Przez 14 lat, jakie minęły od premiery debiutanckiego "Zmruż oczy", Jakimowski wypracował własny filmowy idiolekt. Opowiadał po swojemu, bez pośpiechu, z czułością. W "Sztuczkach" czy wspaniałym "Imagine" Jakimowski dał się poznać jako poeta kina. "Pewnego razu…", choć zupełnie różne od tamtych tytułów, potwierdza siłę jego głosu.
Jej źródło znajduje się w uważnym podpatrywaniu życia. W "Pewnego razu…" to właśnie dokumentalna obserwacja jest największą siłą reżysera. Zamiast wkładać w usta bohatera monologi o jego niedoli, Jakimowski pokazuje chłopaka dociskającego dłonie do ciepłego kaloryfera. Małe gesty znaczą tu więcej niż słowa.
Recenzując film Jakimowskiego, Łukasz Majciejewski zauważał, że realistyczne epizody, z jakich zbudowany jest film Jakimowskiego, mogłyby być tematem artykułów w stołecznej prasie. I to właśnie jest największą bolączką "Pewnego razu…". Dokumentalne podglądanie życia z czasem ustępuje bowiem miejsca publicystyce. Jakimowski sięga po metodę Małgorzaty Szumowskiej i przepisuje gazetowe nagłówki na filmowe sceny. Mamy więc opowieść o dzikiej reprywatyzacji, przemocy na policyjnych komisariatach, bezduszności komorników i polskim nacjonalizmie, który staje się głównym bohaterem drugiej części filmu.

Kadr z filmu "Pewnego razu w listopadzie" w reżyserii Andrzeja Jakimowskiego, 2017. Na zdjęciu: Grzegorz Palkowski, fot. Adam Bajerski / Kino Świat
Jakimowski poeta ustępuje tu miejsca Jakimowskiemu obywatelowi. Podczas gdy patronem pierwszych sekwencji "Pewnego razu…" jest Ken Loach, wielki socjalista kina od lat upominający się o najsłabszych, ostatnim sekwencjom filmu Jakimowskiego bliżej jest do ideologicznie zaangażowanych obrazów Olivera Stone'a czy Michaela Moore'a.
Gdy reżyser "Sztuczek" opowiada tu nacjonalistach niszczących święto 11 listopada i atakujących jeden z warszawskich squatów, do "Pewnego razu…" wkrada się dosłowność. Publicystyczna dyskusja o polskim systemie prawnym zostaje rozpisana na dialogi dwójki wykładowców; filmowy squat staje się figurą ostatniego bastionu społecznej równości; a bohaterowie wygłaszają płomienne frazy o powstańcach warszawskich oddających życie za ojczyznę.
Jakimowski nie potrafi się zatrzymać, powiedzieć sobie: już wystarczy. Wciąż dokłada do swojego filmu nowe sceny i nowe tematy. I nawet jeśli ma rację, a jego emocje i obywatelską postawę łatwo jest zrozumieć, traci na tym kino, do którego wkrada się publicystyczny ton.
- "Pewnego razu w listopadzie", Scen. i reż. Andrzej Jakimowski, zdj. Andrzej Bajerski, muz. Tomasz Gąssowski. Występują: Agata Kulesza, Grzegorz Palkowski i inni.