat Leara mogą zanurzać się do woli we wrocławskiej siedzibie teatru. Na scenie mieszczącej się w niezwykłych przestrzeniach XIV-wiecznego refektarzu występują m.in. Anną Zubrzycki, Kacper Kuszewski, Julianna Bloodgood, Ewan Downie, Ian Morgan, a w roli szekspirowskiej Kordelii rewelacyjna Monika Dryl komplementowana także przez polskich recenzentów i znawców teatru:
-W kolejnych pieśniach (skomponowanych także przez Jeana-Clauda Acquavivę) do różnych tekstów (wykorzystano np. ewangeliczne apokryfy) rozegra się tragedia Leara, Kordelii, Błazna. A w śpiewie wyrazi się wszystko: uczucie zawiedzionej miłości, rozpacz, samotność, szaleństwo. Wszystko to, o czym Szekspir napisał. Głosy aktorów doskonale zostały zgrane i brzmią w sposób przejmujący - zachwycał się na swoim blogu Wojciech Majcherek tuż po prezentacji spektaklu na Warszawskich Spotkaniach Teatralnych.
"To być może jedno z najbardziej poruszających dzieł naszego teatru ostatniego czasu. Niby jest zbudowane z elementów, które są charakterystyczne dla teatru Pieśń Kozła. Ale tym razem Bral doprowadził formę przedstawienia – koncertu do emocjonalnej esencji, która wyraża się przez śpiew aktorów. Jest mniej ruchu niż np. w Makbecie, ale gdy się wyzwala w ciałach aktorów to czujemy w nim nieprawdopodobną energię. To widowisko jest trudno opisać, bo jego odbiór w dużej mierze zawiera się we wrażeniach, stąd pokusa używania uczuciowo nacechowanych przymiotników. A sytuacja sceniczna jest bardzo prosta. Bral wychodzi przed publiczność i w paru zdaniach opowiada o genezie spektaklu (pomysł zrodził się na wystawie Kandinsky’ego w Tate Gallery). Reżyser pełni w nim funkcję narratora, zapowiadacza kolejnych scen – pieśni. Prosi więc aktorów, którzy w czarnych kostiumach wychodzą i siadają na dziesięciu krzesłach. Z boku usadowi się kompozytor Maciej Rychły, który będzie przygrywał na instrumencie, przypominającym dudy. (...)
To jest teatr, który łączy maestrię formy z silną emocjonalnością. Jest prosty, a jednocześnie bardzo głęboko docierający do widza. Jest czysty i piękny." - komentował Majcherek, a Lidia Raś dodaje :"Pieśni Leara" w reżyserii Grzegorza Brala to zachwycająca muzyczna opowieść o sile i mądrości kobiecej natury, jedynego antidotum przeciwko upadkowi świata pozbawionego duchowości. Dotyka emocji, porusza nieznane obszary, pozwala doświadczyć katharsis."- czytamy na łamach dziennika Polska The Times.
Grzegorz Bral, "Pieśni Leara", Teatr Pieśń Kozła, Wrocław
źróła: materiał własne, Polska The Times, wojciech-majcherek.blog.onet.pl